31.05.2024, 15:12 ✶
— Najchętniej to bym rozświetlił drogę wyjściową z tego kurwidołka — odparł z rezygnacją, po czym głośno westchnął. Rozejrzał się jeszcze smętnie po cmentarzu, po czym wrócił do zegarka, który oglądali. Spojrzeniem i różdżką. Jakim cudem dał się przekonać do przyjścia tutaj po godzinach pracy? Och, to całkiem proste. Znowu uwierzył w to, że potrzebuje go na maksymalnie kilka minut. Z tymi swoimi bojowymi zadaniami starszy brat zaczął niepokojąco mocno przypominać ich starego. Brakowało jeszcze, żeby chłop zaczął się bawić w godzinę policyjną. Już na samą myśl zbierało mu się na wymioty. Nie, to zdecydowanie była przesada. Jasne, Tim był już trochę stary, ale chyba nie przekroczył tej magicznej granicy, za którą robisz się starym zgredem, prawda?
— Mam nadzieję, że dostanę wyrównanie nadgodzin za ten wypad, stary. Inaczej nie licz na to, że na starość dam ci szklankę wody. Co najwyżej pół, resztę wypiję — rzucił, nie do końca myśląc, co tak właściwie plecie. Czy faktycznie liczył na galeon? Nie. Wątpił w to, żeby miał cokolwiek za to otrzymać. W końcu to rodzinny biznes i każdy musi się dokładać. Wszystko ładnie pięknie, ale kiedy kurwa Dio zacznie coś robić w takim razie? Nie, żeby miał zamiar jej to kiedykolwiek wygarnąć. Zbyt mocno lubił darmowe piwo w kotle oraz nieobitą mordę. Taa, miała całkiem dobry prawy sierpowy.
Czy ten zegarek mógł być coś wart? Szczerze w to wątpił. Jasne, wykonanie ogólne było całkiem niezłe, ale był jednocześnie strasznie zużyty. Otarcia, rysy, gleba, która zapewne dawno temu rozjebała cały wewnętrzny mechanizm. Pewnie więcej wyniesie ich renowacja niż ewentualna sprzedaż. Strata czasu, no ale przecież, że tego nie powie.
— Poliż? Ja nie chcę być nietaktowny i niemiły, ale czy ciebie pojebało, stary? W tej chwili to mogę co najwyżej ocenić kwasowość gleby, w której się taplał przez ostatnie lata. Mam swoje standardy, wyczyść go najpierw — odparł, patrząc na niego z niedowierzaniem. Jasne, nie był może szczególnie bystry, ale nie miał zamiaru wpierdalać gleby jak jakiś kret czy inna glizda. — Poza tym. Sam go już dotykałeś, więc klątw na pewno nie ma. Nie widzę też żadnych kamieni, które mógł... — zaczął, ale nagle przerwał, a wszystko za sprawą cichego głosu, które przerwał tę jakże żywą dywagację. Jakim cudem ktoś był na cmentarzu o tej porze. W sumie, głupie pytanie. Oni jakoś mieli powód. — Mógłbym dać sobie rękę uciąć za to, że tutaj zgubiłem ten pierścionek, stary. Dzięki, że mi pomagasz go znaleźć. Będę miał przejebane, jeśli go nie znajdziemy. Obiecałem Penny, że dzisiaj się oświadczę, a każdy jubiler jest o tej porze zamknięty — dokończył, przybierając odpowiedni ton głos do naprędce wymyślonej historii.
— Och, nie usłyszałem panienki. W czym możemy pomóc? — rzucił, po czym wstał i oświetlił różdżką przestrzeń przed sobą. Laska nie wyglądała nawet jakoś bardzo źle, ale czemu kurwa była taka blada?
— Mam nadzieję, że dostanę wyrównanie nadgodzin za ten wypad, stary. Inaczej nie licz na to, że na starość dam ci szklankę wody. Co najwyżej pół, resztę wypiję — rzucił, nie do końca myśląc, co tak właściwie plecie. Czy faktycznie liczył na galeon? Nie. Wątpił w to, żeby miał cokolwiek za to otrzymać. W końcu to rodzinny biznes i każdy musi się dokładać. Wszystko ładnie pięknie, ale kiedy kurwa Dio zacznie coś robić w takim razie? Nie, żeby miał zamiar jej to kiedykolwiek wygarnąć. Zbyt mocno lubił darmowe piwo w kotle oraz nieobitą mordę. Taa, miała całkiem dobry prawy sierpowy.
Czy ten zegarek mógł być coś wart? Szczerze w to wątpił. Jasne, wykonanie ogólne było całkiem niezłe, ale był jednocześnie strasznie zużyty. Otarcia, rysy, gleba, która zapewne dawno temu rozjebała cały wewnętrzny mechanizm. Pewnie więcej wyniesie ich renowacja niż ewentualna sprzedaż. Strata czasu, no ale przecież, że tego nie powie.
— Poliż? Ja nie chcę być nietaktowny i niemiły, ale czy ciebie pojebało, stary? W tej chwili to mogę co najwyżej ocenić kwasowość gleby, w której się taplał przez ostatnie lata. Mam swoje standardy, wyczyść go najpierw — odparł, patrząc na niego z niedowierzaniem. Jasne, nie był może szczególnie bystry, ale nie miał zamiaru wpierdalać gleby jak jakiś kret czy inna glizda. — Poza tym. Sam go już dotykałeś, więc klątw na pewno nie ma. Nie widzę też żadnych kamieni, które mógł... — zaczął, ale nagle przerwał, a wszystko za sprawą cichego głosu, które przerwał tę jakże żywą dywagację. Jakim cudem ktoś był na cmentarzu o tej porze. W sumie, głupie pytanie. Oni jakoś mieli powód. — Mógłbym dać sobie rękę uciąć za to, że tutaj zgubiłem ten pierścionek, stary. Dzięki, że mi pomagasz go znaleźć. Będę miał przejebane, jeśli go nie znajdziemy. Obiecałem Penny, że dzisiaj się oświadczę, a każdy jubiler jest o tej porze zamknięty — dokończył, przybierając odpowiedni ton głos do naprędce wymyślonej historii.
— Och, nie usłyszałem panienki. W czym możemy pomóc? — rzucił, po czym wstał i oświetlił różdżką przestrzeń przed sobą. Laska nie wyglądała nawet jakoś bardzo źle, ale czemu kurwa była taka blada?