19.05.2024, 14:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 14:51 przez Basilius Prewett.)
Wizyta w Carlise była o tyle pożyteczna, że po pierwsze wykluczyli obecność Owena Bagshota w tamtym miejscu, po drugie dowiedzieli się więcej o lokalnej historii, a po trzecie był prawie pewien, że ktoś tu składał kogoś w ofierze. Ah no i były jeszcze bardzo dziwne rzeczy w lesie, pełnym dziwnych niedzwiedzi i innych dziwnych zagrożeń, na którego granicy właśnie stali.
Zanim jednak zdążyli wejść głębiej, nastąpiło kilka zdarzeń. Odruchowo zrobił krok w stronę biegnącego czarodzieja, chcąc jakoś go uspokoić i przemówić mu do rozsądku. Zanim jednak cokolwiek zrobił, ośrodek postanowił wziął sprawę w swoje korzenie.
– Brenna!? – krzyknął, gdy zobaczył, że roślinność oddzieliła ich od reszty grupy. Na całe szczęście las był dla nich na tyle uprzejmy, że zafundował im inne rozrywki, tak by nie musieli się przypadkiem się nudzić i martwić o swoich towarzyszy.
Korzenie oplotły się w okół nich i zaczęły ciągnąć do dołu, nie dając nawet szansy na próbę ucieczki i kiedy Basilius już myślał, że przynajmniej nie umrze w jakiś idiotyczny sposób, to spadli w dół, a ziemia zamknęła się nad ich głowami.
No cóż.
Kurwa.
– Jesteś cały? – spytał Bagshota, a potem rzucił Lumos, tak by na szybko poswiecić na twarz drugidmu czarodzieja na wypadek, gdyby krwawił lub coś sobie złamał.
Ciekawe, czy to właśnie w taki sposób ośrodek "pochłonął" martwe szczątki, o których opowiadała mu Brenna, czy też sytuacja, w jakiej się znaleźli była czymś jeszcze innym.
Zanim jednak zdążyli wejść głębiej, nastąpiło kilka zdarzeń. Odruchowo zrobił krok w stronę biegnącego czarodzieja, chcąc jakoś go uspokoić i przemówić mu do rozsądku. Zanim jednak cokolwiek zrobił, ośrodek postanowił wziął sprawę w swoje korzenie.
– Brenna!? – krzyknął, gdy zobaczył, że roślinność oddzieliła ich od reszty grupy. Na całe szczęście las był dla nich na tyle uprzejmy, że zafundował im inne rozrywki, tak by nie musieli się przypadkiem się nudzić i martwić o swoich towarzyszy.
Korzenie oplotły się w okół nich i zaczęły ciągnąć do dołu, nie dając nawet szansy na próbę ucieczki i kiedy Basilius już myślał, że przynajmniej nie umrze w jakiś idiotyczny sposób, to spadli w dół, a ziemia zamknęła się nad ich głowami.
No cóż.
Kurwa.
– Jesteś cały? – spytał Bagshota, a potem rzucił Lumos, tak by na szybko poswiecić na twarz drugidmu czarodzieja na wypadek, gdyby krwawił lub coś sobie złamał.
Ciekawe, czy to właśnie w taki sposób ośrodek "pochłonął" martwe szczątki, o których opowiadała mu Brenna, czy też sytuacja, w jakiej się znaleźli była czymś jeszcze innym.