17.05.2024, 21:31 ✶
Nikt, ale to absolutnie nikt, nie poinformował go, że miałby zostać tutaj do rana. Szczęśliwie nie stanowiło to dla niego poważnego problemu, a on był przekonany, że była to jedynie szczerą pomyłka i nic więcej.
– Obawiam się, że nastąpił niewielki błąd w komunikacji, bo nie rozmawiałem o tym z pańską asystentką, ale oczywiście, nie ma najmniejszego problemu. Zostanę do rana – powiedział z uprzejmym uśmiechem. Zależało mu na ekhem, ich współpracy z Anthonym Shafiqiem i na tym, by czarodzieĵ miał jak najlepsze zdanie o nim i jego gotowości do pracy, niech więc doceni, że Basilius tak chętnie postanowił tu zostać, nawet jeśli dopiero teraz się o tym dowiedział. Oczywiście nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że to nim właśnie manipulowano.
Pożegnał się jeszcze uprzejmie z drugim mężczyzną, a następnie przeszedł do oględzin swojego pacjenta i niemal od razu doznał dziwnego wrażenia, że nawet gdyby nie znał nazwiska Morpheusa, to pewnie szybko zorientowałby się, że rozmawiał z Longbottomem. Jakie to było dla nich typowe. Oślepłem przez jasnowidzenie, muszę się oszczędzać, czy mam więc spróbować coś wieszczyć? A może to jednak było całkiem zasadne pytanie, a on po prostu był już nieco przewrażliwiony, gdy chodziło o tę konkretną rodzinę.
– Może później. Wolałbym, aby na razie wstrzymał się pan z wieszczeniem, przynajmniej do czasu, aż dokładnie obejrzę pańskie oczy – poprosił, podchodząc bliżej mężczyzny. – Zdejmę panu teraz opatrunek – uprzedził, mając w głowie to, że czarodziej przecież nic nie widział, a z pewnością wolałby wiedzieć co się działo w okół niego.
Ciemne oczy jasnowidza rzeczywiście wyglądały znacznie lepiej, niż się tego spodziewał. Widać było, że Lloyd niestety, to znaczy stety dla pacjenta, wykonał mimo wszystko całkiem dobrą robotę, a i czas zrobił swoje.
– No cóż, nie znam na tyle długo pana Shafiqa, by potwierdzić tę drugą obserwację, ale z pierwszą chyba muszę się zgodzić. Dobra robota panie Longbottom. Niestety nie każdy tak łatwo się opala – zaśmiał się szczerze rozbawiony stwierdzeniem czarodzieja, którego zupełnie się nie spodziewał. Bliskim przyjaciołom i rodzinie pewnie odgryzłby się za taki tekst, ale na pacjentach starał się robić, jak najlepsze wrażenie. Gdyby tylko to wystawienie go na słońce rozwiązało problemy z jego bladością. Ehhh, może powinien załatwić sobie jakiś samoopalający eliksir i pewnie też coś na zamaskowanie tych sińców pod oczami. – Ogólnie już mogę powiedzieć, że wygląda na to, że wszystko dobrze się. Pana oczy przed wypadkiem miały ciemnobrązoey kolor, tak? Zaraz wkropię panu jeden specyfik. Nie zobaczy pan tego, ale im bardziej turkusowe staną się pana tęczówki, tym lepiej.
Prewett ostrożnie odchylił głowę Morpheusa do tyłu, informując go o każdym ruchu i przepraszając za zimne dłonie, i wpuścił po dwie krople do oczu mężczyzny.
– Czy jest może coś odnośnie tego całego zdarzenia o czym z tego wszystkiego zapomniał pan wspomnieć w Mungu?– spytał, czekając aż eliksir zacznie działać. Nie, że zakładał, że Longbottom celowo o czymś nie wspomniał, ale znał już zbyt dużo różnych przypadków, by się nie upewnić.
– Obawiam się, że nastąpił niewielki błąd w komunikacji, bo nie rozmawiałem o tym z pańską asystentką, ale oczywiście, nie ma najmniejszego problemu. Zostanę do rana – powiedział z uprzejmym uśmiechem. Zależało mu na ekhem, ich współpracy z Anthonym Shafiqiem i na tym, by czarodzieĵ miał jak najlepsze zdanie o nim i jego gotowości do pracy, niech więc doceni, że Basilius tak chętnie postanowił tu zostać, nawet jeśli dopiero teraz się o tym dowiedział. Oczywiście nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że to nim właśnie manipulowano.
Pożegnał się jeszcze uprzejmie z drugim mężczyzną, a następnie przeszedł do oględzin swojego pacjenta i niemal od razu doznał dziwnego wrażenia, że nawet gdyby nie znał nazwiska Morpheusa, to pewnie szybko zorientowałby się, że rozmawiał z Longbottomem. Jakie to było dla nich typowe. Oślepłem przez jasnowidzenie, muszę się oszczędzać, czy mam więc spróbować coś wieszczyć? A może to jednak było całkiem zasadne pytanie, a on po prostu był już nieco przewrażliwiony, gdy chodziło o tę konkretną rodzinę.
– Może później. Wolałbym, aby na razie wstrzymał się pan z wieszczeniem, przynajmniej do czasu, aż dokładnie obejrzę pańskie oczy – poprosił, podchodząc bliżej mężczyzny. – Zdejmę panu teraz opatrunek – uprzedził, mając w głowie to, że czarodziej przecież nic nie widział, a z pewnością wolałby wiedzieć co się działo w okół niego.
Ciemne oczy jasnowidza rzeczywiście wyglądały znacznie lepiej, niż się tego spodziewał. Widać było, że Lloyd niestety, to znaczy stety dla pacjenta, wykonał mimo wszystko całkiem dobrą robotę, a i czas zrobił swoje.
– No cóż, nie znam na tyle długo pana Shafiqa, by potwierdzić tę drugą obserwację, ale z pierwszą chyba muszę się zgodzić. Dobra robota panie Longbottom. Niestety nie każdy tak łatwo się opala – zaśmiał się szczerze rozbawiony stwierdzeniem czarodzieja, którego zupełnie się nie spodziewał. Bliskim przyjaciołom i rodzinie pewnie odgryzłby się za taki tekst, ale na pacjentach starał się robić, jak najlepsze wrażenie. Gdyby tylko to wystawienie go na słońce rozwiązało problemy z jego bladością. Ehhh, może powinien załatwić sobie jakiś samoopalający eliksir i pewnie też coś na zamaskowanie tych sińców pod oczami. – Ogólnie już mogę powiedzieć, że wygląda na to, że wszystko dobrze się. Pana oczy przed wypadkiem miały ciemnobrązoey kolor, tak? Zaraz wkropię panu jeden specyfik. Nie zobaczy pan tego, ale im bardziej turkusowe staną się pana tęczówki, tym lepiej.
Prewett ostrożnie odchylił głowę Morpheusa do tyłu, informując go o każdym ruchu i przepraszając za zimne dłonie, i wpuścił po dwie krople do oczu mężczyzny.
– Czy jest może coś odnośnie tego całego zdarzenia o czym z tego wszystkiego zapomniał pan wspomnieć w Mungu?– spytał, czekając aż eliksir zacznie działać. Nie, że zakładał, że Longbottom celowo o czymś nie wspomniał, ale znał już zbyt dużo różnych przypadków, by się nie upewnić.