20.05.2024, 14:30 ✶
Nie pozostawiał żadnej wątpliwości - cały czas o nim myślał.
- Ha, o godzinę występu musiałabyś pytać typa, który wyszedł - parsknął, układając się wygodniej na tych piekielnie twardych deskach. Jemu jednak nie przeszkadzało leżenie na podłodze - przywykł do gorszych warunków niż wypolerowany parkiet, nad którym unosiło się morze sztucznych gwiazd - być może we wczesnym dzieciństwie wychował go cyrk, ale uciekł z niego na tyle szybko, żeby móc mówić, że wychowały go również Ścieżki. - Cóż - zaśmiał się, jeszcze nie wiadomo z czego, ale jego goły brzuch napiął się przy tym wyraźnie - zanim powiesisz ten plakat, zobacz mnie na scenie - i dopiero wtedy stwierdź, czy chcesz się mną chwalić.
Zdawał sobie sprawę z brzmienia dosyć dramatycznie, ale póki dalsza część zdania nie wybrzmiała na głos, czuł się bezpiecznie. Ze swoimi kompleksami wciśniętymi w głowę tak głęboko, że już chyba nie dało się ich wygrzebać. No bo Flynnem nikt się nie chwalił. Flynn nie był tym partnerem, którego chciałeś przedstawić znajomym i rodzicom. Nie pomagał swoim przyjaciołom w sprawach, które można było nagłośnić. Zawsze działał w cieniu. Zawsze był czyimś gorzkim, albo słodkim, ale... niezależnie od smaku - sekretem. I wiedział - nikt się tego po nim nie spodziewał - ale on naprawdę cieszyłby się i czerwienił, gdyby był przedstawiany bez niezręcznego zawahania, bez westchnienia przed to mój współlokator, przyjaciel, gdyby był przedstawiany jako ktoś, kogo można było pokochać.
Jak widać, przenosiło się to również na inne sfery jego życia. Na znajomość z małą blondynką w za ciasnej sukience, w której nie mogła wygodnie położyć się na ziemi.
Zadarł głowę do góry.
- Chcesz iść zobaczyć resztę cyrku? - Zadarł ją jeszcze mocniej. - Przyniosłaś coś... Wybacz, zapomniałem o tym.
- Ha, o godzinę występu musiałabyś pytać typa, który wyszedł - parsknął, układając się wygodniej na tych piekielnie twardych deskach. Jemu jednak nie przeszkadzało leżenie na podłodze - przywykł do gorszych warunków niż wypolerowany parkiet, nad którym unosiło się morze sztucznych gwiazd - być może we wczesnym dzieciństwie wychował go cyrk, ale uciekł z niego na tyle szybko, żeby móc mówić, że wychowały go również Ścieżki. - Cóż - zaśmiał się, jeszcze nie wiadomo z czego, ale jego goły brzuch napiął się przy tym wyraźnie - zanim powiesisz ten plakat, zobacz mnie na scenie - i dopiero wtedy stwierdź, czy chcesz się mną chwalić.
Zdawał sobie sprawę z brzmienia dosyć dramatycznie, ale póki dalsza część zdania nie wybrzmiała na głos, czuł się bezpiecznie. Ze swoimi kompleksami wciśniętymi w głowę tak głęboko, że już chyba nie dało się ich wygrzebać. No bo Flynnem nikt się nie chwalił. Flynn nie był tym partnerem, którego chciałeś przedstawić znajomym i rodzicom. Nie pomagał swoim przyjaciołom w sprawach, które można było nagłośnić. Zawsze działał w cieniu. Zawsze był czyimś gorzkim, albo słodkim, ale... niezależnie od smaku - sekretem. I wiedział - nikt się tego po nim nie spodziewał - ale on naprawdę cieszyłby się i czerwienił, gdyby był przedstawiany bez niezręcznego zawahania, bez westchnienia przed to mój współlokator, przyjaciel, gdyby był przedstawiany jako ktoś, kogo można było pokochać.
Jak widać, przenosiło się to również na inne sfery jego życia. Na znajomość z małą blondynką w za ciasnej sukience, w której nie mogła wygodnie położyć się na ziemi.
Zadarł głowę do góry.
- Chcesz iść zobaczyć resztę cyrku? - Zadarł ją jeszcze mocniej. - Przyniosłaś coś... Wybacz, zapomniałem o tym.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.