Poinformowany przez pracownika o pojawieniu się stałego klienta, jednego ze specjalnych klientów, Robert oderwał się od swojego dotychczasowego zajęcia. Kiwnięciem głowy dał Willowi znać, żeby chłopaka wpuścił do środka. I następnie czym prędzej zostawił ich tutaj samych. Bo to co działo się w tym dość obskurnym gabinecie... nie było przeznaczone dla jego uszu i oczu.
- Laurence Prewett. - nieświadomie przekręcił imię młodego chłopaka. Może była to kwestia zmęczenia, a może tego, że nigdy nie poświęcił wystarczająco dużej uwagi temu, aby zapamiętać jego właściwą wersje. Jakie to miało w tym przypadku znaczenie? - Widzę, że tym razem nie przyszedłeś sam. - na moment zawiesił spojrzenie na jarczuku, nie zdecydował się jednak na to, aby poprosić o pozostawienie zwierzęcia na zewnątrz. Uznał to za nie najlepszy pomysł. Przy okazji starał się też nie pokazać, że obecność tego konkretnego zwierzęcia sprawiała, iż czuł się we swoim własnym lokalu nieszczególnie komfortowo. - Co konkretnie sprowadza Ciebie w moje skromne progi? Bo nie uwierzę, że przypadkiem zaszedłeś do Podziemnych Ścieżek i naszła Ciebie tutaj ochota na małą pogawędkę...
Niby jasnowłosego zapytał, ale przecież mógł w tym przypadku na spokojnie założyć, że rozchodziło się o najzwyklejsze świece oraz kadzidła. Bo Laurent Prewett najpewniej nie miał nawet zielonego pojęcia o innych rzeczach, które miały tutaj miejsce. O wszystkich tych innych rzeczach, którymi Robert się zajmował, które można było w Olibanum pozyskać. Niby człowiek pewne związki z Nokturnem posiadał, ale ten zawsze krył przed nim jakieś tajemnice. Pozostawiał sporo niespodzianek, które dopiero mogłeś odkryć - wraz z biegiem czasu, o ile tylko byłeś tym zainteresowany.
Czekając na odpowiedź, sięgnął po różdżkę, którą zaraz machnął raz i drugi, wyciszając tym samym pomieszczenie. Tak samo jak to robił wielokrotnie wcześniej. Dbając tym samym o to, aby nic co padło w gabinecie, nie dotarło do niewłaściwych uszu - do takich, dla których dane słowa nie były przeznaczone. Laurent nie musiał się przy tym niczego obawiać. Bo skoro w Olibanum bywał już wcześniej; skoro miał już wcześniej okazje poznać Roberta, to zapewne wiedział, że coś takiego nastąpi. Może nawet czekał na ten moment, zanim powie coś więcej? Przedstawi swoje potrzeby? Złoży konkretne zamówienie?
- Masz jakieś konkretne potrzeby? - doprecyzował pytanie, bo przecież te bywały różne. Niektórzy chcieli zyskać świece i kadzidła odpowiednie do rytuałów. O właściwościach ochronnych. Leczniczych. Oczyszczających. Uspokajających czy nasennych. Bywało, że w grę wchodziły działania czarnomagiczne. Zdarzało się również, że potrzeby czarodzieja były związane z posiadanym trzecim okiem. Miały pozwolić wejść w trans. Uskutecznić choćby widmowidzenie. W przypadku Prewetta jednak... większość z tego wykluczyć mógł już na dzień dobry. Dotąd takich zainteresowań nie wykazywał. Czy coś jednak przez te miesiące nie uległo zmianie?