15.05.2024, 18:56 ✶
Och rodzice. Tak, za nimi też tęsknił, choć ostatnie co mógłby powiedzieć o matce to to, że była wrażliwą i czułą osobą. Ale ojciec lubił wspólne zabawy i choć przez większość czasu byli tylko we trójkę, to Sam miał kolekcję wspaniałych wspomnień, zabaw, miał myśli wiele na temat pomysłów z którymi Altair przychodził do swojej ulubionej Bereniki. Mieli w domu stary gramofon, kilka płyt. Mieli książki nie tylko leksykalne zbiory prawiące o florze i faunie tego miejsca. Jego ojciec zdawał się mieć tysiące pomysłów jak rozchmurzyć matkę i Samuel zazdrościł mu tego bardzo, tej łatwości by na srogiej, surowej twarzy wywołać tak czysty i piękny uśmiech. Raz gonili się po polanie z zasłoniętymi oczami, to był taki piękny dzień, mama nikogo nie mogła znaleźć, a i tak nie chciała ich wszystkich z tego tytułu zamordować, nawet nie skrzeczała ptakiem, którego nosiła w sobie, a zanosiła się śmiechem potykając o własne nogi. To był dobry dzień.
Nigdy nie wróci.
Choroba zabrała Samuelowi ojca, a klątwa i być może śmierć matkę. Upiory teraz zabierały mu Knieję i nagle Samuel poczuł się jeszcze bardziej samotny niż był zdolny to wypowiedzieć. Brenna troszczyła się o niego, ludzie dawali pracę, ale nie chodziło o to. Nadal był sam. Zadrżał jak osika i zacisnął pięść na koszuli Niko, po czym rozluźnił ją nagle zdając sobie sprawę, że przecież nie tuli się do kamienia, a do żywego człowieka. Do niedźwiedzia.
Kręciło mu się w głowie, gdy znów rozluźnił pięść, gdy otwartą dłonią zaczął po piersi swojego niedawnego przeciwnika zataczać niespieszne, kojące kręgi. Zgubione serce. Odzyskane serce.
– Ural to daleko. Wygląda na to, że obaj musimy oswoić się z Doliną. Poszukać tutaj czego nam brak. – mówił cicho, siły gasły, ból odpływał, ale podobnie i świadomość zacierała wizję i bodźce które do niego docierały. Stracił dużo krwi, ale nie dbał o to.
– Myślisz... myślisz, że mógłbyś, że moglibyśmy... że mógłbyś być moim bratem niedźwiedziem? Zawsze chciałem mieć... brata...ja... – głowa opadła, nagle ciężka i bezwolna, a dla Nikolaia stało się jasne, że Samuel zemdlał.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Nigdy nie wróci.
Choroba zabrała Samuelowi ojca, a klątwa i być może śmierć matkę. Upiory teraz zabierały mu Knieję i nagle Samuel poczuł się jeszcze bardziej samotny niż był zdolny to wypowiedzieć. Brenna troszczyła się o niego, ludzie dawali pracę, ale nie chodziło o to. Nadal był sam. Zadrżał jak osika i zacisnął pięść na koszuli Niko, po czym rozluźnił ją nagle zdając sobie sprawę, że przecież nie tuli się do kamienia, a do żywego człowieka. Do niedźwiedzia.
Kręciło mu się w głowie, gdy znów rozluźnił pięść, gdy otwartą dłonią zaczął po piersi swojego niedawnego przeciwnika zataczać niespieszne, kojące kręgi. Zgubione serce. Odzyskane serce.
– Ural to daleko. Wygląda na to, że obaj musimy oswoić się z Doliną. Poszukać tutaj czego nam brak. – mówił cicho, siły gasły, ból odpływał, ale podobnie i świadomość zacierała wizję i bodźce które do niego docierały. Stracił dużo krwi, ale nie dbał o to.
– Myślisz... myślisz, że mógłbyś, że moglibyśmy... że mógłbyś być moim bratem niedźwiedziem? Zawsze chciałem mieć... brata...ja... – głowa opadła, nagle ciężka i bezwolna, a dla Nikolaia stało się jasne, że Samuel zemdlał.
Realizowano prompt z miesiąca miłości