01.06.2024, 11:25 ✶
– Ja... ja złożyłem podobną obietnicę. Ale rozmawiałem z ludźmi z ministerstwa i obiecano mi, że jak znów będzie ekspedycja, żeby wytępić upiory, to zabiorą mnie wiesz... jako przewodnika. Znam to miejsce jak nikt, ale przy no... – umilkł zawstydzony, unikając spojrzenia Nikolaia. W sumie nie powinien zakładać, że chłopak pomyśli o nim źle, ale McGonagall sam myślał o sobie źle w tej sprawie. Nie angażuj się w sprawy ludzi z Doliny, w sprawy Systemu, w sprawy, które Cię nie dotyczą. Dlatego kiedy były organizowane pierwsze eskapady do przeklętej Kniei nie wychylał się nie proponował. Teraz, po ponad dwóch miesiącach sytuacja zmieniała się i czuł to. Zaczynało mu zależeć. Martwił się tym.
A potem spojrzał w szczerą twarz Nikolaia i zastanowił się nad tym, czemu matka powtarzała mu wciąż jak ludzie są źli i chcą jego zguby. Czy Niko chciałby jego zguby? Gdyby tak, czy by mu tak z wujem pomagali? Raczej nie. Powoli, bardzo powoli uczył się, że przecież otaczające go osoby też mogły być... mogły być dla niego dobre. I to nie tylko w kontekście czynów, ale ogólnego samopoczucia, bycia przynależnym do kogoś, nie tylko do miejsca. Samuel odkrywał pustkę i tęsknotę, których smaku do siebie nie dopuszczał tyle lat.
Powoli wyjął eliksir i ufnie opróżnił flakonik. Jego słodki smak rozlał się momentalnie po trzewiach, wzmagając naturalny proces regeneracyjny. Nie był jeszcze zdrów, ale znając swoje ciało wiedział, że jest lepiej niż dobrze. Otulała go opieka z zewnątrz i z wewnątrz, jego serce rozsadzało poczucie bezpieczeńśtwa, w oczy cisnęło się wzruszenie. Nie pamiętał kiedy ktoś się nim tak zaopiekował. Nie pamiętał...
– W sumie... chyba nie chcę spać w ludzkiej skórze. Może... może chciałbyś razem ze mną? Tak byłoby mi najwygodniej – zaproponował z nadzieją. Powinni się zmieścić, pokój był na tyle przestronny że dałby radę dźwignąć nie jednego a dwa futrzaste stwory. Nie czekając na odpowiedź zaczął rozglądać się za różdżką. Wtedy koc przecież nie byłby potrzebny...
A potem spojrzał w szczerą twarz Nikolaia i zastanowił się nad tym, czemu matka powtarzała mu wciąż jak ludzie są źli i chcą jego zguby. Czy Niko chciałby jego zguby? Gdyby tak, czy by mu tak z wujem pomagali? Raczej nie. Powoli, bardzo powoli uczył się, że przecież otaczające go osoby też mogły być... mogły być dla niego dobre. I to nie tylko w kontekście czynów, ale ogólnego samopoczucia, bycia przynależnym do kogoś, nie tylko do miejsca. Samuel odkrywał pustkę i tęsknotę, których smaku do siebie nie dopuszczał tyle lat.
Powoli wyjął eliksir i ufnie opróżnił flakonik. Jego słodki smak rozlał się momentalnie po trzewiach, wzmagając naturalny proces regeneracyjny. Nie był jeszcze zdrów, ale znając swoje ciało wiedział, że jest lepiej niż dobrze. Otulała go opieka z zewnątrz i z wewnątrz, jego serce rozsadzało poczucie bezpieczeńśtwa, w oczy cisnęło się wzruszenie. Nie pamiętał kiedy ktoś się nim tak zaopiekował. Nie pamiętał...
– W sumie... chyba nie chcę spać w ludzkiej skórze. Może... może chciałbyś razem ze mną? Tak byłoby mi najwygodniej – zaproponował z nadzieją. Powinni się zmieścić, pokój był na tyle przestronny że dałby radę dźwignąć nie jednego a dwa futrzaste stwory. Nie czekając na odpowiedź zaczął rozglądać się za różdżką. Wtedy koc przecież nie byłby potrzebny...