Cóż, może Leo nie zamierzał tego robić, ale Geraldine była jeśli o to chodzi jego przeciwieństwem. Często szukała zaczepki, czasem wystarczyło tylko krzywe spojrzenie, by rzucała Czy masz jakiś problem. Tym razem było podobnie. Musiała się odezwać, nie byłaby sobą gdyby tego nie zrobiła. Czasem potrafiła ją wyprowadzić z równowagi bardzo drobna pierdoła, gorący temperament, chyba tak o tym mówili, kiedy chcieli dodać tej cesze nieco poetyckości.
- Jak inaczej to nazwać? - Rzuciła jeszcze do mężczyzny, nie zamierzała dawać za wygraną, kiedy już ktoś ją zaczepiał, to nie miała w zwyczaju odpuszczać. Do tego wszystkiego trafił na naprawdę okropny czas w jej życiu, podczas którego niewiele było trzeba, żeby panna Yaxley zaczęła dyskusję - zupełnie niepotrzebną.
- Finn, nalejesz mi, tego co zwykle. - Powiedziała jeszcze w między czasie bardzo przyjaznym tonem do właściciela Kotła, ten jedynie pokiwał głową, a po chwili postawił przed nią szklankę pełną bursztynowego płynu, upiła niewielki łyk, po czym przesunęła się bliżej nieznajomego. Nie chciała, żeby wszyscy goście tego miejsca widzieli jej sprzeczkę.
- Wystarczyło się odezwać. - Nadal wydawało jej się to mniej inwazyjnym zachowaniem niżeli rzucanie zaklęcia.
Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów, kiedy wspominał o tym, że nie jest tutejszy. Fakt, mogła to zauważyć od razu, nie pasował do otoczenia. Ciekawe co go tutaj sprowadzało. Wzbudził jej ciekawość. - Żadna pani, Geraldine Yaxley. - Wyciągnęła dłoń na przywitanie, żeby nie było. Nieco zeszła z tonu, przez swoje zainteresowanie. - Skąd się tutaj wziąłeś? - Zapytała bez większego zastanowienia, a przecież może nie chciał się tym chwalić, mniejsza o to. Grunt, że ten szybki lont, który jej się odpalił chyba już zgasł, zmieniła swoje nastawienie.