Niewiedza była wrogiem. Niepewność wbijała gwoździe do trumny. Ładna to była trumna - z drogiego kamienia, pełna złoconych świeczników, z czerwonymi dywanami i obrazami w ramach z hebanu. Ślicznaaa. Dodaj do tego odpowiedni ubiór - Victoria była teraz już zwarta i gotowa, żeby się do trumny położyć. Nic dziwnego, że tutejszy gospodarz nie chciał jej uszkodzić. Ona jak ona - kilka siniaków da się ukryć, tak powiedziałby każdy mężczyzna bez jakiegokolwiek poczucia honoru. Kiecka jednak! Ooo, na nią należało uważać! Magią nie naprawisz jej na stałe, a jeśli pojawi się ubytek materiału... Tak i niewiedza zabijała. Niepewność dobijała. Sauriel nie poddawał się tej drugiej pani, ale brak wiedzy wyjątkowo negatywnie wpływał na jego ocenę sytuacji. Na to, czy bezpiecznie było gdziekolwiek kierować swoje oczy, gdzie nie było epicentrum zagrożenia. Docenienie tego, jak dziwnie wyglądała Lestrange w tej żółtej kreacji, która tak mocno odchodziła od jej typowego stylu, musiało więc poczekać na swoją kolej. Umiejscowione miało zostać tam, gdzie ulegało się przekonaniu, że chociaż na chwilę mógł powiedzieć o poczuciu bezpieczeństwa.
Bezpieczeństwo w miejscu, gdzie jakiś poltergeist miota tobą o ściany i nie pozwala ci się teleportować - nie, o tym jednak nie mogli sobie opowiedzieć.
- Co kurwa. - To nawet nie było pytanie, to było stwierdzenie. Powiedziała coś niespodziewanego, ale dla niego niedowierzanie i brak chęci akceptacji tego stwierdzenia zniżał go do błahości stwierdzenia, że dzisiaj nie wypiją popołudniowej herbaty, bo już jest północ. Ten sam poziom abstrakcji, a jednocześnie nie ta sama przyziemność problematyki. Zmarszczył brwi i wydał z siebie dźwięk przypominający ciężkie odetchnięcie. Kiedy już Victoria nawet nie mogła przejść to ją odsunął na bok i sam przeszedł. I to bez żadnego problemu. Nie było żadnej ściany, nic. Za to ona rzeczywiście wyglądała tak, jakby zatrzymywała się na jakimś obiekcie. Zrobił krok w tył i ogarnął spojrzeniem drzwi, ale nie widział żadnych runów, pułapek, a próba skupienia się na rozproszeniu zaklęcia, które mogłoby blokować drzwi dało mu poczucie, że równie dobrze mógł próbować odczarować powietrze z tlenu.
Sytuacja na tyle pochłaniała jego skupienie, że nawet nie zamarudził i nie zwrócił uwagi na jej przeklinanie.
- Co za upierdliwy poltergeist... - Istota, z którą czarodziej nic nie mógł zrobić oprócz błagania go, żeby się w końcu odpierdolił. Tylko niektórzy byli w stanie zaklinać duchy, rozmawiać z nimi, a jeszcze mniejsza część ich społeczeństwa - egzorcyzmować je. Sauriel się na tym za bardzo nie znał. Znał się na tyle, żeby wiedzieć, że mieli przejebane.
Wrócił oczywiście do środka i potarł dłonie o siebie, przesuwał palcami po swoich bladych palcach, nerwowym krokiem przemierzał to miejsce. Rozpalił te świece, które ziały czernią, żeby całe to miejsce rozjaśnił ciepły, pomarańczowy blask. Ktokolwiek stał wtedy na tej galerii rzeczywiście - zniknął. Zamek zdawał się całkowicie pusty i bez życia, ale dopiero teraz widać było, że to miejsce nie mogło być opuszczone. To nie była ruina, nie była to zapuszczona staroć, jaką wydawała się z zewnątrz.
- Już raz byliśmy w takiej sytuacji. Wydostaliśmy się wtedy, wydostaniemy się i teraz. - Obwieścił fakt dla niego niezaprzeczalny. A jak wiadomo - kiedy Rookwood sobie coś obmyślił to niech się pali i wali, bo odwiedzenie go od tego pomysłu było sztuką równą oszukania Śmierci. Odwrócił się przodem do Victorii... i dopiero wtedy się zatrzymał. Bo była w sukience. Śliczna. Zjawiskowa. Bo ujęła go urokiem skąpana w blasku księżyca płynącego z tych otworzonych drzwi, które kpiły sobie teraz z jej niedoszłych prób wydostania się. Sauriel przechylił głowę na moment, zaciekawiony.
Wyciągnął aparat i zrobił jej zdjęcie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.