24.12.2022, 01:54 ✶
Nie lubiła marca. Pogoda była pod psem, śnieg topniał, było zimno, wietrznie, mokro i błotniście. A matka ciągle suszyła jej głowę – im więcej czasu mijało i im mniej go było, tym bardziej. Bo chciała mieć pewność, że Victoria się nie wycofa, bo to, bo tamto. Szczerze mówiąc nie miała dzisiejszego wieczoru najmniejszej ochoty natknąć się na Isabelle w domu i znowu słuchać o tym, że najwyższy czas wygospodarować znowu trochę swojego czasu, bla bla bla. Jutro. Będzie mogła tego słuchać jutro, nie dzisiaj – kiedy ten dzień w pracy okazał się być zwyczajnie męczący. Czasami były takie dni. Źle śpisz, wstaniesz lewą nogą… a dla Victorii nie był to żaden wielki wyczyn. Więc źle spała, znowu; kokosiła się w nocy na łóżku z boku na bok i jeśli udało jej się zmrużyć oczy na dwie godziny, to był to sukces. Mieli też dużo roboty, nie tyle w terenie, co papierkowej – albo przynajmniej Victoria miała i jak zwykle jej taka praca nie przeszkadzała, to po prostu nie dzisiaj. Nie. Dzisiaj był po prostu kiepski dzień.
I dlatego, żeby kiepski dzień nie był jeszcze bardziej beznadziejny – po prostu udała się do Dziurawego Kotła na kilka kieliszków czegoś mocniejszego. Czas szybciej minie, głowa bardziej rozboli, a kiedy wróci do domu będzie jej już wszystko jedno. Łatwiej zaśnie, a kiedy obudzi się rano to już będzie następny dzień. A jak wiadomo: nowy dzień – nowe możliwości. I Lestrange wierzyła, że tak właśnie będzie. Dlatego pełna wiary, już nie ubrana w typowy strój aurorów, ale w zwykłą ciemną sukienkę do kolan i płaszcz, pod wieczór pojawiła się na Pokątnej i od razu skierowała się do Dziurawego Kotła. Jakoś… Chyba wyobrażała sobie, że nie będzie tam aż tylu ludzi? Wolnych miejsc to było prawie tyle co nic… Ale to nie przeszkadzało jej aż tak. Napije się, to się do kogoś przysiądzie, pomilczą sobie wspólnie i potem wróci do domu. Brzmiało zadziwiająco podobnie do tego, jak spędziła ostatni nowy rok.
I tak ze szklaneczką alkoholu odwróciła się od barmana, by wyłowić swoją ofiarę, to jest kogoś, kto mógłby użyczyć miejsca przy stoliku i wtedy zobaczyła… dość znajomą burzę włosów. Na stole.
Zaraz. Na stole? To było intrygujące.
- Brenna? – wypłynęło z jej ust kilka chwil później, kiedy stanęła nad stolikiem, już nie trzymając szklaneczki, która po prostu sobie obok niej lewitowała bezpiecznie, a Victoria marszczyła brwi. W zastanowieniu, a nie niezadowoleniu.
I dlatego, żeby kiepski dzień nie był jeszcze bardziej beznadziejny – po prostu udała się do Dziurawego Kotła na kilka kieliszków czegoś mocniejszego. Czas szybciej minie, głowa bardziej rozboli, a kiedy wróci do domu będzie jej już wszystko jedno. Łatwiej zaśnie, a kiedy obudzi się rano to już będzie następny dzień. A jak wiadomo: nowy dzień – nowe możliwości. I Lestrange wierzyła, że tak właśnie będzie. Dlatego pełna wiary, już nie ubrana w typowy strój aurorów, ale w zwykłą ciemną sukienkę do kolan i płaszcz, pod wieczór pojawiła się na Pokątnej i od razu skierowała się do Dziurawego Kotła. Jakoś… Chyba wyobrażała sobie, że nie będzie tam aż tylu ludzi? Wolnych miejsc to było prawie tyle co nic… Ale to nie przeszkadzało jej aż tak. Napije się, to się do kogoś przysiądzie, pomilczą sobie wspólnie i potem wróci do domu. Brzmiało zadziwiająco podobnie do tego, jak spędziła ostatni nowy rok.
I tak ze szklaneczką alkoholu odwróciła się od barmana, by wyłowić swoją ofiarę, to jest kogoś, kto mógłby użyczyć miejsca przy stoliku i wtedy zobaczyła… dość znajomą burzę włosów. Na stole.
Zaraz. Na stole? To było intrygujące.
- Brenna? – wypłynęło z jej ust kilka chwil później, kiedy stanęła nad stolikiem, już nie trzymając szklaneczki, która po prostu sobie obok niej lewitowała bezpiecznie, a Victoria marszczyła brwi. W zastanowieniu, a nie niezadowoleniu.