07.06.2024, 07:31 ✶
- Nic nie wiem, nie mam informacji poza tymi kilkoma przypadkami, ale jestem pewna, że musieli tu znikać jacyś mugole. To nie nasza jurysdykcja, więc nie ma tego w archiwach - powiedziała. Wiedziała, że ktoś jeszcze tutaj zginął: widziała poszarpane ciało, które pochłonęła ziemia. Patrick zresztą (któremu ufała zawsze, a teraz jeszcze bardziej i tylko tak straszliwie złościło ją, że wszedł do tego lasu bez niej) sam mówił, że tych ludzi mogło być więcej. Bezdomni, podróżnicy, co do których nikt nie wiedział, gdzie pojechali, osoby, które w teorii zaginęły w zupełnie innych miejscach. - W ostatnich dniach sytuacja ewidentnie się zaogniła, prawdopodobnie dlatego, że to rocznica śmierci T... tej dziewczyny. Spalonej na stosie.
Zawahała się. Wskazówki? Sądziła, że mówi o Windermere – nie miała pojęcia w końcu, że Sebastian wygadał się na temat tajnej sprawy czaszki wypełnionej duchami. Gdyby BUM wiedziało więcej, nigdy nie pozwoliliby, aby po kempingu kręciło się tylu cywilów. Działy się tutaj rzeczy dziwne, a Brenna znała tylko fragment historii, nieświadoma tego, jak wiele wokół było czerni i fioletu, i do czego doszedł Bagshot.
– Wiem, że ktoś zginął tutaj w ostatnich dniach. Ktoś, kogo zaginięcia nam nie zgłoszono, przynajmniej na razie. Znalazłam w nocy w lesie ciało – stwierdziła w końcu beznamiętnie. Nie wspominała o tym wcześniej, bo wiedziała, że zostanie wzięta za szaloną, tak jak nie uwierzył jej Apollo, ale w tej chwili, po tym co wyprawiał las, nie był to już sekret. – Znikło pochłonięte przez ziemię, więc nikt mi nie uwierzył.
O tym, że czaszka psuje starsze zaklęcie, które rzucono tutaj zdaniem Prewetta, już wspominała. A o tym, że są tu nieumarli, przekonali się już na własnej skórze.
*
On już nie żył.
Wstrzymała oddech, gdy w nozdrza wdarł się smród palonego, gnijącego mięsa. Wszystkie jej wnętrzności skręciły się, nie tyleż z obrzydzenia, ale ze względu na świadomość, że to jeszcze niedawno był człowiek – a ona powinna była dużo głębiej grzebać w sprawie czarnoksiężnika z mokradeł i nigdy nie pozwolić, by przejął ją Departament Tajemnic.
Może mogli go uratować, a nie zrobiła niczego.
Mimo to przeszła ponad ciałem bez wahania, nie przyglądając się mu, nie próbując przeszukać, bo on już nie żył. Brenna trzymała się za to nadziei, że Patrick gdzieś tu był, cały i zdrowy, umiał sobie w końcu radzić, i że na kempingu sytuacja nie była tam beznadziejna, a znalezienie tej cholernej czaszki może zaradzić na problem raz na zawsze.
Krajobraz się zmieniał: przypominał teraz nieco ten z mglistych mokradeł, odmieniony przez czarną magię, której Brenna nie rozumiała. Miała ochotę wysforować we mgłę, w stronę kościoła, nie zrobiła tego jednak, bo w oparach mogli kryć się kolejni nieumarli. Mocniej tylko zacisnęła palce na różdżce, narzucając szybkie tempo i nasłuchując dźwięków, świadczących o tym, że coś się zbliża.
Niczego jednak nie usłyszała, za to…
– Patrick? – zapytała, ruszając w stronę ściany, chcąc sprawdzić, czy to on, czy jakiś nieumarły, czy może zabłąkany turysta.
I wtedy Sebastian wspomniał o słyszeniu czegoś. Brenna zaklęła pod nosem, obracając się gwałtownie. Szukała we mgle śladów tego, o czym mówił Sebastian, gotowa - o ile któryś z mężczyzn nie znajdzie się na linii celu - rzucić Icarcerous, jeśli tylko coś zobaczy.
kształtowanie (wyczarowanie lin pętających)
Zawahała się. Wskazówki? Sądziła, że mówi o Windermere – nie miała pojęcia w końcu, że Sebastian wygadał się na temat tajnej sprawy czaszki wypełnionej duchami. Gdyby BUM wiedziało więcej, nigdy nie pozwoliliby, aby po kempingu kręciło się tylu cywilów. Działy się tutaj rzeczy dziwne, a Brenna znała tylko fragment historii, nieświadoma tego, jak wiele wokół było czerni i fioletu, i do czego doszedł Bagshot.
– Wiem, że ktoś zginął tutaj w ostatnich dniach. Ktoś, kogo zaginięcia nam nie zgłoszono, przynajmniej na razie. Znalazłam w nocy w lesie ciało – stwierdziła w końcu beznamiętnie. Nie wspominała o tym wcześniej, bo wiedziała, że zostanie wzięta za szaloną, tak jak nie uwierzył jej Apollo, ale w tej chwili, po tym co wyprawiał las, nie był to już sekret. – Znikło pochłonięte przez ziemię, więc nikt mi nie uwierzył.
O tym, że czaszka psuje starsze zaklęcie, które rzucono tutaj zdaniem Prewetta, już wspominała. A o tym, że są tu nieumarli, przekonali się już na własnej skórze.
*
On już nie żył.
Wstrzymała oddech, gdy w nozdrza wdarł się smród palonego, gnijącego mięsa. Wszystkie jej wnętrzności skręciły się, nie tyleż z obrzydzenia, ale ze względu na świadomość, że to jeszcze niedawno był człowiek – a ona powinna była dużo głębiej grzebać w sprawie czarnoksiężnika z mokradeł i nigdy nie pozwolić, by przejął ją Departament Tajemnic.
Może mogli go uratować, a nie zrobiła niczego.
Mimo to przeszła ponad ciałem bez wahania, nie przyglądając się mu, nie próbując przeszukać, bo on już nie żył. Brenna trzymała się za to nadziei, że Patrick gdzieś tu był, cały i zdrowy, umiał sobie w końcu radzić, i że na kempingu sytuacja nie była tam beznadziejna, a znalezienie tej cholernej czaszki może zaradzić na problem raz na zawsze.
Krajobraz się zmieniał: przypominał teraz nieco ten z mglistych mokradeł, odmieniony przez czarną magię, której Brenna nie rozumiała. Miała ochotę wysforować we mgłę, w stronę kościoła, nie zrobiła tego jednak, bo w oparach mogli kryć się kolejni nieumarli. Mocniej tylko zacisnęła palce na różdżce, narzucając szybkie tempo i nasłuchując dźwięków, świadczących o tym, że coś się zbliża.
Niczego jednak nie usłyszała, za to…
– Patrick? – zapytała, ruszając w stronę ściany, chcąc sprawdzić, czy to on, czy jakiś nieumarły, czy może zabłąkany turysta.
I wtedy Sebastian wspomniał o słyszeniu czegoś. Brenna zaklęła pod nosem, obracając się gwałtownie. Szukała we mgle śladów tego, o czym mówił Sebastian, gotowa - o ile któryś z mężczyzn nie znajdzie się na linii celu - rzucić Icarcerous, jeśli tylko coś zobaczy.
kształtowanie (wyczarowanie lin pętających)
Rzut W 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.