21.05.2024, 22:11 ✶
Nie trafił na kogoś skomplikowanego wbrew pozorom i wbrew rodzinie, z której się wywodziła. Hjalmar był wszystkim, czego potrzebowała do szczęścia i zdrowia w życiu codziennym, a gdy ubierał koszulę, cóż, wtedy miał ją owiniętą dookoła palca, tylko nie bardzo zdawał się o tym wiedzieć. Każde z nich opiekowało się drugim na swój sposób i niezależnie od tego, jak mogła postrzegać to reszta świata, im było po prostu ze sobą dobrze. Docierali się przecież od lat. No i przede wszystkim, spadł jej z nieba-no, może z sosny, ale tak czy siak, nie było to po prostu przeznaczenie?
- O nie, nie.. Od naszej pierwszej Lithy Niedźwiadku, zdobyłam trochę kondycji. - stwierdziła dość dumnie, niemalże machając przy tym palcem. Wciąż jednak się uśmiechała, spoglądając na niego pogodnie i wesoło. Nawet jeśli chora, to nadal dobrze było móc spędzić z nim te kilka dni, a nie samej w mieszkaniu w Londynie. Wciąż się tak uroczo zawstydzał, zamiast się przyzwyczaić i niby jak ona miała nie nazywać go uroczym, pomimo wzrostu i szerokich ramion? Westchnęła miękko kolejny raz, kręcąc głową do własnych myśli, a palcami przeczesując kaskady brązowych włosów, zgarnęła je do tyłu. - Nie o taki deser mi chodziło, ale to może później Ci dokładniej wytłumaczę. - miała niewinną minę, ale w tęczówkach błyszczały figlarne i zapewne odrobinę nieprzyzwoite iskierki, ba, nawet puściła mu oczko. Ta jego niewinność zupełnie nie zgrywała się z tym jego wyglądem brutalnego wojownika. Nie miała niestety teraz czasu dłużej nad słodyczą swojego Miśka kontemplować, bo nie mogło być tak, że on będzie odstrojony w garnitur, a ona będzie tkwiła w piżamie i w potarganych włosach, jakby dostała zaklęciem porażającym. Nawet usłyszała w głowie karcący komentarz matki na ten stan rzeczy, o zgrozo. Ze względną gracją wstała, kręcąc głową z uporem. - Absolutnie nie może tak zostać.
Czy kiedykolwiek uważała go za bestie? Nie. Miał w sobie więcej dobroci i człowieczeństwa, niż większość ludzi, których miała okazję w życiu spotkać. Sam się ograniczał, głównie z obawy przed tym, że mógłby kogoś skrzywdzić i nawet jeśli w pewnych momentach było to uzasadnione, bo miał temperament. ale nadal nie był to na tyle mocny powód, aby aż tak się odcinać. Tyle tracił z życia! Pandora czuła, że jej życiową misją jest wynagrodzenie mu wszystkich tych lat, które w ten sposób w pewnym stopniu zmarnował. Pożegnała go buziakiem w powietrzu i pobiegła się przygotować, zastanawiając się już, jak powinna uczesać włosy, chociaż doskonale pamiętała, jak najbardziej mu się podobało.
Na szczęście w całej palecie swoich wad nie miała flegmatyzmu i długiego szykowania się jak większość kobiet. Nie minęła dłuższa chwila, a dość ostrożnie pokonywała kolejne stopnie w szpilkach i długiej sukni, nie chcąc się przypadkiem wywrócić. Dawno nie chodziła w wysokich butach, wciąż była trochę osłabiona i brakowałoby tylko w tym spektakularnym wejściu tego, żeby spadła z tych nieszczęsnych schodów. Na jego słowa policzki spłynęły jej rumieńcem, oczy zabłyszczały radośnie — zwykle ignorowała komplementy, ale on umiał doprowadzić ją do palpitacji serca w kilku prostych słowach. I tak kolejny raz miał ją w garści.
- Panie Nordgersim, nie mogłabym takiemu gentlemanowi jak Pan kazać czekać minuty dłużej. Jeszcze by mi Pana ukradli. - stwierdziła całkiem poważnie, ciężko pracując nad tym, aby przypadkiem się nie roześmiać. Zadarła nawet nieco podbródek, aby nadać nutę dramatyzmu, tak robiła zwykle jej mama. Poczuła się pewniej na równej podłodze, mogła też puścić materiał trzymany na schodach w palcach i sukienka rozlała się zalotnie, kołysząc na ciele. Spojrzała na niego z zadowoleniem, bo dzięki butom, nie był aż tyle niższa, ale i z wyczekiwaniem na wspomnianego wcześniej buziaka. Nie mogła powstrzymać cichego mruknięcia zadowolenia, gdy ją całował — zdecydowanie za krótko, ale później sobie odbierze w ramach deseru — i objęcia go w pasie tak, jakby nie chciała wcale, żeby się odsuwał. Jakim sposobem pomimo upływu czasu, gdy ją całował, serce wciąż uderzało jej tak szybko, zupełnie, jakby to był ich pierwszy pocałunek? Przezywany po tysiąckroć! Uniosła powieki, dopiero gdy poczuła jego nos na swoim i mruknęła cicho, zerkając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs. Prawda była taka, że rozpieszczał ją, jak dziadowski bicz — bardziej, niż te wszystkie galeony, do których miała dostęp. - Coś mi się obiło o uszy, faktycznie. Wiesz, że o tym samym dziś pomyślałam, jak Cię zobaczyłam w tym garniturze? O tej sośnie czy to było.
Na jego słowa o deserze roześmiała się, unosząc dłoń. Palcami delikatnie przesunęła po jego policzku, przekręcając głowę na bok. Pasma włosów opadły jej na ramię, biżuteria zatańczyła na ciemnej skórze, kontrastując z sukienką. - Ty jesteś wystarczająco słodki, żeby być deserem. I nie jestem pewna, czy coś Cię przed tym strasznym losem dziś uratuje.
Nie mogła umknąć jego uwadze kokieteria jej w głosie. Naprawdę, Merlin doskonale ich zgrał, bo jedno wyrównywało charakter drugiego i tam, gdzie Niedźwiadek się wstydził, Pandora była odważna. Niechętnie go puściła, prychając cicho na taktyczną ucieczkę do zupy i odprowadziła go wzrokiem, uśmiechając się pod nosem. Miała naprawdę szczęście. I mógł być pewien, prędzej zrezygnowałaby z nazwiska i pozycji, niż z niego. Czasem w życiu spotykało się takie osoby, które były niczym zaginiona połówka duszy.
- Jak sobie Pan życzy. - wyjątkowo grzecznie skłoniła się i ruszyła w stronę krzesła, które odsunął. Usiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę. Niewiele osób umiało ją temperować, ale Hjalmar sprawiał, że czasem była wręcz nieprzyzwoicie uległa. Ułożyła dłonie na kolanach niczym prawdziwa dama, wciąż wędrując za nim wzrokiem. - Dawno nie mieliśmy randki, miałeś doskonały pomysł. - stwierdziła łagodnie, posyłając mu kolejny dzisiejszego wieczoru uśmiech. Wciąż była trochę słaba, ale emocje i podekscytowanie robiły swoje, podobnie, jak odrobina eliksiru pieprzowego od Rudej, który dostali kilka godzin wcześniej.
- O nie, nie.. Od naszej pierwszej Lithy Niedźwiadku, zdobyłam trochę kondycji. - stwierdziła dość dumnie, niemalże machając przy tym palcem. Wciąż jednak się uśmiechała, spoglądając na niego pogodnie i wesoło. Nawet jeśli chora, to nadal dobrze było móc spędzić z nim te kilka dni, a nie samej w mieszkaniu w Londynie. Wciąż się tak uroczo zawstydzał, zamiast się przyzwyczaić i niby jak ona miała nie nazywać go uroczym, pomimo wzrostu i szerokich ramion? Westchnęła miękko kolejny raz, kręcąc głową do własnych myśli, a palcami przeczesując kaskady brązowych włosów, zgarnęła je do tyłu. - Nie o taki deser mi chodziło, ale to może później Ci dokładniej wytłumaczę. - miała niewinną minę, ale w tęczówkach błyszczały figlarne i zapewne odrobinę nieprzyzwoite iskierki, ba, nawet puściła mu oczko. Ta jego niewinność zupełnie nie zgrywała się z tym jego wyglądem brutalnego wojownika. Nie miała niestety teraz czasu dłużej nad słodyczą swojego Miśka kontemplować, bo nie mogło być tak, że on będzie odstrojony w garnitur, a ona będzie tkwiła w piżamie i w potarganych włosach, jakby dostała zaklęciem porażającym. Nawet usłyszała w głowie karcący komentarz matki na ten stan rzeczy, o zgrozo. Ze względną gracją wstała, kręcąc głową z uporem. - Absolutnie nie może tak zostać.
Czy kiedykolwiek uważała go za bestie? Nie. Miał w sobie więcej dobroci i człowieczeństwa, niż większość ludzi, których miała okazję w życiu spotkać. Sam się ograniczał, głównie z obawy przed tym, że mógłby kogoś skrzywdzić i nawet jeśli w pewnych momentach było to uzasadnione, bo miał temperament. ale nadal nie był to na tyle mocny powód, aby aż tak się odcinać. Tyle tracił z życia! Pandora czuła, że jej życiową misją jest wynagrodzenie mu wszystkich tych lat, które w ten sposób w pewnym stopniu zmarnował. Pożegnała go buziakiem w powietrzu i pobiegła się przygotować, zastanawiając się już, jak powinna uczesać włosy, chociaż doskonale pamiętała, jak najbardziej mu się podobało.
Na szczęście w całej palecie swoich wad nie miała flegmatyzmu i długiego szykowania się jak większość kobiet. Nie minęła dłuższa chwila, a dość ostrożnie pokonywała kolejne stopnie w szpilkach i długiej sukni, nie chcąc się przypadkiem wywrócić. Dawno nie chodziła w wysokich butach, wciąż była trochę osłabiona i brakowałoby tylko w tym spektakularnym wejściu tego, żeby spadła z tych nieszczęsnych schodów. Na jego słowa policzki spłynęły jej rumieńcem, oczy zabłyszczały radośnie — zwykle ignorowała komplementy, ale on umiał doprowadzić ją do palpitacji serca w kilku prostych słowach. I tak kolejny raz miał ją w garści.
- Panie Nordgersim, nie mogłabym takiemu gentlemanowi jak Pan kazać czekać minuty dłużej. Jeszcze by mi Pana ukradli. - stwierdziła całkiem poważnie, ciężko pracując nad tym, aby przypadkiem się nie roześmiać. Zadarła nawet nieco podbródek, aby nadać nutę dramatyzmu, tak robiła zwykle jej mama. Poczuła się pewniej na równej podłodze, mogła też puścić materiał trzymany na schodach w palcach i sukienka rozlała się zalotnie, kołysząc na ciele. Spojrzała na niego z zadowoleniem, bo dzięki butom, nie był aż tyle niższa, ale i z wyczekiwaniem na wspomnianego wcześniej buziaka. Nie mogła powstrzymać cichego mruknięcia zadowolenia, gdy ją całował — zdecydowanie za krótko, ale później sobie odbierze w ramach deseru — i objęcia go w pasie tak, jakby nie chciała wcale, żeby się odsuwał. Jakim sposobem pomimo upływu czasu, gdy ją całował, serce wciąż uderzało jej tak szybko, zupełnie, jakby to był ich pierwszy pocałunek? Przezywany po tysiąckroć! Uniosła powieki, dopiero gdy poczuła jego nos na swoim i mruknęła cicho, zerkając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs. Prawda była taka, że rozpieszczał ją, jak dziadowski bicz — bardziej, niż te wszystkie galeony, do których miała dostęp. - Coś mi się obiło o uszy, faktycznie. Wiesz, że o tym samym dziś pomyślałam, jak Cię zobaczyłam w tym garniturze? O tej sośnie czy to było.
Na jego słowa o deserze roześmiała się, unosząc dłoń. Palcami delikatnie przesunęła po jego policzku, przekręcając głowę na bok. Pasma włosów opadły jej na ramię, biżuteria zatańczyła na ciemnej skórze, kontrastując z sukienką. - Ty jesteś wystarczająco słodki, żeby być deserem. I nie jestem pewna, czy coś Cię przed tym strasznym losem dziś uratuje.
Nie mogła umknąć jego uwadze kokieteria jej w głosie. Naprawdę, Merlin doskonale ich zgrał, bo jedno wyrównywało charakter drugiego i tam, gdzie Niedźwiadek się wstydził, Pandora była odważna. Niechętnie go puściła, prychając cicho na taktyczną ucieczkę do zupy i odprowadziła go wzrokiem, uśmiechając się pod nosem. Miała naprawdę szczęście. I mógł być pewien, prędzej zrezygnowałaby z nazwiska i pozycji, niż z niego. Czasem w życiu spotykało się takie osoby, które były niczym zaginiona połówka duszy.
- Jak sobie Pan życzy. - wyjątkowo grzecznie skłoniła się i ruszyła w stronę krzesła, które odsunął. Usiadła wygodnie, zakładając nogę na nogę. Niewiele osób umiało ją temperować, ale Hjalmar sprawiał, że czasem była wręcz nieprzyzwoicie uległa. Ułożyła dłonie na kolanach niczym prawdziwa dama, wciąż wędrując za nim wzrokiem. - Dawno nie mieliśmy randki, miałeś doskonały pomysł. - stwierdziła łagodnie, posyłając mu kolejny dzisiejszego wieczoru uśmiech. Wciąż była trochę słaba, ale emocje i podekscytowanie robiły swoje, podobnie, jak odrobina eliksiru pieprzowego od Rudej, który dostali kilka godzin wcześniej.