Cóż, ona nie szukała doznań w odbieraniu życia ludziom. Może dlatego nie do końca rozumiała jego podejście. Widziała jego twarz na plakatach, był w końcu poszukiwany przez pewnie wszystkich funkcjonariuszy, jednak nie zastanawiała się nad tym jakoś specjalnie. Jeden z wielu, którzy wybrali taką drogę, a nie inną. Nie oceniała go, wiedziała, że ludzie są różni i potrafią czerpać przyjemność z rzeczy, które u innych mogą wzbudzać kontrowersje. Zresztą nie miała tylko wykonać zlecenie. Przysługę dla Louvaina, który uznał ją za wariatkę jeszcze całkiem niedawno. Może dzięki temu zmieni o niej zdanie. Nie wiedzieć czemu wolałaby, aby czarodzieje nie mieli o niej takiego zdania. Wystarczało, że ojciec wzbudzał podobne opinie, brakowało im do szczęścia tylko tego, żeby całą jej rodzinę mieli za pojebaną.
- Doceniam szczerość. - Wydawało jej się, że artyści czerpią wenę między innymi z malowniczej przyrody, jak widać myliła się. Nie ma się co dziwić. Gówno wiedziała o artystach, co teraz zostało tylko potwierdzone.
- Więc jestem, gotowa do specjalistycznej pomocy. - Nie zamierzała ciągnąć dalej niepotrzebnej dyskusji, bo wiedziała, że dosyć szybko może się zagotować. Nauczyła się prowadzić negocjacje, na całe szczęście, bo miała przed sobą przecież niebezpiecznego osobnika. Wolała niepotrzebnie nie wdawać się z nim w polemikę, bo mogło się to zakończyć źle, dla jednej lub drugiej strony. Nie po to się tutaj zjawiła. Jeśli w ten sposób chce rozmawiać, to się dostosuje.
- Może być pan pewien, że w mojej obecności nikt nie zrobi pana w chuja. - Dodała lekko, jakby w ogóle nie przejęła się początkiem tej rozmowy. Nie żywiła urazy, nie znała go, próbowała wybadać w jaki sposób z nim rozmawiać, żeby przeżyć to spotkanie jak najbardziej bezproblemowo. Pewnie nigdy więcej się już nie będą musieli współpracować.
- Wcale, wręcz przeciwnie. - Nie wiedzieć czemu stwierdziła, że będzie go to w ogóle obchodziło. Znaczy, niby o to pytał, no ale nie wyglądał jej na kogoś, kto by się przejmował swoim rozmówcą. Był zdecydowanie bardzo pewny siebie, bardzo charyzmatyczny, jego wzrok był strasznie zimny, jakby brakowało w nim duszy. Może to tylko wrażenie spowodowane tym, co się o nim mówiło. - Może pójdźmy już do tego sprzedawcy, żeby mieć to z głowy? - Im szybciej będzie miała to za sobą tym lepiej.