30.05.2024, 22:31 ✶
Basilius naprawdę nie uważał, że aż tak potrzebował odpoczynku. Czuł się przecież całkiem dobrze, nawet jeśli od jakiegoś czasu, miał wrażenie, że męczył się jeszcze szybciej niż zwykle, ale przecież i tak zaraz szykował mu się dłuższy urlop. I to nie tak, że nie starał się znaleźć zdrowego balansu pomiedzy czasem dla siebie i czasem dla pracy. Starał się. Naprawdę. Po prostu teraz z wizytami domowymi miał więcej obowiązków, a chociaż czas na odpoczynek, który sobie robił zdecydowanie wystarczyłby zdrowej osobie, to on przecież do końca zdrowy nie był i to był ten problem, który czasem ciężko mu było zaakceptować. Był przekonany, że gdyby chciał i ograniczył czas przebywania w kasynach, to czułby się lepiej (a i pieniędzy pewnie miałby więcej) tylko no... Nie chciał.
Wynikiem uporu Prewetta było więc to, że usiadł dzisiaj na kanapie, powiedział kuzynce, że zaraz wstanie tylko skończy herbatę i zasnął na trzy godziny. Trzy godziny, podczas których śniło mu się, że siedzi w Mungu, ale zamiast pacjentów przychodzą do niego kruki i wrony w garniturach. I że wszyscy pracownicy również byli antropomorficznymi ptakami. I że jeden kruk skarży się, że odpada mu skrzydło, ale za każdym razem, gdy już mu odpadło to na jego miejsce wyrastało kolejne. I kolejne. I kolejne. Całą podłogę miał w skrzydłach. Aż wreszcie do jego gabinetu wpadła wronia wersja Oktawiana, by chwycić te wszystkie odpadnięte pióra I zatańczyć z nimi jakiś dziwny taniec tylko po to, by zaraz zemdleć. I kiedy myślał już, że wszystko się uspokoiło i dziwniej nie będzie, bo wroni Oktawian łaskawie podniósł się i wyszedł, nagle obok niego pojawiła się Florence. To znaczy krucza wersja jego kuzynki, ubrana w szatę magimedyka, ze wszystkimi czarnymi piórami ładnie ułożonymi, by oznajmić mu, że powinien zjeść kolację.
– Nie śpię – wymamrotał nader energicznie, podrywając się nagle do siadu na kanapie. Chyba nawet pamiętał, jak w pewnym momencie obudził się na chwilę w pozycji siedzącej i uznał, że się położy, przykryje kocem izamknie oczy tylko na kolejną chwilę. – Nie spałem.
Wzrokiem człowieka, który zdecydowanie przed chwilą spał spojrzał na swój zegarek. Oj... Chyba jednak spał.
Przejechał dłonią po twarzy i już nieco bardziej rozbudzony spojrzał na swoją kuzynkę.
– Cholera, przepraszam. Mogłaś mnie obudzić – Nawet nie wiedział, jak bardzo był zmęczony dopóki nie usiadł na tej przeklętej kanapie. – Kukurydza i sałatka brzmią świetnie dziękuję.
Przeczesał palcami teraz rozczochrane włosy i rozejrzał się po pokoju, aż wreszcie jego wzrok padł na kubek z niemal wypitą herbatą. Kubek, z którego patrzyły na niego namalowane kruki i wrony.
– Flo, czy to na pewno była zwykłą herbata? Miałem jakieś strasznie dziwne sny. Byłaś krukiem.
Wynikiem uporu Prewetta było więc to, że usiadł dzisiaj na kanapie, powiedział kuzynce, że zaraz wstanie tylko skończy herbatę i zasnął na trzy godziny. Trzy godziny, podczas których śniło mu się, że siedzi w Mungu, ale zamiast pacjentów przychodzą do niego kruki i wrony w garniturach. I że wszyscy pracownicy również byli antropomorficznymi ptakami. I że jeden kruk skarży się, że odpada mu skrzydło, ale za każdym razem, gdy już mu odpadło to na jego miejsce wyrastało kolejne. I kolejne. I kolejne. Całą podłogę miał w skrzydłach. Aż wreszcie do jego gabinetu wpadła wronia wersja Oktawiana, by chwycić te wszystkie odpadnięte pióra I zatańczyć z nimi jakiś dziwny taniec tylko po to, by zaraz zemdleć. I kiedy myślał już, że wszystko się uspokoiło i dziwniej nie będzie, bo wroni Oktawian łaskawie podniósł się i wyszedł, nagle obok niego pojawiła się Florence. To znaczy krucza wersja jego kuzynki, ubrana w szatę magimedyka, ze wszystkimi czarnymi piórami ładnie ułożonymi, by oznajmić mu, że powinien zjeść kolację.
– Nie śpię – wymamrotał nader energicznie, podrywając się nagle do siadu na kanapie. Chyba nawet pamiętał, jak w pewnym momencie obudził się na chwilę w pozycji siedzącej i uznał, że się położy, przykryje kocem izamknie oczy tylko na kolejną chwilę. – Nie spałem.
Wzrokiem człowieka, który zdecydowanie przed chwilą spał spojrzał na swój zegarek. Oj... Chyba jednak spał.
Przejechał dłonią po twarzy i już nieco bardziej rozbudzony spojrzał na swoją kuzynkę.
– Cholera, przepraszam. Mogłaś mnie obudzić – Nawet nie wiedział, jak bardzo był zmęczony dopóki nie usiadł na tej przeklętej kanapie. – Kukurydza i sałatka brzmią świetnie dziękuję.
Przeczesał palcami teraz rozczochrane włosy i rozejrzał się po pokoju, aż wreszcie jego wzrok padł na kubek z niemal wypitą herbatą. Kubek, z którego patrzyły na niego namalowane kruki i wrony.
– Flo, czy to na pewno była zwykłą herbata? Miałem jakieś strasznie dziwne sny. Byłaś krukiem.