— Jeśli o mnie chodzi o mogę regularnie wysyłać wam bilety do teatru. — Zapewnił swojego kuzyna, który w jego mniemaniu nie nadużywał jego dobrej woli - nie zwrócił się do niego z prośbą tego rodzaju oraz nie wystosował do niego podobnych roszczeń, z jakimi nierzadko się już spotykał. — Wasze przemyślenia na temat tej sztuki mogą być intrygujące. — Będąc spokrewniony z Selwynami zdołał sobie przyswoić to, że teatr stanowi jeden z tych doskonałych tematów do poruszania w towarzystwie obytym z wysoką kulturą. Docierało do niego sporo informacji dotyczących przedstawicieli czystokrwistych rodzin, najczęściej mniej lub bardziej ubarwionych albo nawet wyssanych z palca. Ile dokładnie prawdy było w rzekomej depresji Lorien? Tego już nie dociekał. Zamierzał z tą czarownicą zamienić parę słów, jak tylko nadarzy się ku temu okazja. Może nawet podczas tego kiermaszu, o ile żona jego kuzyna jest tutaj obecna. Jeśli nie to spotkają się przy innej okazji. Wstępnie planował odwiedzić ich w najbliższym czasie, oczywiście nie będzie to niezapowiedziana wizyta.
— Na wszystkich dotychczasowych sabatach zawsze był mocniejszy alkohol. Pity z umiarem nie zaszkodzi - nie wszyscy go jednak znają i nim się obejrzymy, niektórzy będą pijani już przed nadejściem wieczora. — Jak na kogoś, kto nie stronił od korzystania z życia, to dobrze przyswoił sobie to, że będąc osobą tak szeroko rozpoznawalną co on to należało zachować umiar podczas przebywania w takich miejscach jak to. Tak samo jak podczas brania udziału we wszystkich bankietach. Na nieprzyjemny pisk mikrofonu zareagował podobnie jak Robert, skrzywieniem się. Wygłoszony przez mężczyznę trzymającego mikrofon uznał za wyjątkowo suchy. W przeciwieństwie do swojego kuzyna, nie zamierzał opuścić tych występów. Przynajmniej niektórych. Przez moment zastanawiał się, czy w składzie Chóru będą także żaby. Nad kolejnymi trzema musiał się zastanowić. Z nich wszystkich najbardziej nie będzie chciał przegapić występu Eloise.
— Albo po prostu to stoisko cieszy się znaczną uwagą. Jedno nie wyklucza drugiego. — Odparł na słowa swojego kuzyna, kiedy to razem z nim kierowali się do tego stoiska. Będąc coraz bliżej, sam zobaczył stoisko opatrzone nazwą Mulciber Moonshine. Spojrzał z zainteresowaniem na Roberta. Chciał o to zapytać.
Nim jednak zdążył to zrobić, z tłumu wyłonił się mężczyzna będący z zawodu przedstawicielem władz. Philip regularnie czytał czarodziejską prasę i w okolicach Beltane było głośno o Aurorach, którzy dopuścili się wielu bohaterskich czynów - zmierzający ku nim czarodziej okazał się być jednym z nich.Uderzonego w twarz Philipa nie tyle co wmurowało, co zamroczyło w chwili z jego nosem zetknęła się trzymająca tę świecę dłoń napastnika, wywołując u charakterystyczny ból jaki towarzyszy złamaniu nosa. Krwawienie mogło okazać się wyłącznie kwestią czasu. Podczas tego typu wydarzeń powinien być rozstawiony namiot medyczny, do którego powinien się udać w najbliższym czasie. Na razie zignorował krew płynącą z lewej dziurki złamanego nosa, wpatrując się w atakującego czarodzieja.
Powodu, dla którego został zaatakowany przez tego mężczyznę, nie potrafił wskazać. Zaledwie przed chwilą powiedział swojemu kuzynowi o tym, że niektórzy czarodzieje będą pijani przed nadejściem wieczora. Możliwe, że zachowanie tego mężczyzny było związane z tym, że praca Aurora jest bardzo obciążająca psychicznie i po tych wszystkich wydarzeniach jakie miały miejsce podczas Beltane, zebrała swoje pierwsze żniwo.
Nie był zwolennikiem stosowania jakiejkolwiek przemocy. Obrona konieczna wydawała się być uzasadniona i jeśli ten czarodziej na tym nie poprzestanie to po nią sięgnie, jednak to tylko zaostrzy całą sytuację. Nie zamierzał nie zrobić - został napadnięty i zamierzał zgłosić ten fakt Brygadzistom. Nie miało to dla niego znaczenia, że sprawcą napaści jest Auror, bohater Beltane. Znacznie korzystniejsze dla niego będzie niewdawanie się w typowo barową bójkę i to z kimś, kto może nie być o trzeźwych zmysłach. Nie zamierzał czekać na to aż czarodziej ponowi swój atak - postanowił oddalić się poza zasięg jego rąk z zamiarem zgłoszenia dokonania napaści dla siebie pierwszemu Brygadziście, jaki znajdzie się w zasięgu jego wzroku. Samoobrona wchodziła w grę, jeśli napastnik nie odpuści. Wolał jednak uniknąć wdawania się w bójkę albo sięgania po różdżkę w tłumie ludzi - to mogłoby zadziałać na jego niekorzyść, związku z tym że ma do czynienia z Aurorem i jest otoczony takimi samymi uczestnikami kiermaszu jak on. Przy stoisku panował również chaos, choć nad tym mógł zapanować jego kuzyn.
Z tłumu dobiegł go wrzask nowego gacha Loretty, po którym można było spodziewać się wyłącznie tego, że skończy zaćpany w jakimś obszczanym zaułku. Nawet przez tę kobietę. Albo zwłaszcza przez nią. Pomimo bycia spokrewnionym również i z nim, nie będzie mu żal kogoś, kto sam na siebie ściągnął taki los. W tle błysnął aparat, należący do - jak się okazało za sprawą zaklęcia zwiększającego siłę głosu - do Isaaca Bagshota, z którym będzie musiał później porozmawiać.
@Robert Mulciber @Atreus Bulstrode