30.05.2024, 20:57 ✶
Wędrówka po mrocznym lesie przy wtórze szlochu i pukania z tyłu głowy, złudzeniu mgły i lodowatego oddechu na karku — wszystko to składało się w surrealistyczną całość, która trzymała nerwy Peregrinusa w ciągłym napięciu, testując jego odporność na sytuacje stresowe. Prawdopodobnie tylko adrenalina trzymała go w ryzach i dodawała sił na każdy kolejny krok, który i tak wykonywał jak w transie.
Wszystko, czego dowiedział się tego dnia i wcześniej próbował z zapałem ułożyć w logiczną całość, miało coraz mniej sensu. Grono hipotez zamiast się kurczyć, poszerzało się. Jak wcześniej uważał, że czaszka harmonizuje i czerpie ze starszej magii, tak teraz Brenna podała mu nową możliwość: czaszka wcale nie była misternie wpasowanym elementem i coś tu burzyła.
Trelawney został w tyle ze swoimi przemyśleniami, gdy Sebastian wyszedł na przód ich małego pochodu, aby pokierować brygadzistką. Sam wróżbita wkrótce bezmyślnie już podążał za nimi oraz odgłosami szlochów, większą uwagę przykładając do tego, czy aby kolejna mijana roślina nie wyciągnie ku niemu chciwych pnączy, niż czy nie jest prowadzony w paszczę lwa.
Okrzyk Macmillana skutecznie wyrwał go z tego stanu, widok trupa zaś zmroził w żyłach Peregrina. Nagle mężczyzna poczuł wdzięczność, że zamyka pochód. Mechanicznie uniósł różdżkę w gotowości, ale widząc, że Brenna zdążyła już zaatakować, nie podjął się na razie użycia żadnego czaru.
Zamykanie pochodu, które — z racji uczynienia go ostatnim w kolejce do bycia zaatakowanym — poczytał sobie za farta i błogosławieństwo, jednocześnie utrudniało mu rzucenie czegokolwiek ofensywnego. Musiałby zrobić to ponad ramionami dwojga swoich kompanów, a gdy nie było się kimś o nienagannej wprawie w podobnych manewrach, prawdopodobnie lepiej było nie ryzykować spudłowania na takiej linii.
Alternatywą było zejście ze ścieżki i miotanie zaklęciami po innym torze, lecz rzut oka na chaszcze odwiódł go i od tego pomysłu. Zbaczanie ze ścieżki przezornie postanowił zostawić sobie na ostateczność. Na razie był więc jedynie, za radą Brenny, w gotowości na ataki ze strony roślin, obserwując przy tym wciąż na wszelki wypadek, jak się sprawy mają z umarlakiem, którego brygadzistka próbowała dekapitować.
Wszystko, czego dowiedział się tego dnia i wcześniej próbował z zapałem ułożyć w logiczną całość, miało coraz mniej sensu. Grono hipotez zamiast się kurczyć, poszerzało się. Jak wcześniej uważał, że czaszka harmonizuje i czerpie ze starszej magii, tak teraz Brenna podała mu nową możliwość: czaszka wcale nie była misternie wpasowanym elementem i coś tu burzyła.
Trelawney został w tyle ze swoimi przemyśleniami, gdy Sebastian wyszedł na przód ich małego pochodu, aby pokierować brygadzistką. Sam wróżbita wkrótce bezmyślnie już podążał za nimi oraz odgłosami szlochów, większą uwagę przykładając do tego, czy aby kolejna mijana roślina nie wyciągnie ku niemu chciwych pnączy, niż czy nie jest prowadzony w paszczę lwa.
Okrzyk Macmillana skutecznie wyrwał go z tego stanu, widok trupa zaś zmroził w żyłach Peregrina. Nagle mężczyzna poczuł wdzięczność, że zamyka pochód. Mechanicznie uniósł różdżkę w gotowości, ale widząc, że Brenna zdążyła już zaatakować, nie podjął się na razie użycia żadnego czaru.
Zamykanie pochodu, które — z racji uczynienia go ostatnim w kolejce do bycia zaatakowanym — poczytał sobie za farta i błogosławieństwo, jednocześnie utrudniało mu rzucenie czegokolwiek ofensywnego. Musiałby zrobić to ponad ramionami dwojga swoich kompanów, a gdy nie było się kimś o nienagannej wprawie w podobnych manewrach, prawdopodobnie lepiej było nie ryzykować spudłowania na takiej linii.
Alternatywą było zejście ze ścieżki i miotanie zaklęciami po innym torze, lecz rzut oka na chaszcze odwiódł go i od tego pomysłu. Zbaczanie ze ścieżki przezornie postanowił zostawić sobie na ostateczność. Na razie był więc jedynie, za radą Brenny, w gotowości na ataki ze strony roślin, obserwując przy tym wciąż na wszelki wypadek, jak się sprawy mają z umarlakiem, którego brygadzistka próbowała dekapitować.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie