28.05.2024, 12:18 ✶
Można by powiedzieć, że odetchnąłem, kiedy Fox przystał na moje warunki, ale to nie było coś w stylu kamienia spadającego z serca. Wciąż nie znałem tej osoby, więc to, że przyrzekł mi jedno, nie oznaczało, że faktycznie tak zrobi, a z kolei towarzystwo trytonów w głębi jeziora wcale nie pomagało. Wyczuwałem ich gwałtowne ruchy. Szamotały się poddenerwowane, a ostatnim, czego w tej chwili mógłbym chcieć, to walka z cała ich ławicą. Z drugiej strony, ciekawe, jaki miały stosunek do wampirów...? Czy zignorowałyby mnie, czy może jeszcze byłyby bardziej cięte?
- Za wiele nierozważnych działań miałem okazję widzieć... - skomentowałem słowa Foxa o byciu pijanym i pływaniu w nocy. Niech tam się upewnia w swojej wizji tego świata, za bardzo nie drążąc tego, dlaczego mógłbym mu zakazać tych kąpieli. Najlepsze to najprostsze dla niego rozwiązania, a też nie kłamałem, bo naprawdę wiele widziałem w swoim życiu i zapewne nic nie miało przebić oszalałego Ojca próbującego udusić własnymi rękoma konia jednego ze swoich synów. Nie przyznawałem się z tym przed Geraldine, bynajmniej nie przyznawałem się z intensywnością, z jaką ten obraz odbił na mnie piętno.
Funkcjonariusz NCA niewiele mi mówił, ale obstawiałem, że to mogło być coś związanego z naszym BUMem, w sensie odpowiednik mugolski...? A może to już racy aurorzy? Hmm. Zajmował się zaginięciami to zapewne BUM. Ciekawe, czy Ministerstwo wiedziało o tym, że mugole również prowadzili tu śledztwo... Chyba powinni w takiej ewentualności współpracować...? Kto ich tam wiedział. Bądź co bądź Fox był tu sam, co samo w sobie było dosyć mało ostrożne, ale... miał broń. Oby ta broń miała porządne walnięcie.
- Wręcz przeciwnie... Chętnie usłyszałbym co nieco, jeśli nie masz nic przeciwko. Jestem prywatnie ciekawy, co tu się dzieje, w tym Ośrodku - zauważyłem zaraz po słowach Foxa, chcąc od niego wyciągnąć jak najwięcej. Może dodałby jakieś puzzle do tej układanki, a przy okazji miałem okazję poznać sposób myślenia mugoli i ich wizję świata. To mogło być pomocne, tak na przyszłość. Jeśli Fox by się wahał, zapewne bym go ku temu zachęcił jeszcze bardziej... Przecież na tę chwilę to były jedynie domysły, a nie żadne fakty!
Nie musiałem długo czekać by ponownie ujrzeć światło na wyspie. Im byliśmy bliżej, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to było ognisko. Tylko tak dziwnie migotało, że momentami znikało. Wprawiało mnie to na początku w konsternację, ale też utwierdzało w przekonaniu, że działa się tu jakaś magia, czary, uroki. I to wcale nie były dobre wieści, biorąc poprawkę na to, że Daisy sama drzemała w domku, bez ochrony.
- Moje imię... Rodzice wzięli z jakiejś książki. Nawet nie wiedzą jakiej - przyznałem zamyślony, wpatrując się w ten punkt z ogniskiem. Kiedy dobijaliśmy do brzegu, postanowiłem czym prędzej dociągnąć łódkę do niego by nie wkurzać jeszcze bardziej domowników jeziora. Zabezpieczyłem ją manualnie przed odpłynięciem.
- Nie widzisz ognia... - powtórzyłem przerażony, nie odwracając tym razem od tego ognia spojrzenia. Chciałem już krzyczeć, że ratujemy tego kogoś, kto tam płonął, ale potrzebowałem zrobić to z rozmysłem, żeby Fox nie zaczął czegoś węszyć, co ewidentnie nie było przeznaczone dla jego oczu. - W takim razie tu poczekaj, a ja się rozejrzę... W tamtym kierunku. Tam był chyba widoczny ten ogień - stwierdziłem i od razu ruszyłem w tamtym kierunku. Nieco zbyt pospiesznie, ale ktoś prawdopodobnie potrzebował pomocy. Tyle że... nie słyszałem żadnych wrzasków? Gdybym płonął żywcem, z pewnością bym krzyczał na całą pierś, ile tylko byłoby w niej sił.
Skierowałem się bliżej ogniska. Nie obserwowałem tylko jego, ale również otoczenie.
Rzucam na percepcję. Trochę poćwiczymy spostrzegawczość
- Za wiele nierozważnych działań miałem okazję widzieć... - skomentowałem słowa Foxa o byciu pijanym i pływaniu w nocy. Niech tam się upewnia w swojej wizji tego świata, za bardzo nie drążąc tego, dlaczego mógłbym mu zakazać tych kąpieli. Najlepsze to najprostsze dla niego rozwiązania, a też nie kłamałem, bo naprawdę wiele widziałem w swoim życiu i zapewne nic nie miało przebić oszalałego Ojca próbującego udusić własnymi rękoma konia jednego ze swoich synów. Nie przyznawałem się z tym przed Geraldine, bynajmniej nie przyznawałem się z intensywnością, z jaką ten obraz odbił na mnie piętno.
Funkcjonariusz NCA niewiele mi mówił, ale obstawiałem, że to mogło być coś związanego z naszym BUMem, w sensie odpowiednik mugolski...? A może to już racy aurorzy? Hmm. Zajmował się zaginięciami to zapewne BUM. Ciekawe, czy Ministerstwo wiedziało o tym, że mugole również prowadzili tu śledztwo... Chyba powinni w takiej ewentualności współpracować...? Kto ich tam wiedział. Bądź co bądź Fox był tu sam, co samo w sobie było dosyć mało ostrożne, ale... miał broń. Oby ta broń miała porządne walnięcie.
- Wręcz przeciwnie... Chętnie usłyszałbym co nieco, jeśli nie masz nic przeciwko. Jestem prywatnie ciekawy, co tu się dzieje, w tym Ośrodku - zauważyłem zaraz po słowach Foxa, chcąc od niego wyciągnąć jak najwięcej. Może dodałby jakieś puzzle do tej układanki, a przy okazji miałem okazję poznać sposób myślenia mugoli i ich wizję świata. To mogło być pomocne, tak na przyszłość. Jeśli Fox by się wahał, zapewne bym go ku temu zachęcił jeszcze bardziej... Przecież na tę chwilę to były jedynie domysły, a nie żadne fakty!
Nie musiałem długo czekać by ponownie ujrzeć światło na wyspie. Im byliśmy bliżej, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to było ognisko. Tylko tak dziwnie migotało, że momentami znikało. Wprawiało mnie to na początku w konsternację, ale też utwierdzało w przekonaniu, że działa się tu jakaś magia, czary, uroki. I to wcale nie były dobre wieści, biorąc poprawkę na to, że Daisy sama drzemała w domku, bez ochrony.
- Moje imię... Rodzice wzięli z jakiejś książki. Nawet nie wiedzą jakiej - przyznałem zamyślony, wpatrując się w ten punkt z ogniskiem. Kiedy dobijaliśmy do brzegu, postanowiłem czym prędzej dociągnąć łódkę do niego by nie wkurzać jeszcze bardziej domowników jeziora. Zabezpieczyłem ją manualnie przed odpłynięciem.
- Nie widzisz ognia... - powtórzyłem przerażony, nie odwracając tym razem od tego ognia spojrzenia. Chciałem już krzyczeć, że ratujemy tego kogoś, kto tam płonął, ale potrzebowałem zrobić to z rozmysłem, żeby Fox nie zaczął czegoś węszyć, co ewidentnie nie było przeznaczone dla jego oczu. - W takim razie tu poczekaj, a ja się rozejrzę... W tamtym kierunku. Tam był chyba widoczny ten ogień - stwierdziłem i od razu ruszyłem w tamtym kierunku. Nieco zbyt pospiesznie, ale ktoś prawdopodobnie potrzebował pomocy. Tyle że... nie słyszałem żadnych wrzasków? Gdybym płonął żywcem, z pewnością bym krzyczał na całą pierś, ile tylko byłoby w niej sił.
Skierowałem się bliżej ogniska. Nie obserwowałem tylko jego, ale również otoczenie.
Rzucam na percepcję. Trochę poćwiczymy spostrzegawczość
Rzut N 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!