06.06.2024, 12:20 ✶
– Świetnie! – Jonathan niemal zerwał się z miejsca w ekscytacji. — Jeśli chcesz amfiteatr załatwimy ci amfiteatr. Coś wymyślimy Tony. Mam już nawet kilka pomysłów. Słyszałeś kiedyś o teatrze immersyjnym? Chociaż może lepiej iść w klasykę. Potem porozmawiamy o szczegółach. – Selwyn najchętniej wystawiłby kontrowersyjną sztukę, jasno potępiającą zwolenników Voldemorta, jak i Ministerstwo za to, że nie podejmują odpowiednich kroków. Już miał nawet kilka pomysłów na nazwę i fabułę. Świnie w zupie spaczenia. Zakładał jednak, że zarówno Shafiq jak i on nie chcieli stracić swojej pracy, (To znaczy on by jeszcze mógł, ale nie chciał tego robić przyjacielowi), więc ten pomysł odpadał.
Zerknął na Charlotte.
– Oczywiście moje ty uciekające złoto. Oczywiście, że rzuciła pracę z mojego powodu, jakbym swoim pojawieniem się w jej życiu zawodowym wcale nie wyrwał jej z poważnego przypadku kryzysu twórczego. – Jonathan wybrzydzał. Nie, że był nieuprzejmy, ani nie szanował czasu krawcowej, ale zdecydowanie wybrzydzał i jeszcze się irytował, kiedy rodzina nie pozwalała mu na pewne modowe rozwiązania w obawie, że przyćmiłby pannę młodą, która i tak miała się nie pojawić. – A świat nigdy nie był bardziej gotowy na mnie jako reżysera ludzkiego dramatu na scenie.
Na zapewnienie Morpheusa, że zawsze będzie damą (i to pierwszą!) jego serca, Jonathan westchnął głośno, niczym zakochane dziewczę i sam złapał się za serca, jakby słowa Morpheusa były najpiękniejszą melodią, jaką Jonathanowi przyszło kiedykolwiek usłyszeć. Eh... Głupi wieszcz. Selwyn pewnego pięknego dnia wyjawił mu, że zamierza być na niego obrażony za dołączenie do kółka niecodziennych zainteresowań Brenny (bo przecież z ich czwórki tylko on miał prawo ryzykować życie dla sprawy) i jakoś ciągle o tym zapominał żartując z nim, jakby nigdy nic. Może w pewnych aspektach nigdy nie wyszli z Hogwartu. Na przykład w reakcji na to, że ich przyjaciel się zakochał.
– Masz chłopaka? – spytał ożywiony, jakby zdanie oczywiście, że się zakochał i z tego, co wiem, jak zwykle dramatyzował dało się bezpośrednio przetłumaczyć na A Tony ma chłopaka. Oczywiście jedno nie oznaczało drugiego, ale skoro jego przyjaciel przeszedł z trybu marność nad marnościami w tryb w sumie to życie nie jest takie złe, to może jednak coś się zadziało. Bo to, że Shafiq był zakochany wiedział. Może jednak nie aż tak nieszczęśliwie?
Dość.
Oj... Drażliwy temat.
Możliwe, że też, jak w czasach Hogwartu czasem przesadzali. Anthony wyszedł. Lottie za nim. Jonathan zerknął na Morpheusa i przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
– Jeśli kiedyś poproszę cię, byś przewidział moją przyszłość mój drogi, to zamawiam dramatyczne krople wina na czole. Inaczej się nie liczy, nawet jak przepowiesz mi śmierć. Chociaż nie. Nie przepowiaj mi śmierci. Nie zasłużyłeś po tym, jak sam się teraz pchadz w jej objęcia – powiedział i sam ruszył za Charlotte i Anthonym bez względu na to, czy Longbottom zrobił to samo, czy też nie.
Gdy ich dogonił, bez wahania objął ramieniem ramię Shafiqa i przyciągnął go do siebie.
– Hej, ale to dobrze. Cieszę się. Martwiłem się o ciebie. Chcesz nam coś o nim powiedzieć? Nigdy nie mogłem rozgryźć twojego typu, wiesz? Albo nie, nie musisz nic mówić oczywiście. No chyba, że jednak ten idiota dalej nie widzi tego jak wspaniały jesteś. Wtedy to... Oh, po prostu powiedz, czy jesteś szczęśliwy, Tony. Martwimy się.
A Tony się zakochał. A Tony się zakochał.
Jakby nie wiedział o tym od połowy lipca.
Zerknął na Charlotte.
– Oczywiście moje ty uciekające złoto. Oczywiście, że rzuciła pracę z mojego powodu, jakbym swoim pojawieniem się w jej życiu zawodowym wcale nie wyrwał jej z poważnego przypadku kryzysu twórczego. – Jonathan wybrzydzał. Nie, że był nieuprzejmy, ani nie szanował czasu krawcowej, ale zdecydowanie wybrzydzał i jeszcze się irytował, kiedy rodzina nie pozwalała mu na pewne modowe rozwiązania w obawie, że przyćmiłby pannę młodą, która i tak miała się nie pojawić. – A świat nigdy nie był bardziej gotowy na mnie jako reżysera ludzkiego dramatu na scenie.
Na zapewnienie Morpheusa, że zawsze będzie damą (i to pierwszą!) jego serca, Jonathan westchnął głośno, niczym zakochane dziewczę i sam złapał się za serca, jakby słowa Morpheusa były najpiękniejszą melodią, jaką Jonathanowi przyszło kiedykolwiek usłyszeć. Eh... Głupi wieszcz. Selwyn pewnego pięknego dnia wyjawił mu, że zamierza być na niego obrażony za dołączenie do kółka niecodziennych zainteresowań Brenny (bo przecież z ich czwórki tylko on miał prawo ryzykować życie dla sprawy) i jakoś ciągle o tym zapominał żartując z nim, jakby nigdy nic. Może w pewnych aspektach nigdy nie wyszli z Hogwartu. Na przykład w reakcji na to, że ich przyjaciel się zakochał.
– Masz chłopaka? – spytał ożywiony, jakby zdanie oczywiście, że się zakochał i z tego, co wiem, jak zwykle dramatyzował dało się bezpośrednio przetłumaczyć na A Tony ma chłopaka. Oczywiście jedno nie oznaczało drugiego, ale skoro jego przyjaciel przeszedł z trybu marność nad marnościami w tryb w sumie to życie nie jest takie złe, to może jednak coś się zadziało. Bo to, że Shafiq był zakochany wiedział. Może jednak nie aż tak nieszczęśliwie?
Dość.
Oj... Drażliwy temat.
Możliwe, że też, jak w czasach Hogwartu czasem przesadzali. Anthony wyszedł. Lottie za nim. Jonathan zerknął na Morpheusa i przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
– Jeśli kiedyś poproszę cię, byś przewidział moją przyszłość mój drogi, to zamawiam dramatyczne krople wina na czole. Inaczej się nie liczy, nawet jak przepowiesz mi śmierć. Chociaż nie. Nie przepowiaj mi śmierci. Nie zasłużyłeś po tym, jak sam się teraz pchadz w jej objęcia – powiedział i sam ruszył za Charlotte i Anthonym bez względu na to, czy Longbottom zrobił to samo, czy też nie.
Gdy ich dogonił, bez wahania objął ramieniem ramię Shafiqa i przyciągnął go do siebie.
– Hej, ale to dobrze. Cieszę się. Martwiłem się o ciebie. Chcesz nam coś o nim powiedzieć? Nigdy nie mogłem rozgryźć twojego typu, wiesz? Albo nie, nie musisz nic mówić oczywiście. No chyba, że jednak ten idiota dalej nie widzi tego jak wspaniały jesteś. Wtedy to... Oh, po prostu powiedz, czy jesteś szczęśliwy, Tony. Martwimy się.
A Tony się zakochał. A Tony się zakochał.
Jakby nie wiedział o tym od połowy lipca.