Ubranie Morfiny.
Pierwszy dzień sierpnia oznaczał zakończenie okresu trzech miesięcy żałoby po zamordowanym bracie. Po raz pierwszy od trzech miesięcy, pojawiając się w miejscu publicznym, Morpheus Longbottom złamał czerń swojej magicznej szaty kwiatowym szalem z cienkiego jedwabiu. Niemal przejrzysty, ręcznie tkany żakard sprowadzony z indyjskich warsztatów lśnił przy każdym ruchu, uwydatniając zaczarowane kwiecie, które lekko poruszało się, rozkwitało oraz usychało w ciągłym cyklu życia zaklętego materiału. Nie przypominał już czarnej zjawy, wracając do zwykłego dla siebie z pracy, w ciemnych kolorach przełamanych czymś ekstrawaganckim.
— ...przez niemal pół godziny przekonywałem panią Potts, że nie, jej córka nie ma daru jasnowidzenia, tylko cierpi na epilepsję i powinna zabrać ją do świętego Munga. Przykra sprawa — kontynuował swoje zdanie Morpheus, jak gdyby nigdy nic, gdy pojawili się z Verą Travers na jarmarku z okazji Lammas. Longbottom teleportował ich razem z Ministerstwa Magii, gdy zakończyli pracę. Rozejrzał się po przestrzeni i wskazał głową strefę gastronomiczną. Sam nie jadł jeszcze obiadu, a czuł już, że spada mu cukier, a takie miejsca są zawsze dobrym pomysłem, aby na spokojnie rozpracować plan działania. — Drinki? Ja stawiam.
Normalnie unikał takich miejsc, bogowie wiedzieli, że wizje, plany, intencje ludzi dookoła przyprawiały go o ból głowy, gdy wszystkie te nici przyszłości wdzierały mu się pod czaszkę i ukazywały przed oczami, jest jednak wiele rzeczy, które robi się z miłości, a największą z nich jest cierpienie.
Otworzył się delikatnie na wieszczenie, szukając pośród nici splatających tkaninę tego święta zamiarów związanych z cierpieniem, ze słabą naturą poniżenia i chęcią czynienia zła, z przemocą. Wiedział, że to uczyni mu krzywdę, bo ludzie nie dzielili się na dobrych i Śmierciożerców. Ktoś pozornie normalny mógł dokonywać aktów przemocy wobec małżonka, mógł ujrzeć wewnętrzne cierpienie, personalne dramaty, ale podjął to ryzyko. Beltane nie mogło się powtórzyć.
Wrócił myślami do swojej partnerki.
— Wykonałaś już rytuał czy raczej jesteś niewierząca? — wskazał jej głową stragan kowenu z koszulkami, gdy wchodzili na podwyższenie, aby zapoznać się z ofertą jarmarku. Najpierw dla ciała, później dla ducha, a na koniec dla sumienia, wpłacić trochę galeonów na biedne sierotki. Czy coś. Właściwie nie wiedział, czy kapłani matki zbierają na jakiś szczytny cel, czy nie. Nie pamiętał, czy rozmawiał z Verą kiedykolwiek o religii, ale mieli Lammas, więc nieco go natchnęło. Wcześniej był zajęty zdecydowanie czymś innym, niż rozmowy teologiczne.
Sukces!
Korzystanie z Przewagi: Chcę skorzystać z przewagi Czasozmieniacz i sprawdzić, czy Lammas będzie bezpieczne przez najbliższe 8 godzin. Jeśli ma się pojawić drugi Morpheus, z przyszłości, da mu karteczkę z informacją i zniknie, zanim ktoś zauważy podobieństwo i będzie miał na głowie "hijab" odwróconego rewersem szala, aby nie wydać swojego klona.