05.06.2024, 00:26 ✶
Musiała kilkukrotnie zamrugać, żeby się upewnić, że ten goblin faktycznie tam był, że sobie go nie wymanifestowała siłą woli wiedziona pragnieniem ujrzenia takowego. Aż wstała z tego oparcia fotela, mimo iż docelowo miała tam siedzieć i jedynie rzucać raz po raz okiem na gobelin, bo się posiąść z wrażenia nie mogła.
- O kurwa, goblin - wydusiła uśmiechnięta, chyba przede wszystkim po to, żeby nie tylko wzrok, ale i słuch zrozumiał sytuację. Zawtórowała Rosie i też zarechotała, reagując na to wszystko tak, jakby spotkała randomowego bobra na ulicach Nokturnu. Niby wziął się znikąd, niby nie powinien tu być, a ile radości sprawiał.
Koncept przerobienia goblina na pirackiego kamrata brzmiał fenomenalnie, jeśli chodziło o prezent dla Stanleya. Przecież on się ucieszy jak dziecko; postawi typa przy wejściu, żeby witał gości, ewentualnie gdzieś w rogu sali, co by przygrywał odwiedzającym szanty jak maszyna grająca. Choć po trochu liczyła, że na to drugie nie wpadnie, bo jeśli Francis będzie musiał słuchać przez całą zmianę Morskich Opowieści, to go zwyczajnie pogibie.
- A nie możemy tego goblina nauczyć przeklinać zamiast papugi? - Zagaiła, chcąc ułatwić im obydwu sytuację. Miała wrażenie, że łatwiej będzie wyszkolić tego gostka w jeden księżyc, niż znaleźć papugę spełniającą te wszystkie wymagania. Poza tym, nawet jeśli taka istniała, nie brzmiała jak coś, co poszłoby za półdarmo. - Ej, mały - odezwała się ponownie, tym razem kucając przed goblinem. - Powtórz za mną: na pohybel skurwysynom - dokładnie wyartykułowała każde słowo, biorąc się za naukę słownictwa bardzo poważnie. Przecież nie chciała, żeby goblin stał w Głębinie i seplenił do ludzi, bo ceniła sobie Stasia na tyle, że nie miała zamiaru mu wstydu przynosić niepoprawnych wychowaniem nowego członka ekipy.
Po chwili wstała, żeby obejrzeć haft. Szczególnie skupiła swoją uwagę na trzech kobietach, które miały zostać wykonane na podobieństwo jej samej i dwóch pozostałych blondwłosych wiedźm, z którymi tworzyła trio upośledzonych Mojr.
- No całkiem niezły - oświadczyła bez większego przekonania, ewidentnie chcąc powiedzieć coś jeszcze. Walczyła chwilę ze sobą, czy faktycznie to z siebie wydusić; podparła się pod boki, raz jeszcze spojrzała na gobelin, potem na Rosie. Nawet otworzyła usta, a potem zamknęła je z powrotem, jedynie połykając powietrze. Aż w końcu przełknęła ślinę i zebrała w sobie odwagę. - Ale w rzeczywistości Lorraine tak nie wygląda, jest o wiele ładniejsza. No popatrz, jaki wielki nos jej dorobili, kulfon dosłownie. Wcale takiego nie ma, ona ma taki uroczy. Znaczy... zgrabny - wylała z siebie gorzkie żale, niezręcznie drapiąc się po głowie i patrząc się wszędzie, tylko nie na Ambrosię. O ile początek uleciał z niej błyskawicznie, to końcówkę już tylko wymamrotała niezręcznie. Po wszystkim kucnęła z powrotem przy goblinie i wróciła do uczenia go przeklinać jak marynarz, choć sama pojęcie o żegludze miała mierne. Najważniejszym w każdym razie było, żeby nauczyć go poprawnej dykcji, żeby rolował tę głoskę r, bo to na pewno odwróci uwagę od prawienia peanów na cześć twarzy Lorraine.
- O kurwa, goblin - wydusiła uśmiechnięta, chyba przede wszystkim po to, żeby nie tylko wzrok, ale i słuch zrozumiał sytuację. Zawtórowała Rosie i też zarechotała, reagując na to wszystko tak, jakby spotkała randomowego bobra na ulicach Nokturnu. Niby wziął się znikąd, niby nie powinien tu być, a ile radości sprawiał.
Koncept przerobienia goblina na pirackiego kamrata brzmiał fenomenalnie, jeśli chodziło o prezent dla Stanleya. Przecież on się ucieszy jak dziecko; postawi typa przy wejściu, żeby witał gości, ewentualnie gdzieś w rogu sali, co by przygrywał odwiedzającym szanty jak maszyna grająca. Choć po trochu liczyła, że na to drugie nie wpadnie, bo jeśli Francis będzie musiał słuchać przez całą zmianę Morskich Opowieści, to go zwyczajnie pogibie.
- A nie możemy tego goblina nauczyć przeklinać zamiast papugi? - Zagaiła, chcąc ułatwić im obydwu sytuację. Miała wrażenie, że łatwiej będzie wyszkolić tego gostka w jeden księżyc, niż znaleźć papugę spełniającą te wszystkie wymagania. Poza tym, nawet jeśli taka istniała, nie brzmiała jak coś, co poszłoby za półdarmo. - Ej, mały - odezwała się ponownie, tym razem kucając przed goblinem. - Powtórz za mną: na pohybel skurwysynom - dokładnie wyartykułowała każde słowo, biorąc się za naukę słownictwa bardzo poważnie. Przecież nie chciała, żeby goblin stał w Głębinie i seplenił do ludzi, bo ceniła sobie Stasia na tyle, że nie miała zamiaru mu wstydu przynosić niepoprawnych wychowaniem nowego członka ekipy.
Po chwili wstała, żeby obejrzeć haft. Szczególnie skupiła swoją uwagę na trzech kobietach, które miały zostać wykonane na podobieństwo jej samej i dwóch pozostałych blondwłosych wiedźm, z którymi tworzyła trio upośledzonych Mojr.
- No całkiem niezły - oświadczyła bez większego przekonania, ewidentnie chcąc powiedzieć coś jeszcze. Walczyła chwilę ze sobą, czy faktycznie to z siebie wydusić; podparła się pod boki, raz jeszcze spojrzała na gobelin, potem na Rosie. Nawet otworzyła usta, a potem zamknęła je z powrotem, jedynie połykając powietrze. Aż w końcu przełknęła ślinę i zebrała w sobie odwagę. - Ale w rzeczywistości Lorraine tak nie wygląda, jest o wiele ładniejsza. No popatrz, jaki wielki nos jej dorobili, kulfon dosłownie. Wcale takiego nie ma, ona ma taki uroczy. Znaczy... zgrabny - wylała z siebie gorzkie żale, niezręcznie drapiąc się po głowie i patrząc się wszędzie, tylko nie na Ambrosię. O ile początek uleciał z niej błyskawicznie, to końcówkę już tylko wymamrotała niezręcznie. Po wszystkim kucnęła z powrotem przy goblinie i wróciła do uczenia go przeklinać jak marynarz, choć sama pojęcie o żegludze miała mierne. Najważniejszym w każdym razie było, żeby nauczyć go poprawnej dykcji, żeby rolował tę głoskę r, bo to na pewno odwróci uwagę od prawienia peanów na cześć twarzy Lorraine.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —