28.05.2024, 22:04 ✶
Rodolphus spojrzał na Stanleya uważnie. Czy dało się tego nie zauważyć? Cóż... Skłamałby, jeżeli by przyznał, że on zauważył. A nie zamierzał mu kłamać. Więc po prostu postanowił, że odpowie mu jedynie lekkim wzruszeniem ramion. Być może faktycznie nie dało się nie zauważyć zniknięcia Borgina, gdy było się w innym departamencie. Albo po prostu lubiło się wpychać ostentacyjnie nos w nie swoje sprawy. On do tej pory nie miał żadnych powodów, by wściubiać kinol w sprawy Stanleya, więc po prostu zakładał, że Borgin sobie był gdzieś w tle. Dopiero niedawno to się zmieniło, i - siłą rzeczy - zaczął nie tylko dostrzegać więcej, ale i samemu się dowiadywać.
Uważnie obserwował Stanleya - słuchał też jego instrukcji. Zapamiętywał każde jego słowo. Tu w lewo, tu w prawo, broda, ospałe oczy... Nie powinno być problemu. Lestrange sięgnął powolnym, nieco leniwym ruchem do wewnętrznej kieszeni marynarki, by zacisnąć szczupłe palce na rękojeści różdżki.
- Jeśli zaboli, postaraj się wytrzymać. Jeśli będziesz czuł, że nie wytrzymasz, to znaczy że coś jest nie tak, więc klepnij mnie w udo. Nie dotykaj rąk, bo mogę wyjechać za daleko - poinstruował, zaznaczając fakt że to było niezwykle ważne, by nie majstrował mu przy dłoniach. Do takiej zmiany twarzy potrzeba było precyzji i sprawnego, pewnego operowania różdżką. Co prawda ewentualny błąd nie byłby nie do naprawienia, ale wolał nie ślęczeć nad facjatą Borgina dłużej, niż to było konieczne. Poza tym był profesjonalistą, prawda? Jeśli Stanley chciał być brodatym, okulawionym facetem o śpiących oczach, to taki będzie. Tym razem już bez uśmiechów i bez dziwnych spojrzeń przesunął wolną dłonią po twarzy Borgina. Nie było w tym dotyku nawet krztyny czułości, jedynie delikatność, którą można było porównać z chirurgiczną precyzją. W końcu nie tylko wywodził się z rodu, który miał wiele wspólnego z uzdrowicielami, ale również zawodowo zajmował się krojeniem mózgów - delikatność, ostrożność i opanowanie były nieodzowną częścią jego pracy. Palce Rodolphusa ulokowały się teraz na podbródku Stanleya, by Niewymowny mógł w skupieniu przejechać różdżką pod jego oczami. Borgin mógł mieć wrażenie, że coś delikatnie zaczyna pulsować mu pod skórą. Oczy powoli zaczynały zmieniać kształt na nieco dłuższy, migdałkowaty. Powiększyły się cienie pod nimi, zrobiły się w tym miejscu także zmarszczki. Potem przyszła kolej na nos. Zgodnie z życzeniem Lestrange nieco go wydłużył, lecz nie karykaturalnie. Chciał, by wyglądało to naturalnie, nie groteskowo. Podobnie też z uszami, które zrobił nieco bardziej przylegające do głowy, o większych płatkach i mniejszych małżowinach o zdecydowanie innym niż naturalny kształcie. W podbródku zrobił mu urocze wgłębienie, podobnie jak w policzkach. Ot, taki bonus, który będzie się pojawiał gdy Borgin będzie się uśmiechał, jeżeli zdecyduje się zgolić czarną brodę, która zaczęła pokrywać mu szczękę.
- Szkoda, uroczo byś wyglądał bez niej - nie mógł nie dodać tej nuty kpiny, gdy oderwał w końcu od nieszczęsnego Stanleya dłoń i różdżkę. - Będziemy musieli to potem odwrócić, żebyś znowu wyglądał... Normalnie. Zacząłem się do ciebie przyzwyczajać.
Dodał, robiąc dwa kroki w tył. To, co dodał na końcu, w jego opinii było nie tylko komplementem, ale i nawet niewymuszonym i miłym komplementem. Wątpił, żeby Borgin to tak odebrał, ale trudno - nie każdy rozumiał jego wyszukane pochlebstwa.
Uważnie obserwował Stanleya - słuchał też jego instrukcji. Zapamiętywał każde jego słowo. Tu w lewo, tu w prawo, broda, ospałe oczy... Nie powinno być problemu. Lestrange sięgnął powolnym, nieco leniwym ruchem do wewnętrznej kieszeni marynarki, by zacisnąć szczupłe palce na rękojeści różdżki.
- Jeśli zaboli, postaraj się wytrzymać. Jeśli będziesz czuł, że nie wytrzymasz, to znaczy że coś jest nie tak, więc klepnij mnie w udo. Nie dotykaj rąk, bo mogę wyjechać za daleko - poinstruował, zaznaczając fakt że to było niezwykle ważne, by nie majstrował mu przy dłoniach. Do takiej zmiany twarzy potrzeba było precyzji i sprawnego, pewnego operowania różdżką. Co prawda ewentualny błąd nie byłby nie do naprawienia, ale wolał nie ślęczeć nad facjatą Borgina dłużej, niż to było konieczne. Poza tym był profesjonalistą, prawda? Jeśli Stanley chciał być brodatym, okulawionym facetem o śpiących oczach, to taki będzie. Tym razem już bez uśmiechów i bez dziwnych spojrzeń przesunął wolną dłonią po twarzy Borgina. Nie było w tym dotyku nawet krztyny czułości, jedynie delikatność, którą można było porównać z chirurgiczną precyzją. W końcu nie tylko wywodził się z rodu, który miał wiele wspólnego z uzdrowicielami, ale również zawodowo zajmował się krojeniem mózgów - delikatność, ostrożność i opanowanie były nieodzowną częścią jego pracy. Palce Rodolphusa ulokowały się teraz na podbródku Stanleya, by Niewymowny mógł w skupieniu przejechać różdżką pod jego oczami. Borgin mógł mieć wrażenie, że coś delikatnie zaczyna pulsować mu pod skórą. Oczy powoli zaczynały zmieniać kształt na nieco dłuższy, migdałkowaty. Powiększyły się cienie pod nimi, zrobiły się w tym miejscu także zmarszczki. Potem przyszła kolej na nos. Zgodnie z życzeniem Lestrange nieco go wydłużył, lecz nie karykaturalnie. Chciał, by wyglądało to naturalnie, nie groteskowo. Podobnie też z uszami, które zrobił nieco bardziej przylegające do głowy, o większych płatkach i mniejszych małżowinach o zdecydowanie innym niż naturalny kształcie. W podbródku zrobił mu urocze wgłębienie, podobnie jak w policzkach. Ot, taki bonus, który będzie się pojawiał gdy Borgin będzie się uśmiechał, jeżeli zdecyduje się zgolić czarną brodę, która zaczęła pokrywać mu szczękę.
- Szkoda, uroczo byś wyglądał bez niej - nie mógł nie dodać tej nuty kpiny, gdy oderwał w końcu od nieszczęsnego Stanleya dłoń i różdżkę. - Będziemy musieli to potem odwrócić, żebyś znowu wyglądał... Normalnie. Zacząłem się do ciebie przyzwyczajać.
Dodał, robiąc dwa kroki w tył. To, co dodał na końcu, w jego opinii było nie tylko komplementem, ale i nawet niewymuszonym i miłym komplementem. Wątpił, żeby Borgin to tak odebrał, ale trudno - nie każdy rozumiał jego wyszukane pochlebstwa.