Udało im się z Theseusem jakoś załatać jego rękę ugryzioną przez goblina. Spacerowali jeszcze długo, cieszyli się sabatem mimo niepowodzeń spowodowanych przez przebiegłą istotę.
Ger miała do Ostary sentyment, w końcu był to dzień jej urodzin, a zarazem wyznaczała początek wiosny, było też w tym trochę mistycyzmu, do którego niby podchodziła sceptycznie, ale nie do końca. Symboliczny moment, kiedy dzień wygrywa z nocą, co sugerowało jej, że może jest stworzona do czegoś większego. Lubiła czuć się wyjątkowa. Może i brat bliźniak ją zawiódł i był to pierwszy raz kiedy razem nie zbierali jajek, jak mieli w zwyczaju od lat nie zmieniło to jednak tego, że ten dzień i tak był wyjątkowy, może czuła lekkie rozczarowanie, ale chyba powinna do tego przywyknąć. Ich drogi miały zacząć rozchodzić się na dobre. Niestety. Nie chciała się z tym pogodzić, ale co innego mogła zrobić, jak na niego wpłynąć? Przecież siłą go tu nie przyciągnie.
Na całe szczęście nie była tutaj sama, miała Theseusa, który był dla niej niemalże, jak członek rodziny, to wynagradzało jej nieobecność Theona, z nim również dobrze się bawiła, nie mogła narzekać. Przynajmniej było zabawnie i bez rodzinnych dramatów. Obejrzeli chyba każdy stragan, gdzie zakupili bardzo dużo drobnych pierdół, chociaż nie miała w zwyczaju tego robić, ale następna taka możliwość będzie dopiero w Beltane. Jej głównym przedmiotem zainteresowania okazał się być oczywiście alkohol. Lubiła mieć go sporo w swoim barku, a ten sabatowy był całkiem niezłej jakości, w końcu był tworzony przez rzemieślników. Ojciec od dawna jej wpajał, że nie ma nic lepszego od pysznego bimbru. Ceniła sobie jego zdanie nawet w takich banalnych sprawach, także niosła ze sobą całą torbę wypełnioną butelkami z najróżniejszymi trunkami, pozostało wierzyć, że nie mają one jakichś dziwnych dodatków i nie spowodują, że oślepnie.
Nie mogli tu chodzić wiecznie bez celu, także kiedy przeszli już wszystkie stoiska, napełnili żołądki, to mogli opuścić Dolinę Godryka. Teleportowali się z Thesem do Londynu, gdzie mogli zacząć kosztować tych trunków, ktore tutaj zakupili.
Ten dzień był wyjątkowy, kończyła dzisiaj dwadzieścia dziewięć lat. Miała zamiar go odpowiednio celebrować. Musieli odpuścić sabat, żeby w pełni móc się tym nacieszyć, to nie tak, że nie lubiła Ostary, jednak chciała poczuć się chociaż odrobinę wyjątkowo, bo to w końcu było też jej święto, a nie tylko oficjalne świętowanie wiosny. Od zawsze musiała dzielić te dwa święta na ten jeden dzień i nigdy nie lubiła tego robić. Ktoś jej kiedyś powiedział, że gorsze od urodzin w sabat były tylko urodziny przed sabatem, bo o nich też nikt nigdy nie pamiętał, tylko skupiali się na tym, aby odpowiednio przygotować się do świętowania. Była w tym prawda. Nie, żeby żałowała, że to były jej urodziny, chociaż może trochę, na to jednak nie miała większego wpływu, czyż nie? Nie mogła zrobić z tym nic innego, jak tylko i wyłącznie się z tym pogodzić. Zamierzała jednak odpowiednio celebrować ten dzień, bo już w przyszłym roku przekroczy magiczną liczbę trzydziestych urodzin i chyba dłużej nie będzie mogła udawać, że nie jest dorosła. Chciała więc się odpowiednio nacieszyć tym ostatnim rokiem i ostatnimi urodzinami.