19.05.2024, 22:45 ✶
To było czyste szaleństwo. Im więcej szczegółów na temat swojej pierwszej przemiany sobie teraz przypominał, tym bardziej kręciło mu się w głowie. Zupełnie, jakby umysł nie radził sobie z natłokiem nowych świeżo-starych informacji, które zostały nagle wyciągnięte na światło dzienne. Czasem czuł się podobnie, gdy niespodziewanie urywało się wspomnienie, które przeglądał w ministerialnych myślodsiewniach podczas śledztw prowadzonych w imieniu Brygady Uderzeniowej. Różnicę stanowiło to, że teraz było o wiele gorzej.
Zapewne dlatego, że dosłownie odkrył na nowo własne wspomnienie. Jakby martwy nerw w jego ciele nagle został pobudzony do życia lub ucięta kończyna niespodziewanie zaczęła mu odrastać. Szok. Niedowierzanie. Ból. Wywołany przede wszystkim tym, że zarówno ciało, jak i umysł musiały radzić sobie z kolekcją zupełnie nowych bodźców. Longbottom wziął kilka głębokich wdechów i zaczął powoli odliczać do dziesięciu w dół, smakując każdą cyfrę tańczącą na jego języku. Musiał doprowadzić się do porządku. To nie było normalne, żeby jedno wspomnienie tak na niego działało. Gdzie opanowanie? Gdzie dyscyplina...
(...) którą wpajała mu znaczna część rodziny? Oddech Erika przyspieszył nagle, gdy za ojcem zamknęły się drzwi jego celi. Starał się znaleźć pocieszenie w pokładanym w nim wierze. Chociaż Eliksir Tojadowy był jedną wielką niewiadomą, tak ojciec był przekonany, że jest w stanie to zrobić. Że pokona tę pełnię, a kiedy już to mu się uda, każda kolejna będzie coraz łatwiejsza.
Potrząsnął nieufnie kajdanami. Coraz bardziej czuł się jak zwierzę w klatce. Zamknięte nie tyle dla własnego dobra, ale z uwagi na bezpieczeństwo innych. Zamknął oczy, nie potrafiąc powstrzymać łez, które zaczęły spływać mu po twarzy. W najgorszych koszmarach nie zgadłby, że spotka go coś takiego. To było jak... zderzenie z rzeczywistością. Okrutne, nagłe i takie, którego mógłby uniknąć. Mógł być bardziej uważny. Mógł nie iść do tego cholernego ogrodu i siedzieć na tyłku na tarasie. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.
Co się stało, to się nie odstanie, pomyślał bezwiednie, przyciskając plecy do chłodnej ściany. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale kiedy to się zaczęło, momentalnie to poczuł. Jakby jego własne serce chciało wyrwać mu się z piersi. Ciało zaczęło trząść się w konwulsjach, a z gardła Erika mimowolnie zaczęły wydostawać się kolejny krzyki, jęki zastraszonego zwierzęcia. Czy to ból wywołany transformacją? Wściekłość ujarzmionego miksturą Lupinów dzikiego wilka? A może przerażająca mieszanka obu, sprawiająca, że symfonia człowieka i wilka mieszały się ze sobą, szukając nowego kształtu, aby koniec końców skazać go na kolejne godziny spędzone w formie wielkiego zmiennokształtnego?
Wygiął się w łuk, wydając z siebie donośny jęk, kiedy jego szczęka zaczęła pękać, zmieniając położenie poszczególnych kości jego twarzy. Jesteś silny. Jesteś odważny. Jesteś Longbottomem. Jesteś jednym z nas. Dyscyplina. Tylko ścieżki jego krewnych mogły go teraz uratować.
Zamrugał raz. Potem drugi. A na koniec trzeci, kiedy zdał sobie sprawę, że udało mu się wyrwać z okowów przeszłości. Serce biło mu jak szalone, chociaż do jego aktualnej przemiany było jeszcze trochę czasu. Odkrył też, że mimowolnie drapał się przez koszulę po klatce piersiowej, jakby sam próbował dorwać się do własnego serca. Wzdrygnął się na samą myśl, wypuszczając głośno powietrze z ust. Nie był pewny, czy było to wspomnienie warte zapamiętania. Może z perspektywy czasu kiedyś pożałuje, jak dobrze kojarzył preludium do swej pierwszej przemiany. Płynęła z tego jednak jedna lekcja: dyscyplina była wszystkim.
Zapewne dlatego, że dosłownie odkrył na nowo własne wspomnienie. Jakby martwy nerw w jego ciele nagle został pobudzony do życia lub ucięta kończyna niespodziewanie zaczęła mu odrastać. Szok. Niedowierzanie. Ból. Wywołany przede wszystkim tym, że zarówno ciało, jak i umysł musiały radzić sobie z kolekcją zupełnie nowych bodźców. Longbottom wziął kilka głębokich wdechów i zaczął powoli odliczać do dziesięciu w dół, smakując każdą cyfrę tańczącą na jego języku. Musiał doprowadzić się do porządku. To nie było normalne, żeby jedno wspomnienie tak na niego działało. Gdzie opanowanie? Gdzie dyscyplina...
(...) którą wpajała mu znaczna część rodziny? Oddech Erika przyspieszył nagle, gdy za ojcem zamknęły się drzwi jego celi. Starał się znaleźć pocieszenie w pokładanym w nim wierze. Chociaż Eliksir Tojadowy był jedną wielką niewiadomą, tak ojciec był przekonany, że jest w stanie to zrobić. Że pokona tę pełnię, a kiedy już to mu się uda, każda kolejna będzie coraz łatwiejsza.
Potrząsnął nieufnie kajdanami. Coraz bardziej czuł się jak zwierzę w klatce. Zamknięte nie tyle dla własnego dobra, ale z uwagi na bezpieczeństwo innych. Zamknął oczy, nie potrafiąc powstrzymać łez, które zaczęły spływać mu po twarzy. W najgorszych koszmarach nie zgadłby, że spotka go coś takiego. To było jak... zderzenie z rzeczywistością. Okrutne, nagłe i takie, którego mógłby uniknąć. Mógł być bardziej uważny. Mógł nie iść do tego cholernego ogrodu i siedzieć na tyłku na tarasie. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.
Co się stało, to się nie odstanie, pomyślał bezwiednie, przyciskając plecy do chłodnej ściany. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale kiedy to się zaczęło, momentalnie to poczuł. Jakby jego własne serce chciało wyrwać mu się z piersi. Ciało zaczęło trząść się w konwulsjach, a z gardła Erika mimowolnie zaczęły wydostawać się kolejny krzyki, jęki zastraszonego zwierzęcia. Czy to ból wywołany transformacją? Wściekłość ujarzmionego miksturą Lupinów dzikiego wilka? A może przerażająca mieszanka obu, sprawiająca, że symfonia człowieka i wilka mieszały się ze sobą, szukając nowego kształtu, aby koniec końców skazać go na kolejne godziny spędzone w formie wielkiego zmiennokształtnego?
Wygiął się w łuk, wydając z siebie donośny jęk, kiedy jego szczęka zaczęła pękać, zmieniając położenie poszczególnych kości jego twarzy. Jesteś silny. Jesteś odważny. Jesteś Longbottomem. Jesteś jednym z nas. Dyscyplina. Tylko ścieżki jego krewnych mogły go teraz uratować.
Zamrugał raz. Potem drugi. A na koniec trzeci, kiedy zdał sobie sprawę, że udało mu się wyrwać z okowów przeszłości. Serce biło mu jak szalone, chociaż do jego aktualnej przemiany było jeszcze trochę czasu. Odkrył też, że mimowolnie drapał się przez koszulę po klatce piersiowej, jakby sam próbował dorwać się do własnego serca. Wzdrygnął się na samą myśl, wypuszczając głośno powietrze z ust. Nie był pewny, czy było to wspomnienie warte zapamiętania. Może z perspektywy czasu kiedyś pożałuje, jak dobrze kojarzył preludium do swej pierwszej przemiany. Płynęła z tego jednak jedna lekcja: dyscyplina była wszystkim.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞