23.05.2024, 13:50 ✶
Trudno było nie zgodzić się z uwagą Sebastiana: las naprawdę zbyt szybko powściągnął swoje zapędy i Peregrinus nie musiał długo czekać, aby przekonać się czemu.
Pukanie z tyłu głowy, początkowo potęgujące z każdym dźwiękiem zdenerwowanie Trelawneya, przerodziło się stopniowo w jego głowie w rytmiczną, upiorną kołysankę. Nim się obejrzał, zniknęły krzyki, dym, śmiercionośna roślinność. W tym nowym lesie ona sama poniosła śmierć: martwe wyjałowione podłoże dawało gwarancję, że nie wystrzelą z niego agresywne pędy, ogołocone gałęzie drzew sprawiały wrażenie, jakby rychlej złamały się, niż sięgnęły gibko ku intruzom.
Limbo zamajaczyło Trelawneyowi pokusą ucieczki z leśnej pułapki, w której miotali się jeszcze chwilę temu. Jego półprzezroczysta sylwetka tak łatwo rozmyłaby się w gęstych oparach. Gdyby tylko zanurzyć się w to mleczne kłębowisko, pójść naprzód, sycąc się grobowym spokojem.
Fascynacja zdominowała odczucia czarodzieja, który wiódł dookoła oczami urzeczony. Nie stracił jednak do reszty rozsądku, urzeczenie było ulotne, rozwiało się z łatwością, gdy usłyszał głos Sebastiana. Głos przypominający, że na tym ponurym cmentarzysku prawdopodobnie czekałby ich niewyobrażalnie gorszy los niż to, co zgotować im zamierzało rzeczywiste Windermere.
— Niesamowite — wyszeptał z podziwem, nie entuzjastycznym, a trwożnym.
Nigdy nie spotkał w Limbo drugiej żyjącej osoby, to była zupełna nowość w jego doświadczeniu. Nie było mu jednak dane dłużej obcować z ową nowością: Limbo przeminęło równie niepostrzeżenie, jak się pojawiło, pozostawiając po sobie echo szlochu, które szybko zmył zamęt panujący w prawdziwym świecie.
W głowie wróżbity wykiełkowało od razu pytanie: ujrzeli Limbo z woli Windermere czy wbrew niej?
Wybity widzeniem z rytmu własnej paniki Peregrinus obserwował przez chwilę tępo poczynania Brenny, nim oprzytomniał i przypomniał sobie, że jemu również zależało przecież na przejściu na drugą stronę. Z innych zgoła powodów niż jej — dla niego druga strona oferowała korzystniejsze warianty ewakuacji — ale wciąż. Choć… widzenie rozbudziło w nim na nowo wcześniejszą ciekawość, którą stłumiły ataki i ogień. Sam już nie był pewien, jaką podjąłby decyzję, gdyby miał wybór ”zostać czy uciekać”, toteż zaakceptował bez szemrania swój brak wyboru: perspektywę poszukiwania czaszki.
— Mieliśmy mapę terenu, prowadzącą również do ruin — odpowiedział Brennie i spojrzał na swoje ręce, jakby spodziewał się tam ujrzeć rzeczony przedmiot, lecz w jego dłoni tkwiła tylko różdżka. — Ostatni raz widziałem ją u Isaaka. — Przeniósł spojrzenie na Sebastiana. Zawsze była szansa, że wymienili się z Bagshotem mapą przy recepcji i umknęło to uwadze Trelawneya.
@Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan
Pukanie z tyłu głowy, początkowo potęgujące z każdym dźwiękiem zdenerwowanie Trelawneya, przerodziło się stopniowo w jego głowie w rytmiczną, upiorną kołysankę. Nim się obejrzał, zniknęły krzyki, dym, śmiercionośna roślinność. W tym nowym lesie ona sama poniosła śmierć: martwe wyjałowione podłoże dawało gwarancję, że nie wystrzelą z niego agresywne pędy, ogołocone gałęzie drzew sprawiały wrażenie, jakby rychlej złamały się, niż sięgnęły gibko ku intruzom.
Limbo zamajaczyło Trelawneyowi pokusą ucieczki z leśnej pułapki, w której miotali się jeszcze chwilę temu. Jego półprzezroczysta sylwetka tak łatwo rozmyłaby się w gęstych oparach. Gdyby tylko zanurzyć się w to mleczne kłębowisko, pójść naprzód, sycąc się grobowym spokojem.
Fascynacja zdominowała odczucia czarodzieja, który wiódł dookoła oczami urzeczony. Nie stracił jednak do reszty rozsądku, urzeczenie było ulotne, rozwiało się z łatwością, gdy usłyszał głos Sebastiana. Głos przypominający, że na tym ponurym cmentarzysku prawdopodobnie czekałby ich niewyobrażalnie gorszy los niż to, co zgotować im zamierzało rzeczywiste Windermere.
— Niesamowite — wyszeptał z podziwem, nie entuzjastycznym, a trwożnym.
Nigdy nie spotkał w Limbo drugiej żyjącej osoby, to była zupełna nowość w jego doświadczeniu. Nie było mu jednak dane dłużej obcować z ową nowością: Limbo przeminęło równie niepostrzeżenie, jak się pojawiło, pozostawiając po sobie echo szlochu, które szybko zmył zamęt panujący w prawdziwym świecie.
W głowie wróżbity wykiełkowało od razu pytanie: ujrzeli Limbo z woli Windermere czy wbrew niej?
Wybity widzeniem z rytmu własnej paniki Peregrinus obserwował przez chwilę tępo poczynania Brenny, nim oprzytomniał i przypomniał sobie, że jemu również zależało przecież na przejściu na drugą stronę. Z innych zgoła powodów niż jej — dla niego druga strona oferowała korzystniejsze warianty ewakuacji — ale wciąż. Choć… widzenie rozbudziło w nim na nowo wcześniejszą ciekawość, którą stłumiły ataki i ogień. Sam już nie był pewien, jaką podjąłby decyzję, gdyby miał wybór ”zostać czy uciekać”, toteż zaakceptował bez szemrania swój brak wyboru: perspektywę poszukiwania czaszki.
— Mieliśmy mapę terenu, prowadzącą również do ruin — odpowiedział Brennie i spojrzał na swoje ręce, jakby spodziewał się tam ujrzeć rzeczony przedmiot, lecz w jego dłoni tkwiła tylko różdżka. — Ostatni raz widziałem ją u Isaaka. — Przeniósł spojrzenie na Sebastiana. Zawsze była szansa, że wymienili się z Bagshotem mapą przy recepcji i umknęło to uwadze Trelawneya.
@Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie