28.05.2024, 19:17 ✶
- Bre. - Powtórzył jej imię. Było zdecydowanie dziwaczne, ale nie był na pozycji, w której mógłby cokolwiek oceniać. Musiał przyjąć pomoc od tej, która go ratowała. - Obiecałem ci lodziarnię, ale... ale może faktycznie tylko lody będą lepsze.
Charles przetarł twarz, zbierając z niej resztę wody. Był mokry, włosy lepiły się do czoła, a rozcięcia bolały, ale hej! przynajmniej był żywy! Leżał na deskach pomostu i mógł uwierzyć w to, że jeszcze przez chwilę był bezpieczny, gdy czuwała nad nim Bre. Odkaszlnął, ale oddech miał już wyrównany.
- Tym razem nie byłaś to ty, topiąca się, znaczy. Dzięki... dzięki za ratunek. - Podniósł na nią spojrzenie. - Nie musisz mi powtarzać, więcej nie pojawię się w tym przeklętym mieście. Nie mogłabyś... sama mnie połatać? - Poprosił. Przecież nie był umierający! To tylko parę rozcięć! - W Mungu pracuje mój brat, wolałbym go nie niepokoić.
Prawda była inna: Leonard mógłby powiedzieć ojcu, że Charlie wpadł w kłopoty! A to znaczyłoby kolejne kłopoty w domu...
Charles przetarł twarz, zbierając z niej resztę wody. Był mokry, włosy lepiły się do czoła, a rozcięcia bolały, ale hej! przynajmniej był żywy! Leżał na deskach pomostu i mógł uwierzyć w to, że jeszcze przez chwilę był bezpieczny, gdy czuwała nad nim Bre. Odkaszlnął, ale oddech miał już wyrównany.
- Tym razem nie byłaś to ty, topiąca się, znaczy. Dzięki... dzięki za ratunek. - Podniósł na nią spojrzenie. - Nie musisz mi powtarzać, więcej nie pojawię się w tym przeklętym mieście. Nie mogłabyś... sama mnie połatać? - Poprosił. Przecież nie był umierający! To tylko parę rozcięć! - W Mungu pracuje mój brat, wolałbym go nie niepokoić.
Prawda była inna: Leonard mógłby powiedzieć ojcu, że Charlie wpadł w kłopoty! A to znaczyłoby kolejne kłopoty w domu...