27.05.2024, 00:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 00:54 przez Norvel Twonk.)
Geraldine szybko przekonała się, że woda była sprzymierzeńcem trytonki. Humanoidalna istota zwinnie odwinęła się przed jej atakami. Machnięciem ogona oddaliła na bezpieczną odległość, kolejnym machnięciem zbliżyła się z powrotem. Gdyby nie wyraz jej twarzy, miotające nienawiścią spojrzenie i rząd ostrych jak brzytwy zębów, mogłoby się wydawać, że właściwie droczyła się z łowczynią potworów.
Ale nie droczyła się, a zwyczajnie próbowała zmęczyć Geraldine. Być może była tylko trytonem, ale jako tryton dobrze wiedziała, że ludzka istota potrzebowała do życia tlenu i jej płuca nie były przystosowane do oddychania pod wodą. Przyśpieszyła, podpływając za plecy Yaxley.
Nurkujący z powrotem Esme zobaczył aż nazbyt dobrze, to co Geraldine poczuła boleśnie. Trytonka wytrąciła jej nóż z ręki a potem wgryzła się w bark, objęła błoniastą ręką w pasie i pociągnęła Yaxleyównę w dół, ku dnu jeziora. W porównaniu z obydwiema, opadający nóż wydawał się niemal nieruchomy, niepotrzebny i pozostawiony sam sobie.
Ból w barku i uścisk w pasie nie okazały jedynymi problemami Geraldine. Nie dość, że jej przeciwniczka była w tym momencie górą to czarownica poczuła, że jeszcze moment i zacznie jej brakować powietrza w płucach.
W dodatku powierzchnia i upragniony tlen oddalały się w zastrzaszającym tempie. Szybko także do Geraldine dotarło, gdzie właściwie ciągnęła ją trytonka. Przed jej oczami, coraz wyraźniej wyłaniał się dziwaczny budynek. Trochę przypominał sporej wielkości grzyb z ogromnym, wytworzonym z ludzkiego śmiecia kapeluszem, trochę pień jakiegoś powykręcanego, gigantycznego drzewa. Porastały go fluorescencyjne rośliny, przez co Yaxley widziała przynajmniej kilka wejść do środka.
Esme za to zrozumiał, że w jakiś sposób budynek ten został połączony z wyspą, na której całkiem niedawno się znajdowali.
@Geraldine Yaxley @Esmé Rowle
Ale nie droczyła się, a zwyczajnie próbowała zmęczyć Geraldine. Być może była tylko trytonem, ale jako tryton dobrze wiedziała, że ludzka istota potrzebowała do życia tlenu i jej płuca nie były przystosowane do oddychania pod wodą. Przyśpieszyła, podpływając za plecy Yaxley.
Nurkujący z powrotem Esme zobaczył aż nazbyt dobrze, to co Geraldine poczuła boleśnie. Trytonka wytrąciła jej nóż z ręki a potem wgryzła się w bark, objęła błoniastą ręką w pasie i pociągnęła Yaxleyównę w dół, ku dnu jeziora. W porównaniu z obydwiema, opadający nóż wydawał się niemal nieruchomy, niepotrzebny i pozostawiony sam sobie.
Ból w barku i uścisk w pasie nie okazały jedynymi problemami Geraldine. Nie dość, że jej przeciwniczka była w tym momencie górą to czarownica poczuła, że jeszcze moment i zacznie jej brakować powietrza w płucach.
W dodatku powierzchnia i upragniony tlen oddalały się w zastrzaszającym tempie. Szybko także do Geraldine dotarło, gdzie właściwie ciągnęła ją trytonka. Przed jej oczami, coraz wyraźniej wyłaniał się dziwaczny budynek. Trochę przypominał sporej wielkości grzyb z ogromnym, wytworzonym z ludzkiego śmiecia kapeluszem, trochę pień jakiegoś powykręcanego, gigantycznego drzewa. Porastały go fluorescencyjne rośliny, przez co Yaxley widziała przynajmniej kilka wejść do środka.
Esme za to zrozumiał, że w jakiś sposób budynek ten został połączony z wyspą, na której całkiem niedawno się znajdowali.
@Geraldine Yaxley @Esmé Rowle
Czas na odpis do 29.05, godz. 21.00