Nie czuł się jak ktoś, kto zmierza właśnie po suchych stopniach szafotu, z dłońmi związanymi za plecami ani że kolejne kroki dudnią po uniesionych deskach, które za chwilę miały się zapaść, pozostawiając jego nogi wiszącymi, a krtań zmiażdżoną liną. W tym wypadku liną z roślinnych pnączy. Stąpał pewnie, ku niepewnemu przeznaczeniu, bowiem w przeciwieństwie do wielu tych, którym wróżył, nie wierzył w całkowitą predestynację. Wierzył, że można złapać motyla, którego ruch skrzydeł wywołuje huragan, delikatnie złożyć go do kwiatu rosiczki i pozwolić jej zacisnąć się na błękicie insekta, niosącego kataklizm.
— Chwilę wcześniej miałem wizję, ja i Leon, odnośnie jego śmierci. Myślę, że przestrogę. Ktoś stworzył coś ochronnego dookoła tej przestrzeni, jednakże ciemna aura wpływa na zwiększenie czujników do agresji — skonkludował, zatrzymując się w pobliżu usuwiska. — Sądzę, że Bagshot był na tropie tego, co polaryzuje to miejsce, wpływając na jednych uzdrawiająco, a na innych, niszcząco. Czy ktoś wie coś jeszcze i planuje podzielić się informacją? Bo ja wiem, że umarłem tutaj.
Wskazał kciukiem na głąb wyrwy. Wyglądał już trochę, jakby został naznaczony na ofiarę dla tego miejsca. Miał trochę krwi na twarzy i na koszuli, od pierwszej wizji, jaką obdarzyło go Windemere, która pięknie malowała się w czerwone kamelie na beżu odzienia, obecnie umorusanego błotem, z zapachem ognia i smugami sadzy na policzku.
Nie chciał umrzeć, tak bardzo nie chciał umrzeć. Był potrzebny Zakonowi, swojej rodzinie. To nawet nie o to chodziło, on po prostu nie chciał umrzeć.
[a]— Alexandrze, czy mógłbyś stworzyć pozoranta i zepchnąć go ze skarpy? — zapytał, mówiąc imię drugiego niewymownego z czułą miękkością, którą łatwo mogła rozpoznać Ambrozja. Słowo-prośba, zamknięte w jego imieniu, szemrzące żywym potokiem, który obmywa z grzechu. Chciał, by tamten stworzył na obraz i podobieństwo, istotę prawie z krwi i kości. Stwórzmy razem Wenus, lecz nie w wodzie, a w glebie. — Ambrosia ma już czaszkę. Panienka — tu zwrócił się do Peppy — Zdaje się być doskonała w transmutację. Ja zaś poszukam dalej, może uda nam się przeżyć i zakończyć ten obłęd.
Sukces!
Akcja nieudana