Chyba już jej całkiem na mózg padło od tego kociego futra, szczęścia i wina, że jakimś cudem nie zauważyła górującej nad tym stragane postaci Erika. Zamówiła co potrzebowała, gdy już się za wszystkim rozejrzała i przyglądała się młodemu mężczyźnie, który z miłym uśmiechem zapewnił ją, że już się wszystkim zajmą (a to nie było takie najmniejsze znowu zamówienie... Victoria doskonale wiedziała czego chciała), kiedy jakiś nieznajomy jej mężczyzna (Isaac) pojawił się obok i zwrócił do Erika i… Victoria w końcu uniosła głowę i zrobiła duże oczy.
– Ojej… Erik, przepraszam, nie zauważyłam cię – Victoria rzadko kiedy się rumieniła ze wstydu i to był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy delikatny róż wpłynął na jej policzki. – Przysięgam, nie wiem jak to możliwe. Może to to wino od Anthony’ego… – tym bardziej, że Longbottom był wysoki, zwracał na siebie uwagę i ogólnie był bardzo charakterystyczny. I przystojny, ale to akurat nigdy nie grało dla niej roli, chociaż Brenna kilka razy wzdychała, że jaka szkoda, że się nie mają ku sobie. Ale wtedy Mulciber zwrócił się do nich, czekając aż na tyłach straganu zapakują jej wielkie zamówienie i Victoria obserwowała to w ciszy. Jak najpierw zrobił długi wstęp coś tam o afrodyzjakach. Potem wyciągnął skrzynkę, otworzył ją… Victoria aż uniosła brwi wyżej, widząc bardzo sugestywne kształty świec, a później słysząc dalsze rekomendacje dla wybranek, partnerek. Była cicho, to łatwo można było zapomnieć, że obok stała jakaś kobieta – zastanawiała się nawet nad jakąś ripostą, czy cokolwiek powiedzieć, ale wtedy drugi z mężczyzn zwrócił się do niej, wręczając jej pakunek. Najpierw zapatrzyła się na Leonarda, mrugając ze dwie sekundy oczami, potem automatycznie spojrzała w dół… Bo oto faktycznie Błękitny Kwiatuszek wystawił łeb z koszyka, najwyraźniej zainteresowany zapachami przy straganie ze świecami i kadzidłami.
– Dziękuję – odpowiedziała w końcu i uniosła na powrót spojrzenie, uśmiechając się do Mulcibera. – Nie, wszystko w porządku, on naprawdę jest niebieski. Podobno jakieś dzieci rzuciły na niego czar i już tak zostało – wyciągnęła sakiewkę, żeby odliczyć właściwą ilość monet za ten zakup i wyciągnęła ręce po swoje zamówienie. – To Błękitny Kwiatuszek – przedstawiła kotka, który trzymając się łapkami o rant koszyka, wyglądał ciekawie spoza niego i energicznie ruszał noskiem… Ale ten spokój został przerwany przez Isaaca, który postanowił wyciągnąć jedną z fallicznych świec, wcisnął ją Erikowi, wyciągnął aparat…Victoria zdążyła się tylko obrócić i po prostu gapić, bo jakoś opuściły ją wszystkie sensowne myśli.
– Teraz już na pewno trafisz na pierwszą stronę – powiedziała głośniej do Erika. Kątem oka dostrzegła Florence, do której skinęła głową z pozdrowieniem i… Atreusa. – Cześć, Bulstrode – zwróciła się do niego, jak zwykle magicznie przy nim zapominając jak ma na imię.