— Dziękuję Anthony. Na prawdę — dodał na końcu, zanim jego przyjaciel wyszedł, pojednawczym tonem, nawet jeśli na usta cisnęło mu się o wiele za dużo złośliwych słów. Niepomny obecności magidoktora, pozwolił sobie na chwilę słabości w sposobie okazywania swojej przyjaźni. Znali się zbyt dobrze.
Największym żartem tego spotkania było to, że i jemu patronowała święta Brenna od Wypadków. Morpheus został zawezwany tuż po powrocie do kraju na interwencję w sprawie anomalii stworzonej przez dwóch czarnoksiężników eksperymentujących na czasie i przestrzeni. Przez to, że BUM nie umiał poradzić sobie z takimi przypadkami (przy czym uważał, że Brenna ze wszystkim dałaby sobie radę), więc wzywano ludzi od zadań specjalnych. Przestrzeń zaginająca czas, pułapka wymiarowa, zgniotła jednak profetyczne możliwości Morpheusa, oślepiając go i uszkadzając mu tymczasowo jego prawdziwy wzrok.
— Dzień dobry panie Prewett — przywitał się, ale nie wyciągnął w jego stronę ręki, sądząc, że i tak nie trafi w odpowiednie miejsce w przestrzeni. Był zbyt krótko niewidomy, aby umieć dostosować się do braku jedndgo zmysłu, zwłaszcza tak kluczowego, jak wzrok. Gdyby nie świeża opalenizna, przywieziona z Włoch, wyglądałby dużo gorzej, jednakże to oraz nikłe rozbawienie Antoniuszem, sprawiło, że nie było w gruncie rzeczy tak źle. Poza tym, że miał rzeczywiście zabandażowaną górną połowę twarzy, swoim zdaniem, tę reprezentacyjną.
— Proszę bardzo — powiedział, przysuwając się bliżej brzegu łóżka, zbyt dużego na jedną osobę, aby Basilius mógł odwinąć opatrunki z jego oczu. — Mam wrażenie, że zaczynam widzieć światło, poza tym jest dużo ciszej. Nie pojawiają się natrętne wizje śmierci i bólu, a samoistnie nie próbowałem jeszcze wieszczyć. Mam spróbować?
Gdy magimedyk zdjął opatrunek mógł zobaczyć całkowicie normalne oczy o bardzo ciemnych, czekoladowych tęczówkach i mocno rozszerzonych źrenicach, prawdopodobnie od leków. Oczy były przekrwione, rogówki wyraźnie podrażnione, ale poza tym wyglądało to nienajgorzej, bliżej nieprzespanych nocy niż drastycznych opisów z karty o krwawiących oczach, nosie i uszach. Zdecydowanie jednak drgający ruch gałek, które nie znajdowały na niczym skupienia, wskazywały na dalszą utratę widzenia.
— Widzę, że powinien pan częściej wychodzić na słońce oraz że Shafiq nie zmienił tutaj wystroju od przynajmniej dekady. I to byłoby na tyle.