To, co miało tutaj miejsce, działo się w ekspresowym tempie. Nie otrzymał co prawda odpowiedzi, ale już sama obserwacja wszystko wyjaśniała. Nie zdziwił się reakcji i niezadowolenia ze strony klienta, jakim był Erik Longbottom. Spojrzenie Richarda zmieniło się na chłodne, które skierował do dziennikarza. Aż chciał mu wyrwać ten aparat fotograficzny i trzasnąć nim w ziemię. Uchroniłoby to ich interes, jak i może kompromitujące zdjęcie czarodzieja, który właśnie oburzony opuścił ich stoisko.
W następnej kolejności zauważył Atreusa, który wziął TO COŚ i ruszył z tym w stronę kogoś. Obejrzał szybko za nim i wtedy zobaczył zbliżającego się Philipa Notta wraz z jego bratem. Już wiedział, że będzie koniec tego całego przedstawienia. Sam westchnął ciężko, powracając spojrzeniem na pozostałe osoby tutaj przebywające. Nagle do jego uszu dobiegł krzyk kolejnego kuzyna - Alexandra. I tam skierował spojrzenie. ”Jego tu jeszcze brakowało” – pomyślał. Tak. Ich kuzyn widocznie idealny moment sobie znalazł na wejście i zwrócenie na siebie uwagi. Jego na razie zignorował.
Nim się odezwał, aby jakoś zareagować, to Robert już swoje wykrzyczał. Przynajmniej okoliczni obserwatorzy i kupujący, mogli zrozumieć, że stało się tutaj coś, o czym właściciel nie miał pojęcia.
- Najmocniej przepraszamy za to całe zamieszanie.Zwrócił się do osób, które tutaj jeszcze przebywały. Victorii Lestrange, Florence Bulstrode. Erika nie zdążył przeprosić, gdyż ten ulotnił się szybko.
Do Bagshota podszedł i zwrócił się uprzejmie.
- Mam nadzieję, że nie pojawi się w prasie NIC na ten temat. A tym bardziej, nie ukażą zdjęcia. Nie życzymy sobie tego.
Wystarczająco kompromitacji zrobił jego syn przy stoisku. Większego rozgłosu nie chcieli w gazetach. Poważnym tonem zwrócił się do dziennikarza Bagshota, spojrzeniem sugerując, że jeżeli się nie dostosuje, to inaczej będzie z nim rozmawiał.
Robert w między czasie zwrócił ostrą uwagę jego chłopakom, więc Richard ruszył za stoisko, gdzie stali Charles i Leonard. Nie tolerował takich zachowań, ale nie odpowiadał już na ten zarzut. Stojąc za stoiskiem, wyjął różdżkę i wysunął wszystkie kartony, jakie tutaj mieli z kadzidłami i świecami. Jeżeli były zamknięte, otworzył zaklęciem wieka, aby sprawdzić zawartość, ile tego gówna tutaj było, jak to nazwał Robert.
- Wracaj do domu i zabieraj to. Żebym Cię tutaj więcej nie widział.Zwrócił się do młodszego syna surowym tonem, zawiedzionego ojca. Nie dość, że wstydu narobił publicznie sprzedając produkt, nieustalony z Robertem, to jeszcze jemu. Wskazał różdżką na karton tego, co nie powinno się tutaj znaleźć. Charles miał odpowiadać za stoisko. Więc on ponosi solidną karę.
Kontrolnie Richard spojrzał w kierunku Leonarda, czy w między czasie przyjął zapłatę za świeczki od Florence.