Po raz pierwszy od kilku dni poczuł jak jego ramiona rozluźniają się. Nie był na żadnej ukrytej wyspie i nie próbował nadziać samego siebie na magiczny nóż. Wizja była koszmarem, ułudą, a jego Komnata nadal lśniła pięknym blaskiem tysięcy przepowiedni. Na jego dłoni nie było blizny po bolesnym rozcięciu, bo ono nigdy się nie wydarzyło. Koszmary poprzedniej nocy, które go nawiedzały, odkształcają rzeczywistość, dobiły jego samopoczucie. Dobrze było mieć Pottera pod ręką, aby usunął najgorsze objawy niedyspozycji. Przejdź przez lustro. Zaczął się wzdrygać na ich widok.
— Pozostając na chwilę przy tej Atenie w hallu i twoim pięknie, Charlie, co sądzisz o użyczeniu jej swojego profilu? — zapytał, siadając wygodnie na jednej z miękkich otoman, przygotowanych w celu celebracji i przyjęcia na wpół leżąco. Żeby zjeść jednak zasiadł prosto, zakładając nogę na nogę. Już nie nosił czerni, ale lniane, luźne spodnie miały kolor wypłowiałego beżu, idealne na mugolskie jachty. Wbił widelczyk w ciasto, nie przejmując się tym, że dokonuje desakracji pięknego dzieła sztuki cukierniczej.
Oczywiście, że smak był takim samym dziełem sztuki, jak kolor, ciasto nasączone szampanem, frużelina ze smoczego owoca dająca kwasku i chrupiącej tekstury przez pestki, skomplikowane aromaty zmieszane z ciężką śmietaną i... Och, cukier.
— Ależ pyszne — wydał z siebie nie przyzwoicie Morpheus, prawie wywracając oczy do środka czaszki w inscenizacji dramatycznej tego, jakie to było wspaniałe. Spłukał słodycz winem, którego cierpki aromat tylko pomógł w cudowności tej ekscesywnej radości dla kubków smakowych. Będzie tego żałował, ale to był problemy jutrzejszego Morpheusa. — W przyszłym roku wybierz młode wino, żebyśmy zapomnieli o naszej metryce.
Słuchał opowieści Jonathana i Anthony'ego na temat przyjęcia powitalnego dla sąsiadów oraz przyjaciół i znajomych czyli połowy magicznej społeczności, biorąc pod uwagę kogo wypada zaprosić oraz bardzo szerokie grono znajomych Longbottoma. Oczy mu się zaświeciły na te propozycje, chociaż musiał oczywiście trochę zgasić ich zapał, dla dobra swojej kieszeni.
— Szkoda, że nie mam damy... Albo dama serca, aby użyczyli mi wstążki na tę okazję. Lottie nie będę męczyć, ale was może... I tak nikt nie zauważy różnicy, tacy ładni jesteście.