22.05.2024, 20:50 ✶
Rodolphus przelotnie zerknął na Atreusa, który polecił im, by nie dali się zabić. Cudowna rada, sam przecież na to by nie wpadł, prawda? Kusiło jakoś odpowiedzieć, ale sytuacja zaczynała wyglądać na tyle poważnie, że ugryzł się w język. Pozwolił, by pierwszy wszedł Atreus, a drugi Nicholas. Podobnie jak ten drugi, Lestrange musiał się pochylić i to dość mocno, bo przecież byli praktycznie tego samego wzrostu. Zanim jednak wszedł w ciemność, odpalił niezawodne lumos, które w tym przypadku wydawało się absolutną koniecznością.
Tunel nie był zbyt szeroki, ale na tyle, by nie musieli się przeciskać bokiem. Mieli jednak wrażenie, jakby właśnie przestąpili do bram innego świata. Świata, który nie był tak przyjazny, jak ten realny. Duchota i ciasnota sprawiała, że miało się wrażenie, że kamienne ściany zaraz zaczną się zaciskać, miażdżąc im kości. Gdy zwolnili, upewnili się, że to było tylko takie wrażenie - naturalne, odruchowe i ludzkie, gdy nad głową spoczywa ci kilkadziesiąt ton skał. Bo im dłużej szli, tym korytarz bardziej prowadził w dół.
Jeżeli Atreus zdecydował się obrócić, to mógł dostrzec aurę Lestrange, lecz tylko w ograniczonym stopniu - wyglądało na to, że było tam dużo... ciemności i jasna czerwień, przypominająca tę, która pojawia się na skórze przy pierwszym płytkim przecięciu. Ale czy to było wszystko? Najpewniej nie, łatwiej by było, gdyby stali naprzeciwko, a nie pomiędzy Nicholasem, którego aury nie dostrzegał wcale, a który na dodatek swoim ciałem blokował praktycznie całego drugiego Niewymownego. No i trzeba było się skupić, bo to nie był korytarzyk w pierwszej lepszej posiadłości. To był naturalny, kamienny korytarz, który nie powstał przy pomocy ludzkich rąk. Był kręty, miał pełno kamieni z ostrymi krawędziami, na które musieli uważać - zarówno po to, by nie zadrapać się z boku, jak i z góry nie uderzyć w kant, co mogłoby zakończyć dramatycznie całą tę wycieczkę. A przecież zabawa dopiero się rozpoczynała.
Mogłoby się wydawać, że korytarz nie miał końca. Było tu okropnie duszno - pachniało ziemią i pleśnią, a także skałami. Jeżeli ktokolwiek się zastanawiał, czy skały miały zapach, to owszem: miały. Charakterystyczna woń sprawiała, że ciężko było oddychać, aczkolwiek nie na tyle, by mieli z tym większe trudności lub łapali zadyszkę. Czuli jednak, że im dłużej idą, tym robi się zimniej. Najpierw był to tylko lekki chłód, a potem... Potem już zaczęli go odczuwać wyjątkowo dotkliwie, a przynajmniej Nicholas i Rodolphus, bo Atreus cóż - sam był jak sopel lodu.
Nie minęło nawet kilka minut, gdy korytarz zaczął się rozszerzać, jakby za chwilę mieli przejść do jakiejś naturalnej groty. Wtedy jednak cała trójka poczuła, że coś jest ewidentnie nie tak.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Tunel nie był zbyt szeroki, ale na tyle, by nie musieli się przeciskać bokiem. Mieli jednak wrażenie, jakby właśnie przestąpili do bram innego świata. Świata, który nie był tak przyjazny, jak ten realny. Duchota i ciasnota sprawiała, że miało się wrażenie, że kamienne ściany zaraz zaczną się zaciskać, miażdżąc im kości. Gdy zwolnili, upewnili się, że to było tylko takie wrażenie - naturalne, odruchowe i ludzkie, gdy nad głową spoczywa ci kilkadziesiąt ton skał. Bo im dłużej szli, tym korytarz bardziej prowadził w dół.
Jeżeli Atreus zdecydował się obrócić, to mógł dostrzec aurę Lestrange, lecz tylko w ograniczonym stopniu - wyglądało na to, że było tam dużo... ciemności i jasna czerwień, przypominająca tę, która pojawia się na skórze przy pierwszym płytkim przecięciu. Ale czy to było wszystko? Najpewniej nie, łatwiej by było, gdyby stali naprzeciwko, a nie pomiędzy Nicholasem, którego aury nie dostrzegał wcale, a który na dodatek swoim ciałem blokował praktycznie całego drugiego Niewymownego. No i trzeba było się skupić, bo to nie był korytarzyk w pierwszej lepszej posiadłości. To był naturalny, kamienny korytarz, który nie powstał przy pomocy ludzkich rąk. Był kręty, miał pełno kamieni z ostrymi krawędziami, na które musieli uważać - zarówno po to, by nie zadrapać się z boku, jak i z góry nie uderzyć w kant, co mogłoby zakończyć dramatycznie całą tę wycieczkę. A przecież zabawa dopiero się rozpoczynała.
Mogłoby się wydawać, że korytarz nie miał końca. Było tu okropnie duszno - pachniało ziemią i pleśnią, a także skałami. Jeżeli ktokolwiek się zastanawiał, czy skały miały zapach, to owszem: miały. Charakterystyczna woń sprawiała, że ciężko było oddychać, aczkolwiek nie na tyle, by mieli z tym większe trudności lub łapali zadyszkę. Czuli jednak, że im dłużej idą, tym robi się zimniej. Najpierw był to tylko lekki chłód, a potem... Potem już zaczęli go odczuwać wyjątkowo dotkliwie, a przynajmniej Nicholas i Rodolphus, bo Atreus cóż - sam był jak sopel lodu.
Nie minęło nawet kilka minut, gdy korytarz zaczął się rozszerzać, jakby za chwilę mieli przejść do jakiejś naturalnej groty. Wtedy jednak cała trójka poczuła, że coś jest ewidentnie nie tak.
Rzut 1d3 - 2
Rzućcie proszę 1d3 na efekt - Nicholas z racji oklumencji najpierw niech rzuci na nią, jeśli wyjdzie sukces to nie musi rzucać, jak porażka niech rzuci.