27.05.2024, 22:54 ✶
Południowe stoiska
Bertie był właśnie w siódmym lepiej, albo i jeszcze wyżej. Czuł jak walące szaleńczo serce, powoli się uspokaja i wraca do normy, synchronizując się przy okazji z rytmem, które wybijało to Alastora. Westchnął też w końcu, poluzowując uścisk i uwalniając ich.
- Oh, no przestań. Przecież wiesz, że ja zawsze chętnie pospacerowałbym z wami między straganami i gdzie tylko się wam wymarzy - uśmiechnął się też zaraz dobrotliwie, zgodnie z bezgłośną sugestią Alastora, puszczając jego dalszy komentarz mimo uszu. Wystarczyło, żeby Moody powiedział słowo, a Bertie był w stanie stracić na wymagany okres czasu słuch, wzrok czy mowę, albo zapomnieć coś, co wydarzyło się zaledwie przed chwilą. Wspaniała umiejętność.
Poklepał Millie po ręce, czując jak ta opiera się na jego ramieniu. Nie miał nic przeciwko - bo w sumie czy kiedykolwiek miał? Kobieta, tak samo jak i jej brat, zajmowała specjalne miejsce w jego sercu i niewiele było rzeczy, które wprawiłyby go w zakłopotanie lub które skłonny byłby oceniać.
- Nigdy bym nie śmiał odmówić - powiedział poważnym tonem, uśmiechając się jednak do niej wesoło. - A nie możemy tak... mimochodem na te lody? W końcu patrol to patrol, a żeby patrolować to chyba trzeba chodzić, prawda? W sumie nie znam się, ale bym tak zakładał, to nie możesz w sumie patrolować bliżej stoiska z lodami? - podniósł spojrzenie na Alastora, delikatnie sugerując takowe rozwiązanie. To nie tak, że wolał spędzić ten czas z samym Alastorem, ale spacer we trójkę brzmiał o wiele przyjemniej jak tylko we dwoje. Miał wrażenie, nie - wiedział, ze obydwoje z Millie bardzo by teraz chcieli, żeby Alek przyłączył się do nich w jakiejś formie, nawet jeśli miał teraz na sobie mundur i był na służbie. Byłoby zwyczajnie milej.