Nie ulegało wątpliwości, że Ostara w oczach lwiej części społeczności uchodziła za dosyć pozytywne święto, podczas którego można było nie tylko spotkać się z bliskimi, ale także nacieszyć się perspektywą odradzającej się wokół natury. Longbottom zapewne dołączyłby do nich grona, gdyby nie to, jak bardzo zepsuł mu się humor po tym, jak wziął wraz z Norą Figg udział w poszukiwaniach czekoladowych jaj. To była zupełna porażka. Chociaż tyle dobrego, że udało mu się porozmawiać z przyjaciółką po dosyć burzliwym balu sprzed zaledwie paru dni. Teraz jednak czuł, że potrzebuje przede wszystkim zrobić coś dla siebie.
I wtedy zobaczył koło fortuny prowadzone przez jakiegoś goblina. Uśmiechnął się krzywo na ten widok, podświadomie wracając myślami do chwili, gdy sam stanowił jeden z fantów. Cóż, jeśli miał się pogodzić z tym, jak rozegrały się wydarzenia tamtej nocy, to może udział w tym małym konkursie pomoże mu przepracować tę małą traumę, za którą winił własną siostrę? Jeśli coś wygra, to pozwoli mu to szybciej puścić w niepamięć tę zdradę to drobne nieporozumienie.
— Proszę mocno zakręcić — wymamrotał po uprzejmym powitaniu właściciela stoiska. Nie wiedział, czy było to tylko złudzenie, jednak miał wrażenie, że goblin celowo zrobił odwrotnie. A może tylko mu się wydawało?
Efekt: Erik wygrywa 5 punktów doświadczenia
Odwrócił wzrok w bok, co by nie kusić losu. Jeszcze tego mu brakowało, żeby wmówił sobie, że to przez niego wskazówka zatrzymała się na najgorszym możliwym fancie lub kompletnej przegranej. Tak się jednak nie stało, ponieważ koniec końców trafił całkiem nieźle. Może nie było idealnie, ale i tak był to miły akcent. Na pewno lepszy niż powrót z pustym koszykiem z leśnych poszukiwań.
Erik miał już wycofać się w tłum ludzi, aby dalej buszować wśród straganów, ale nieoczekiwanie wpadł na jakąś kobietę. Machinalnie chwycił ją za ramiona, co by ta nie upadła. Dopiero gdy upewnił się, że nie grozi jej bliskie spotkanie z podłożem, zabrał od niej ręce i otaksował ją nieco spłoszonym spojrzeniem.
— Najmocniej przepraszam, nie zauważyłem Pani — Urwał, gdyż dopiero po tych słowach zdał sobie sprawę, kogo właściwie spotkał. Jego twarz rozjaśniła się nieco. — Oh, Ida. Tym bardziej proszę o wybaczenie. Zaproponowałbym pomoc przy przeniesieniu na początek kolejki, ale tym razem chyba nie mu ku temu potrzeby.
Przesunął się w bok, odsłaniając siostrze Alastora widok na miejsce pracy goblina. Jeśli chciała skorzystać z jego usług, to nie miała ku temu żadnych przeciwwskazań czy utrudnień. A koło aż się prosiło, aby nim zakręcić! Mężczyzna obrzucił ubranie Zeneidy szybkim spojrzeniem, chcąc się upewnić, czy przybyła ona do Doliny służbowo, czy też prywatnie. Jeśli to drugie, to z chęcią zająłby jej parę minut.
— Przejdziemy się? — spytał ohoczo, po czym dodał: — A więc, jak Ci mijają obchody?Osobiście doceniam, że jest tu względnie spokojnie. Tak jak przez ostatnie kilka lat. W porównaniu z tym, co się dzieje w mieście, można przynajmniej na chwilę zapomnieć o tym wszystkim i wrócić do bardziej normalnych zwyczajów.
Dreptali sobie wśród straganów, bez żadnego określonego celu, a Erik, prawdopodobnie po raz pierwszy tego dnia, zaczął się faktycznie skupiać na poszczególnych sprzedawcach i klientach, którzy oceniali wartość wystawionych towarów. Jako funkcjonariusz prawa, doceniał, że nie doszło tutaj do żadnej rozróby, czy to ze strony samych świętujących, czy ekstremistów. Chociaż większość wypadków zdawała się omijać Dolinę Godryka szerokim ruchem, tak Londyn nie miał już takiego szczęścia. Dobrze, że chociaż tutaj ludzie mogli znaleźć chwilę wytchnienia.
— Jeśli dobrze pamiętam, rok temu było tutaj jakieś stanowisko do przyozdabiania jajek — dorzucił, starając się przywołać wspomnienia z poprzedniego roku. Wtedy dostrzegł w tłumie Szaloną Sally, o której szeptano lub wręcz krzyczano. Gdy wracał z poszukiwań czekoladowych jaj, słyszał parę niepochlebnych słów o tym, co też znajdowało się w jej koszyku. — W tym roku kowen chyba postawił na coś zgoła innego. Sprawdzimy to? Nie daj się prosić...
Uniósł lekko kąciki ust, jakby w ten sposób rzucał wyzwanie kobiecie. Czy będzie miała wystarczająco dużo odwagi, aby poszukać słynnych jeży? A może stchórzy i pozwoli, aby ten zaszczyt przypadł innym? Jakby chcąc dodatkowo podpuścić Idę, Erik ruszył w stronę Szalonej Sally, zerkając tylko na swoją towarzyszkę zza ramienia. Skoro on był taki nieustraszony, to chyba nie da sobie w kaszę dmuchać i pójdzie w jego ślady, prawda? Prawda?
Nawet jeśli Zeneida postanowiła sobie odpuścić tę zabawę, tak Longbottom już nie miał wyboru, gdyż Szalona Sally dosłownie podstawiła mu swój drogocenny kosz pod nos. Przełknął głośno ślinę, przywołał na usta pewny siebie uśmiech i zanurzył dłoń w ciemności. Co też tam znajdzie?
Tak
Nie
Nie
*podejście do Sally, jak i rzuty nieważne, gdyż już jej nie ma na evencie ;-;
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞