24.05.2024, 22:08 ✶
Flynn na moment zacisnął oczy. Miłość była łatwa, kiedy ograniczała się do wmuszania w siebie posiłków, seksu i romantycznych gestów - nietrudno było domyślić się, z których rzeczy czerpał najwięcej przyjemności i dlaczego. Położenie ręki na jego zaciśniętych pięściach - to jeszcze był romantyczny gest, ale te słowa? Jak zakwalifikować te słowa? Czy perspektywa wspólnej śmierci była romantyczna, czy to było już coś więcej... lub mniej?
Przecież to on miał się dla nich poświęcać.
Wredny, samolubny idiota, co miał iść ze sobą skończyć, nawiedził spokój tej rodziny drugi raz, zabierając im serce najważniejszej dla nich osoby - centrum tego wszystkiego. Jakby nie mógł rozkochać w sobie kogoś żyjącego na uboczu. Zabrał im jego serce, sporą porcję ich uwagi, teraz miał (być może) zabrać jego życie. Nie chciał zapisywać się w tej sposób na kartach historii Fantasmagorii, ale nie chciał też być puszczonym przez tę dłoń.
- Mówisz to na serio? - Otworzył wreszcie oczy, a te okazały się zeszklone, choć nie polały się z nich łzy, ani nie miał tej swojej charakterystycznej miny mówiącej, że się poddał. - Czy takie to ma być małżeństwo jak to z Elaine? - Na niby. - Wyszedłbyś za szuję, co nie umie mówić prawdy, co nie umie być ci wierna? Co ci przysparza więcej kłopotów niż radości? - Degradował się znów, ale to, co mówił wypowiadał z nadzieją. Gdyby dało się ich dwójkę zacisnąć w garści i nie puścić, zasypiałby codziennie spokojny. Pierścionek na palcu nie gwarantował nikomu dobrego zakończenia, ale był już jakąś obietnicą - był próbą i... Tak, zgłupiał już zupełnie. Trochę przez samą wrodzoną upierdliwość, trochę przez to jak był skrzywdzony. Jak nikt inny rozumiał kobiety łapiące facetów na dziecko.
Przytulił się do niego znów, nie zadzierał już głowy. Otarł wilgotne rzęsy materiałem własnej koszulki, którą podniósł do góry. Tak naprawdę, to małżeństwa nie miały sensu. One też się rozpadały, choćby i ludzie obiecali sobie miłość i wierność w zdrowiu i chorobie naprzeciw ołtarza z podobiznami bogów, w których faktycznie wierzyli - potrafili zniszczyć to nawet lepiej, sprawniej i szybciej niż on. A on miał niesamowity talent do niszczenia tego, na czym mu prawdziwie zależało.
Przecież to on miał się dla nich poświęcać.
Wredny, samolubny idiota, co miał iść ze sobą skończyć, nawiedził spokój tej rodziny drugi raz, zabierając im serce najważniejszej dla nich osoby - centrum tego wszystkiego. Jakby nie mógł rozkochać w sobie kogoś żyjącego na uboczu. Zabrał im jego serce, sporą porcję ich uwagi, teraz miał (być może) zabrać jego życie. Nie chciał zapisywać się w tej sposób na kartach historii Fantasmagorii, ale nie chciał też być puszczonym przez tę dłoń.
- Mówisz to na serio? - Otworzył wreszcie oczy, a te okazały się zeszklone, choć nie polały się z nich łzy, ani nie miał tej swojej charakterystycznej miny mówiącej, że się poddał. - Czy takie to ma być małżeństwo jak to z Elaine? - Na niby. - Wyszedłbyś za szuję, co nie umie mówić prawdy, co nie umie być ci wierna? Co ci przysparza więcej kłopotów niż radości? - Degradował się znów, ale to, co mówił wypowiadał z nadzieją. Gdyby dało się ich dwójkę zacisnąć w garści i nie puścić, zasypiałby codziennie spokojny. Pierścionek na palcu nie gwarantował nikomu dobrego zakończenia, ale był już jakąś obietnicą - był próbą i... Tak, zgłupiał już zupełnie. Trochę przez samą wrodzoną upierdliwość, trochę przez to jak był skrzywdzony. Jak nikt inny rozumiał kobiety łapiące facetów na dziecko.
Przytulił się do niego znów, nie zadzierał już głowy. Otarł wilgotne rzęsy materiałem własnej koszulki, którą podniósł do góry. Tak naprawdę, to małżeństwa nie miały sensu. One też się rozpadały, choćby i ludzie obiecali sobie miłość i wierność w zdrowiu i chorobie naprzeciw ołtarza z podobiznami bogów, w których faktycznie wierzyli - potrafili zniszczyć to nawet lepiej, sprawniej i szybciej niż on. A on miał niesamowity talent do niszczenia tego, na czym mu prawdziwie zależało.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.