28.05.2024, 22:42 ✶
– Dobrze, bo zupełnie nie miałabym czasu, żeby taką prowadzić. Poza tym nie umiem robić deserów lodowych ani rurek z kremem. Moja specjalizacja to kanapki i sałatka z kurczakiem. Jestem wirtuozką kanapek, zwłaszcza z bekonem – oświadczyła Brenna, a potem podniosła się i wyciągnęła ku niemu rękę, gotowa pomóc chłopakowi wstać, gdy już najwyraźniej doszedł chociaż trochę do siebie. – Nie ma sprawy. I powinniśmy zejść z tego pomostu – powiedziała, i o ile wcześniejsze słowa o lodziarni i kanapkach wypowiadała dość beztrosko, tak teraz zabrzmiała dość poważnie. Nie mogła być pewna, że jeśli znów rozbrzmi syreni śpiew, to oboje mu nie ulegną i nie chciała ryzykować ani jego, ani swojego życia.
– To nie takie proste – mruknęła, jeszcze raz spoglądając na poszarpane rękawy. – Mogę je oczyścić i założyć opatrunek, ale żeby leczenie było trwałe, potrzebujesz eliksirów. Dziś żadnego nie mam przy sobie.
Zwykle je nosiła, ale nie spodziewała się, że szukając śladów tej istoty, będzie potrzebowała akurat wiggenowego. Powinna być bardziej zapobiegliwa.
– Mogę cię zabrać do apteki Lupinów i tam kupimy jakieś mikstury, ale najlepiej, gdyby obejrzał cię magomedyk.
Nie znała się na magicznych stworzeniach. Nie miała pojęcia, czy na tych szponach nie było jakiejś trucizny, czy zwykły eliksir leczący wystarczy, aby nie wdało się jakieś zakażenie. Nie za bardzo jednak była w pozycji do wymuszania na młodym Mulciberze czegokolwiek. Na razie rozejrzała się, i gdy upewniła się, że w pobliżu nie widać żadnych mugoli, wyjęła różdżkę, a fala ciepłego powietrza otoczyła ich oboje i zaczęła osuszać przemoczone ubrania oraz włosy.
– To nie takie proste – mruknęła, jeszcze raz spoglądając na poszarpane rękawy. – Mogę je oczyścić i założyć opatrunek, ale żeby leczenie było trwałe, potrzebujesz eliksirów. Dziś żadnego nie mam przy sobie.
Zwykle je nosiła, ale nie spodziewała się, że szukając śladów tej istoty, będzie potrzebowała akurat wiggenowego. Powinna być bardziej zapobiegliwa.
– Mogę cię zabrać do apteki Lupinów i tam kupimy jakieś mikstury, ale najlepiej, gdyby obejrzał cię magomedyk.
Nie znała się na magicznych stworzeniach. Nie miała pojęcia, czy na tych szponach nie było jakiejś trucizny, czy zwykły eliksir leczący wystarczy, aby nie wdało się jakieś zakażenie. Nie za bardzo jednak była w pozycji do wymuszania na młodym Mulciberze czegokolwiek. Na razie rozejrzała się, i gdy upewniła się, że w pobliżu nie widać żadnych mugoli, wyjęła różdżkę, a fala ciepłego powietrza otoczyła ich oboje i zaczęła osuszać przemoczone ubrania oraz włosy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.