Nauczył się, że podobne preferencje potrafią przemienić się w kulę u nogi. Utrudnić działania. Ograniczyć dostępne opcje. Na to zaś nie zamierzał pozwolić. Nie zamierzał do czegoś takiego dopuścić. Dlatego też starał się dostosować. Stać się być możliwie najbardziej elastycznym. Nie przychodziło mu to jednak z łatwością, o którą można byłoby podejrzewać człowieka posiadającego sklep na Nokturnie; w tutejszych Podziemnych Ścieżkach. Może to właśnie z tego względu, tak po prawdzie to jednak niekoniecznie pasował do obrazka? Wyróżniał się, niewątpliwie się wyróżniał, pośród wszystkich tych czarodziejów, którzy prowadzili interesy w tym miejscu. Prezencją. Zachowaniem. Porządkiem jaki panował w należącym do niego sklepie. Niby Olibanum wyglądało niczym kolejna obskurna nora, jakich wiele w tej okolicy, ale kiedy poświęcałeś mu nieco więcej uwagi, nagle okazywało się, iż wszystko zorganizowane było tutaj jak należy. Z dbałością o każdy jeden szczegół.
Choć do obrazka nie pasował, przez te wszystkie lata, Robert Mulciber nauczył się po Nokturnie poruszać. Odpowiednio poruszać. Zdołał wywalczyć tutaj dla siebie stałe miejsce. Ugruntować własną pozycje. Do pewnego stopnia zabezpieczyć plecy. Posiadał odpowiednie znajomości. Nawiązał przez lata właściwe kontakty. Nie groziło mu więc to, że nagle stanie się stałym bywalcem w tej okolicy. Obecnie był bowiem jej integralną częścią. Częścią nieodłączną. Choć o tym aspekcie nie wiedzieli wszyscy. Nie była to wiedza, którą określić można było mianem powszechnej. Zwłaszcza, że osobą, którą można było spotkać w Olibanum, był przede wszystkim ciemnowłosy i dużo od niego młodszy Will. Oddany pracownik, który na tej współpracy wychodził nie najgorzej.
Nie z nim, nie z Willem, interesy robili jednak klienci tacy jak Laurent Prewett.
- Mogłoby się nie okazać to najszczęśliwszym pomysłem. – przyznał jasnowłosemu racje, odnośnie pozostawienia jarczuka na zewnątrz. Przed wejściem do lokalu. Choć daleki był od tego, żeby wygłaszać w tym momencie tego rodzaju mądrości, uważał że nawet najlepiej wytresowane stworzenie, czasami mogło wyrwać się spod kontroli. To zaś w najlepszym razie mogło prowadzić do drobnych niedogodności, zaś w najgorszym skutkować katastrofą. Zwłaszcza w takim miejscu jak te. – Może zwyczajnie nie wyglądasz w moich oczach na kogoś, kto kolejnych znajomości poszukuje akurat na Nokturnie. – choć dostrzegał, iż odpowiedź była po części żartobliwa, sam był jednak człowiekiem poważnym. Niezbyt często pozwalającym sobie na to, aby w czyimś towarzystwie się rozluźnić. Opuścić gardę. Odsłonić cokolwiek więcej na swój temat. Na temat tego, jakim człowiek krył się pod wszystkimi tymi warstwami. Dlatego też na ten żart zareagował czymś, co żartem nie było. Raczej uwagą wygłoszoną w oparciu o to, co widział. Co sam dostrzegał, choć niekoniecznie musiało być prawdą.
Mylić się jest rzeczą ludzką i co istotne – coś takiego przytrafia się nawet i ludziom większym od niego.
Skupił się na tym, czego Laurent poszukiwał. Potrzebował. Uważnie słuchał, zastanawiając się nad tym, jak wiele z tego było możliwym do zrealizowania. Im więcej informacji otrzymywał, tym więcej pytań pojawiało się w głowie. A także wątpliwości. Oparł się wygodniej o oparcie wiekowego fotela. Nie śpieszył z tym, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Nie wchodził w słowo. Milczał jeszcze chwilę po tym, jak jasnowłosy chłopak (albo może – młody mężczyzna?) skończył swoją wypowiedź. Umysł pracował. Robert to wszystko powoli analizował.
- Uspokajające kadzidła to najmniejszy problem, wybór mamy szeroki, choć niekoniecznie na stanie znajdziemy te, z których korzystałeś poprzednim razem. – przyznał mu tym samym racje odnośnie tego, że asortyment się zmieniał. Modyfikowane były receptury. Zmieniały się przepisy. Finalnie zyskiwał na tym produkt końcowy. A przynajmniej zyskiwać powinien. – Nie wiem natomiast w jaki sposób rozumieć wrażliwość na kontakt z Limbem i duchami. Potrzebowałbym uzyskać tutaj więcej informacji, jeśli miałbym cokolwiek ze swojej strony zaproponować. – bo i czym miała być ta wrażliwość? W jaki sposób się ona przejawiała? Jak często problem się uaktywniał? W zależności od opisu tej przypadłości, mógłby rozważyć zaproponowanie Laurentowi pewnych silniejszych kadzideł bądź świec uspokajających, oczyszczających, a nawet odpychającym. Tylko czy jakakolwiek opcja miała szansę zadziałać skutecznie? Miał co do tego wątpliwości. A i nie chciał wciskać stałemu klientowi kitu. Okłamywać go odnośnie proponowanego rozwiązania. – Podobnie nie jestem pewien w jaki sposób ograniczyć ten… zew morza. – kontynuował po chwili milczenia. – Zapytam tutaj jednak czy nie wpływają na tą przypadłość może środki uspokajające bądź nawet odurzające? – co miał na myśli? W zasadzie wszystko. Od narkotyków, poprzez alkohol, kończąc na kadzidełkach, z których Laurent korzystał dawniej. Nie zamierzał mu co prawda proponować białego proszku jako lekarstwa na wszystkie problemy, ale jeśli miał on na Prewetta pewien wpływ… cóż, warto było się temu przejrzeć.