04.06.2024, 17:09 ✶
Ciekawe czasy nie były dla Peregrinusa Trelawneya aż takim utrapieniem, choć gdyby postawiono przed nim wybór, z pewnością wybrałby senną, leniwą egzystencję. Obecna sytuacja polityczna nie ingerowała do tej pory zbyt drastycznie w jego osobistą codzienność, więc i on nie ingerował w nią. Solidarność społeczną w jego wykonaniu trudno byłoby opisać choćby jako performatywną: oczywiście nie życzył nikomu źle i to bardzo przykro, że ktoś ma ambicje na czystki w ludności magicznej, ale on nie kłopotał się stawianiem oporu czy choćby udawaniem, że go stawia. Cóż, kiedy przyjdą po niego — a nie był przecież czystokrwisty — nie będzie nikogo, kto mógłby zaprotestować, czy jak tam leciała ta mądrość.
Gdy Sebastian podpalił nieumarłego, Peregrinus utkwił w trupie oczy i długo nie odrywał wzroku. Nie była to jednakże żadna upiorna fascynacja, a ciekawość: wypatrywał jakiegoś znaku charakterystycznego, który połączyłby rozpadające się ciało z zaginionymi osobami, o których pisano (a może nawet umieszczono zdjęcia?) w gazetach. Poza oczywistym szukaniem odpowiedzi na pytania trapiące jego samego, kierował się również myślą, że dobrze, aby zwłoki miały imię, aby wieść o końcu dotarła do tych, których ten żywy niegdyś człowiek opuścił.
— Czy Ministerstwo ma może informacje o większej ilości zaginięć niż te, które przeciekły do prasy, Brenno? — zapytał czarodziej, robiąc kilka nieufnych kroków ku nadwęglonemu (zwęglonemu?) zombie. — Pisali o sześciu osobach, ale dwa ciała odnaleziono, więc nie podzieliły raczej losu tego tu.
Ta próba szacowania ilości nieumarłych była grubymi nićmi szyta: czarnoksiężnik mógł ofiar szukać gdziekolwiek, mogły znikać niezauważenie. Peregrina pokrzepiała jednak naiwna myśl, że być może jeszcze tylko trzy takie niespodzianki ich czekają.
— Generalnie może to być dobry moment na podzielenie się wskazówkami o tej sprawie, jeśli BUM trzyma jakieś w rękawie.
Jeśli rzeczywiście było bezpiecznie, minął truchło — możliwie jak najszerszym łukiem — i stanął przy granicy między dwoma obliczami lasu. Zatrzymał się na chwilę, nim zebrał się w sobie i postawił w końcu stopę na jałowej ziemi spowitej mgłą; miał jeszcze jakieś instynkty samozachowawcze, a martwy, tchnący chłodnym oddechem umrzyka las zdecydowanie je uruchamiał. Zwędrowali jednak zbyt daleko, żeby teraz się cofnąć.
Gdy Sebastian podpalił nieumarłego, Peregrinus utkwił w trupie oczy i długo nie odrywał wzroku. Nie była to jednakże żadna upiorna fascynacja, a ciekawość: wypatrywał jakiegoś znaku charakterystycznego, który połączyłby rozpadające się ciało z zaginionymi osobami, o których pisano (a może nawet umieszczono zdjęcia?) w gazetach. Poza oczywistym szukaniem odpowiedzi na pytania trapiące jego samego, kierował się również myślą, że dobrze, aby zwłoki miały imię, aby wieść o końcu dotarła do tych, których ten żywy niegdyś człowiek opuścił.
— Czy Ministerstwo ma może informacje o większej ilości zaginięć niż te, które przeciekły do prasy, Brenno? — zapytał czarodziej, robiąc kilka nieufnych kroków ku nadwęglonemu (zwęglonemu?) zombie. — Pisali o sześciu osobach, ale dwa ciała odnaleziono, więc nie podzieliły raczej losu tego tu.
Ta próba szacowania ilości nieumarłych była grubymi nićmi szyta: czarnoksiężnik mógł ofiar szukać gdziekolwiek, mogły znikać niezauważenie. Peregrina pokrzepiała jednak naiwna myśl, że być może jeszcze tylko trzy takie niespodzianki ich czekają.
— Generalnie może to być dobry moment na podzielenie się wskazówkami o tej sprawie, jeśli BUM trzyma jakieś w rękawie.
Jeśli rzeczywiście było bezpiecznie, minął truchło — możliwie jak najszerszym łukiem — i stanął przy granicy między dwoma obliczami lasu. Zatrzymał się na chwilę, nim zebrał się w sobie i postawił w końcu stopę na jałowej ziemi spowitej mgłą; miał jeszcze jakieś instynkty samozachowawcze, a martwy, tchnący chłodnym oddechem umrzyka las zdecydowanie je uruchamiał. Zwędrowali jednak zbyt daleko, żeby teraz się cofnąć.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie