08.06.2024, 02:52 ✶
- Uff, ale mam szczęście - odetchnął z udawaną ulgą - przecież bym pękł jak balonik, gdyby mnie taki słodziak miał za frajera. - Pogłaskał go po włosach i pocałował w czubek głowy jeszcze raz.
Zdał sobie sprawę z tego, że to ciepło przeradzało się w gorąco. Sunąc dłonią po odsłoniętym karku czuł jak oboje byli rozgrzani. Nie pierwszy raz, tak? Potrafił doliczyć się wielu takich sytuacji, ale tak rzadko skupiał się na tym aż tak intensywnie jak teraz. To ciepło nie dochodziło z podbrzusza. Jego źródłem nie był zbyt cienki jak na aktualną pogodę koc. Jemu topiło się serce.
Miał już dosyć złych i smutnych zakończeń, a może... zakończeń w ogóle. I tak... nic nie trwa wiecznie, człowiek musiał się z tym pogodzić - nawet najpiękniej skonstruowana historia musiała mieć swoje złe momenty i ostatni rozdział. Nikt nie pchał się na ten świat, nie chciał istnieć, a jednak zaistniał. Skoro zaistniał, to musiał przestać istnieć. Skoro istniał, to myślał, doświadczał i czuł - a to wiązało się dla Crowa z wiecznym lękiem przed tym, co miało nadejść jutro. Dzisiaj trzymał go w swoich rękach i nie zamierzał wypuszczać, dzisiaj Bletchley miał spać z głową wtuloną w jego klatkę piersiową i słuchać jak uspokaja mu się oddech. Jutro jeszcze tu będzie. A pojutrze? Pojutrze będzie już tylko rozmyte wspomnienie. Pojutrze może ich już nie być.
- Zostałbym tu dłużej - przyznał. Tak długo, żeby zaczęło im się naprawdę mocno nudzić. Mogliby przetestować, jak długo wytrzymają, leżąc w ogrodzie i przekazując sobie na zmianę kostkę Rubika, bo przecież o wiele lepiej się ją układało, kiedy pomieszał ci ją ktoś inny. - Zawsze wydawało mi się, że lubię ciszę - po samym tonie głosu dało się wyczuć, że zaczyna odpływać - ale bez ciebie świat jest jakiś za cichy.
To był ten moment? Ten na powiedzenie „kocham cię”? Jeżeli nie na „kocham cię”, to może na któryś z odpowiedników - Flynn miał ich przecież cały arsenał, włączając w to te najbardziej dramatyczne - od umarłbym dla ciebie do zabiłbym dla ciebie. Zniszczę każdego, kto spróbuje cię skrzywdzić. Zrobię wszystko, czego chcesz. Oczywiście, że się tym zajmę. Spełnię wszystkie twoje oczekiwania, nawet jeżeli polecenia przyjmuję krzyżując palce za plecami (czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal!). A... a dla niego co by zrobił? I czego od niego chciał? Niewiele w sumie, głównie to żeby się na niego gapił tymi swoimi oczami pełnymi uczucia i żył. I może czasami śmiał się z jego głupich żartów. Czasami tylko. I żeby dalej znajdował radość w malutkich rzeczach. I żeby dla niego przetrwał. I żeby w momentach, w których dopisze mu humor, chwycił się z nim czegoś, czego się bał. Niekoniecznie nurkował na główkę w nieznane i przerażające rzeczy. Tak powoli, kęs za kęsem...
Niech korzysta z tego, że istnieje?
Czy można było budować relację na tym, żeby po prostu dla siebie być?
- Pamiętaj, żeby tu nie zasypiać, bo mieliśmy spać na górze.
Nie pamiętał kiedy zasnął.
Zdał sobie sprawę z tego, że to ciepło przeradzało się w gorąco. Sunąc dłonią po odsłoniętym karku czuł jak oboje byli rozgrzani. Nie pierwszy raz, tak? Potrafił doliczyć się wielu takich sytuacji, ale tak rzadko skupiał się na tym aż tak intensywnie jak teraz. To ciepło nie dochodziło z podbrzusza. Jego źródłem nie był zbyt cienki jak na aktualną pogodę koc. Jemu topiło się serce.
Miał już dosyć złych i smutnych zakończeń, a może... zakończeń w ogóle. I tak... nic nie trwa wiecznie, człowiek musiał się z tym pogodzić - nawet najpiękniej skonstruowana historia musiała mieć swoje złe momenty i ostatni rozdział. Nikt nie pchał się na ten świat, nie chciał istnieć, a jednak zaistniał. Skoro zaistniał, to musiał przestać istnieć. Skoro istniał, to myślał, doświadczał i czuł - a to wiązało się dla Crowa z wiecznym lękiem przed tym, co miało nadejść jutro. Dzisiaj trzymał go w swoich rękach i nie zamierzał wypuszczać, dzisiaj Bletchley miał spać z głową wtuloną w jego klatkę piersiową i słuchać jak uspokaja mu się oddech. Jutro jeszcze tu będzie. A pojutrze? Pojutrze będzie już tylko rozmyte wspomnienie. Pojutrze może ich już nie być.
- Zostałbym tu dłużej - przyznał. Tak długo, żeby zaczęło im się naprawdę mocno nudzić. Mogliby przetestować, jak długo wytrzymają, leżąc w ogrodzie i przekazując sobie na zmianę kostkę Rubika, bo przecież o wiele lepiej się ją układało, kiedy pomieszał ci ją ktoś inny. - Zawsze wydawało mi się, że lubię ciszę - po samym tonie głosu dało się wyczuć, że zaczyna odpływać - ale bez ciebie świat jest jakiś za cichy.
To był ten moment? Ten na powiedzenie „kocham cię”? Jeżeli nie na „kocham cię”, to może na któryś z odpowiedników - Flynn miał ich przecież cały arsenał, włączając w to te najbardziej dramatyczne - od umarłbym dla ciebie do zabiłbym dla ciebie. Zniszczę każdego, kto spróbuje cię skrzywdzić. Zrobię wszystko, czego chcesz. Oczywiście, że się tym zajmę. Spełnię wszystkie twoje oczekiwania, nawet jeżeli polecenia przyjmuję krzyżując palce za plecami (czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal!). A... a dla niego co by zrobił? I czego od niego chciał? Niewiele w sumie, głównie to żeby się na niego gapił tymi swoimi oczami pełnymi uczucia i żył. I może czasami śmiał się z jego głupich żartów. Czasami tylko. I żeby dalej znajdował radość w malutkich rzeczach. I żeby dla niego przetrwał. I żeby w momentach, w których dopisze mu humor, chwycił się z nim czegoś, czego się bał. Niekoniecznie nurkował na główkę w nieznane i przerażające rzeczy. Tak powoli, kęs za kęsem...
Niech korzysta z tego, że istnieje?
Czy można było budować relację na tym, żeby po prostu dla siebie być?
- Pamiętaj, żeby tu nie zasypiać, bo mieliśmy spać na górze.
Nie pamiętał kiedy zasnął.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.