31.05.2024, 02:40 ✶
- Mówisz to tak, jakby to była zła rzecz... - rzucił Bertie nieco zakłopotany, ale uśmiechał się przy tym ciepło. Problem z Bottem był taki, że jak mu ktoś mówił że w z czymś jest problem bo to było zajmowanie się zwierzakiem, to nie rozumiał. No nie miał podejścia. Nie kiedy trzymał w domu konie, krowy, kozy, gęsi, kury, psidwaki i nie wiadomo co jeszcze. Jego dom to nie był tylko i wyłącznie ładny, zabytkowy dworek. To była też obora i padoki i biegający po nich zwierzyniec, który Bott uwielbiał. Kolejny egzemplarz w tym wszystkim, to nie była taka zła perspektywa.
- W sumie to masz rację, mógłbym - przytaknął przyjacielowi, bo przecież tak samo pieniądze jak i warunku posiadał. - Ale trochę się obawiam, że to by było za dużo kuszenia losu, jak tak sobie o tym myślę. Nie wiedziałem, że z dywanami tez jest taki problem. Że są nielegalne. Latanie na motorze to jedno, ale jeszcze martwienie się o dywan? Czy one w sumie potrzebują człowieka żeby latać, czy może potrafią też same? Bo jak same to może być bardzo, ale to bardzo problematyczne - zafrasował się wyraźnie. Bo wizja latającego dywanu bardzo padła mu do gustu, ale wszelkie wątpliwości kłębiły się i narastały niczym ciemne chmury.
- Oczywiście, że tak, ale przecież nie mogę tak latać cały czas... - powiedział delikatnie, bo to nie tak że się rękami i nogami wzbraniał przed wzbicie w przestworza. Po prostu był ostrożny. Cholernie ostrożny, bo nie chciał przysparzać zmartwień ludziom, którzy się o niego martwili. Na wzmiankę o Alastorze chciał coś powiedzieć, ale zamilkł, nagle zamykając usta. Czuł, ze chyba się trochę zagalopował i wygłaszanie tego typu rzeczy było zwyczajnie niepoprawne. Moody był aurorem. Przedstawicielem prawa! Powinien zgłaszać takie rzeczy.
- Ooo, no tak, wyścigi. Jakieś sukcesy ostatnio na tym polu? Mam nadzieję, że twoje abraksany sprawiają się fenomenalnie. W końcu jaki właściciel... rozumiesz? Masz talent do latania, to one pewnie też powinny - uśmiechnął się do Notta łagodnie. Naprawdę chyba w to wierzył, nawet jeśli ktoś by mógł spojrzeć na niego z powątpiewaniem i zapytać, że co niby ma piernik do wiatraka. Bertie raczej nie wiedział i nie był w stanie w pełni wytłumaczyć prezentowanej przez niego zależności, ale wierzył w nią całym sercem.
Kiedy Philip zniknął, Bott zwyczajnie patrzył na otaczającą go okolicę. To było ładne miejsce. Dobre - było to czuć w powietrzu. A kiedy przyjaciel do niego wrócił, Bertie chętnie przesunął się nieco dalej wzdłuż molo, żeby zająć odpowiednie miejsce na kładce i ustawił się do zdjęcia, obejmując ramieniem Notta.
- W sumie to masz rację, mógłbym - przytaknął przyjacielowi, bo przecież tak samo pieniądze jak i warunku posiadał. - Ale trochę się obawiam, że to by było za dużo kuszenia losu, jak tak sobie o tym myślę. Nie wiedziałem, że z dywanami tez jest taki problem. Że są nielegalne. Latanie na motorze to jedno, ale jeszcze martwienie się o dywan? Czy one w sumie potrzebują człowieka żeby latać, czy może potrafią też same? Bo jak same to może być bardzo, ale to bardzo problematyczne - zafrasował się wyraźnie. Bo wizja latającego dywanu bardzo padła mu do gustu, ale wszelkie wątpliwości kłębiły się i narastały niczym ciemne chmury.
- Oczywiście, że tak, ale przecież nie mogę tak latać cały czas... - powiedział delikatnie, bo to nie tak że się rękami i nogami wzbraniał przed wzbicie w przestworza. Po prostu był ostrożny. Cholernie ostrożny, bo nie chciał przysparzać zmartwień ludziom, którzy się o niego martwili. Na wzmiankę o Alastorze chciał coś powiedzieć, ale zamilkł, nagle zamykając usta. Czuł, ze chyba się trochę zagalopował i wygłaszanie tego typu rzeczy było zwyczajnie niepoprawne. Moody był aurorem. Przedstawicielem prawa! Powinien zgłaszać takie rzeczy.
- Ooo, no tak, wyścigi. Jakieś sukcesy ostatnio na tym polu? Mam nadzieję, że twoje abraksany sprawiają się fenomenalnie. W końcu jaki właściciel... rozumiesz? Masz talent do latania, to one pewnie też powinny - uśmiechnął się do Notta łagodnie. Naprawdę chyba w to wierzył, nawet jeśli ktoś by mógł spojrzeć na niego z powątpiewaniem i zapytać, że co niby ma piernik do wiatraka. Bertie raczej nie wiedział i nie był w stanie w pełni wytłumaczyć prezentowanej przez niego zależności, ale wierzył w nią całym sercem.
Kiedy Philip zniknął, Bott zwyczajnie patrzył na otaczającą go okolicę. To było ładne miejsce. Dobre - było to czuć w powietrzu. A kiedy przyjaciel do niego wrócił, Bertie chętnie przesunął się nieco dalej wzdłuż molo, żeby zająć odpowiednie miejsce na kładce i ustawił się do zdjęcia, obejmując ramieniem Notta.