Rytuał na samym początku wcale nie wydawał się być czymś szczególnie kłopotliwym. Cóż, nieco bardziej się o siebie martwili, wyczuwali, gdy druga strona była w niebezpieczeństwie. Tyle, że z czasem zaczęło to być dużo bardziej upierdliwe. To nie tak, że normalnie nie martwiła się o Erika, często zastanawiała się, czy jest bezpieczny, to samo przecież miała z Brenną, Thomasami, Patrickiem, Millie, Alastorem, czy innymi członkami Zakonu Feniksa. Wiedziała, że wiele ryzykują, że ciągle walczą ze złem, do tego większość z nich pracowała w BUMie, czy była aurorami, to niosło dodatkowe niebezpieczeństwo. Tyle, że w przypadku Erika było zupełnie inaczej, kiedy coś się u niego działo odczuwała to z ogromną siłą, nie była w stanie zapanować nad tymi emocjami, to naprawdę nie było przyjemne, a najgorsze, że później się na nim wyładowywała, mimo, że wiedziała, iż nie powinna.
Ostatnio to ona trochę przesadziła, były jednak sytuacje w których także nie potrafiła nad sobą zapanować. Może w jej przypadku nie było to pakowanie się w kłopoty, wręcz przeciwnie, jednak przy tej więzi i miłosne uniesienia potrafiły zaboleć.
Dobrze, że wreszcie udało im się znaleźć dogodny termin, aby to zakończyć. Problem z głowy, będą mogli wrócić do normalności, przecież i tak akurat z Erikiem dzieliła się wszystkim, co działo się w jej życiu. Był jej najbliższą osobą, znaczy najbliższym przyjacielem, bo osób miała sporo w swoim życiu.
Ubrana w krótką, błękitną sukienkę pojwiła się w Mungu. Wyglądała bardzo stonowanie, jak na siebie. Włosy miała spięte w wysokiego kucyka. Z tego, co pamiętała umówili się w recepcji, także to właśnie tam zmierzała na tych swoich wysokich butach na obcasie, ich stukot roznosił się po wnętrzu szpitala, co zupełnie niepotrzebnie zwracało na nią uwagę.
Miała Erikowi wiele do powiedzenia, ale pewnie o tym wiedział, zważając na jego wieczorny list. Zamierzała mimo wszystko wspomnieć mu co nieco później, aby był na bieżąco z tym, co działo się w jej życiu.
Usłyszała znajomy głos, odwróciła się gwałtownie i wtedy go zobaczyła. Promienny uśmiech pojawił się na jej twarzy, potuptała więc do Erika. - Hej, chyba pierwszy raz cię nie zauważyłam. - Raczej było o to trudno zważając na wzrost Longbottoma.
- Coś ty, ja miałabym nie zdążyć? Znaczy tak, byłam nieco zajęta wczoraj wieczorem i dzisiaj rano, ale dla ciebie zawsze znajdę czas, przecież wiesz, szczególnie, kiedy chodzi o takie sprawy. - W ogóle nie rozważła, że mogłaby go wystawić. Zjawili się tu przecież dla ich wspólnego dobra.
- Dobrze się czuję, wyjątkowo dobrze, dawno nie spałam tak spokojnie. - Mimowolnie uśmiech pojawił się na jej twarzy, bo Sam został u niej na noc. Nie opuścił z Londynu, zrobił pierwszy krok, by wszystko im się ułożyło. - Na pewno, tak jak z tych wszystkich durnych rzeczy, które robiliśmy, zawsze wydawało się, że to koniec świata, a teraz można się z tego śmiać. - Wróciła myślami do ich rozmowy dawno temu, kiedy zwierzyła się mu o tym, że jest w ciąży. Pamiętała, jak bardzo przerażała ją ta sytuacja, a poradziła sobie wyśmienicie. - To co, idziemy? - Zapytała jeszcze wsuwając mu przy tym swoją rękę pod ramię.