21.05.2024, 14:00 ✶
Czyli to musiał być kolejny z genialnych pomysłów panny Mulciber, o którym nie raczyła się podzielić ze światem zanim nie zrobiło się zbyt późno by wszystko odkręcić. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni.
Akurat w tym przypadku w stu procentach podzielała niezadowolenie szwagra. Z każdym kolejnym dniem Sophie udowadniała, że jest tylko dzieckiem - niemądrym, nieodpowiedzialnym, absolutnie nie gotowym do dorosłego życia. Na Merlina, a przecież miała już… już na tyle lat, żeby wiedzieć lepiej!
Dlatego właśnie pokiwała z pełnym poparciem głową na słowa Richarda o “nie branie przykładu z kuzynki”. To nie było zachowanie godne czystokrwistego czarodzieja czy (jeszcze gorzej) czarownicy.
- Twój syn zamawiał.- Odparła szczerze. Ona tu tylko robiła za rodzinną skrytkę bankową.
Nie oponowała jakoś szczególnie, gdy ten uznał, że zapłaci za siebie. Parę knutów by jej nie zbawiło, ale jeśli miała na tym ucierpieć męska Mulciberowa duma - bardzo proszę.
Ostatnie pytanie Charliego trochę wybiło ją z rytmu. Aż musiała się przyjrzeć dzieciakowi dokładniej. Wyczuć klimat rozmowy.
Żart? Nie żart?
Naprawdę nie podejrzewała Charlie’go o to, że przyszłoby mu głosić takie dziwaczne pomysły na poważnie. Spojrzała jednak na jego ojca, przez ułamek sekundy szukając u Richarda jakiejś minimalnej chęci pomocy. Ten jednak bardzo skutecznie odciął się od tematu.
Na żart odpowiada się z reguły żartem.
Lorien uśmiechnęła się do chłopaka, wspierając się lekko ramieniem o bar. Skoro i tak już tu czekali na swoje napoje. Przysunęła się bliżej, jakby planowała zdradzić mu jakiś wielki sekret. I rzeczywiście, następne słowa powiedziała szeptem tak scenicznym, że nie tylko Charlie, ale i Richard musiał je usłyszeć.
- Dokładnie tak było. Tylko Widzisz Charles… Tak naprawdę to na naszą “randkę w ciemno” był zapisany twój ojciec, ale... podstawił brata.
Straty z tego jakiejś wielkiej nie ma.- Pozostało niedopowiedziane, ale mocno zainsynuowane.
Jeśli Richard na nią w tym momencie spojrzał, posłała mu ten swój klasyczny, aż proszący się o problemy uśmiech. Sam był sobie winny jeśli liczył, że Lorien zachowa się co najmniej profesjonalnie i ukróci głupie żarty jego syna.
Poklepała lekko dzieciaka po ramieniu, zostawiając go samego sobie przy barze. Tylko portmonetkę z powrotem zabrała, chowając ją bezpiecznie do wewnętrznej kieszeni szaty. Jeśli chciał posiedzieć w mniej geriatrykowym towarzystwie - jego wola. Ale już za swoje kieszonkowe (tj. wypłatę). Zgarnęła kieliszek, podziękowała barmanowi i ruszyła z powrotem w stronę stolika - akurat korzystając z okazji, że ludzie przepuszczając Richarda, zostawili jej wystarczająco przestrzeni, żeby nie musiała się rozbijać łokciami.
Była wystarczająco blisko, żeby usłyszeć co szwagier mówi do Roberta. Uniosła lekko brwi, czując coś pomiędzy oburzeniem a rozbawieniem. Spychologia w pełnej krasie.
- Twoja żona Robercie… - podkreśliła, dając o sobie znać. Na wszelki wypadek, jakby jej Richard nie zauważył, stojącej tuż obok.-... się na piwach nie zna. I nie próbuje udawać, że się zna. Charles wybierał.- Dodała na koniec.
Co złego to nie ona.
Zajęła miejsce przy stoliku, odstawiając kieliszek z winem na blat. Wystarczająco daleko, żeby nie ryzykować przewrócenia go na swoją jasną, długą szatę. Założyła nogę na nogę, skupiając już uwagę na scenie.
Akurat w tym przypadku w stu procentach podzielała niezadowolenie szwagra. Z każdym kolejnym dniem Sophie udowadniała, że jest tylko dzieckiem - niemądrym, nieodpowiedzialnym, absolutnie nie gotowym do dorosłego życia. Na Merlina, a przecież miała już… już na tyle lat, żeby wiedzieć lepiej!
Dlatego właśnie pokiwała z pełnym poparciem głową na słowa Richarda o “nie branie przykładu z kuzynki”. To nie było zachowanie godne czystokrwistego czarodzieja czy (jeszcze gorzej) czarownicy.
- Twój syn zamawiał.- Odparła szczerze. Ona tu tylko robiła za rodzinną skrytkę bankową.
Nie oponowała jakoś szczególnie, gdy ten uznał, że zapłaci za siebie. Parę knutów by jej nie zbawiło, ale jeśli miała na tym ucierpieć męska Mulciberowa duma - bardzo proszę.
Ostatnie pytanie Charliego trochę wybiło ją z rytmu. Aż musiała się przyjrzeć dzieciakowi dokładniej. Wyczuć klimat rozmowy.
Żart? Nie żart?
Naprawdę nie podejrzewała Charlie’go o to, że przyszłoby mu głosić takie dziwaczne pomysły na poważnie. Spojrzała jednak na jego ojca, przez ułamek sekundy szukając u Richarda jakiejś minimalnej chęci pomocy. Ten jednak bardzo skutecznie odciął się od tematu.
Na żart odpowiada się z reguły żartem.
Lorien uśmiechnęła się do chłopaka, wspierając się lekko ramieniem o bar. Skoro i tak już tu czekali na swoje napoje. Przysunęła się bliżej, jakby planowała zdradzić mu jakiś wielki sekret. I rzeczywiście, następne słowa powiedziała szeptem tak scenicznym, że nie tylko Charlie, ale i Richard musiał je usłyszeć.
- Dokładnie tak było. Tylko Widzisz Charles… Tak naprawdę to na naszą “randkę w ciemno” był zapisany twój ojciec, ale... podstawił brata.
Straty z tego jakiejś wielkiej nie ma.- Pozostało niedopowiedziane, ale mocno zainsynuowane.
Jeśli Richard na nią w tym momencie spojrzał, posłała mu ten swój klasyczny, aż proszący się o problemy uśmiech. Sam był sobie winny jeśli liczył, że Lorien zachowa się co najmniej profesjonalnie i ukróci głupie żarty jego syna.
Poklepała lekko dzieciaka po ramieniu, zostawiając go samego sobie przy barze. Tylko portmonetkę z powrotem zabrała, chowając ją bezpiecznie do wewnętrznej kieszeni szaty. Jeśli chciał posiedzieć w mniej geriatrykowym towarzystwie - jego wola. Ale już za swoje kieszonkowe (tj. wypłatę). Zgarnęła kieliszek, podziękowała barmanowi i ruszyła z powrotem w stronę stolika - akurat korzystając z okazji, że ludzie przepuszczając Richarda, zostawili jej wystarczająco przestrzeni, żeby nie musiała się rozbijać łokciami.
Była wystarczająco blisko, żeby usłyszeć co szwagier mówi do Roberta. Uniosła lekko brwi, czując coś pomiędzy oburzeniem a rozbawieniem. Spychologia w pełnej krasie.
- Twoja żona Robercie… - podkreśliła, dając o sobie znać. Na wszelki wypadek, jakby jej Richard nie zauważył, stojącej tuż obok.-... się na piwach nie zna. I nie próbuje udawać, że się zna. Charles wybierał.- Dodała na koniec.
Co złego to nie ona.
Zajęła miejsce przy stoliku, odstawiając kieliszek z winem na blat. Wystarczająco daleko, żeby nie ryzykować przewrócenia go na swoją jasną, długą szatę. Założyła nogę na nogę, skupiając już uwagę na scenie.