08.05.2024, 09:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2024, 17:03 przez Brenna Longbottom.)
- Chyba w Anglii co drugą legendę w jakiś sposób mieszają z królem Arturem - podsumowała Brenna, przeglądając przewodnik. - Ale biskup naprawdę oskarżał ją o bycie ostatnią wiedźmą z Inglewood.
Wątpiła, by ten las był legendarną puszczą, mógł jednak nosić w sobie pewną magię. A skoro miała tu być "ostatnia" wiedźma, mogły być także inne, nawet jeśli ta konkretna była zaledwie zwykłą kobietą z lasu.
Kolejne słowa Basiliusa sprawiły, że dość gwałtownie poderwała głowę i przypatrywała się mu z dziwną miną. Ofiara. A więc kobieta miała być ofiarą?
Ale na stos zaprowadził ją biskup.
Na to, że kobieta mogła być ofiarą dla magii, Brenna zwyczajnie nie wpadłaby sama: dla niej nie miało to sensu. Bo oznaczałoby to, że jakiś czarodziej spalił mugolkę na stosie, żeby rzucić ochronne zaklęcie. O ile czarodzieje chętnie krzywdzili mugoli, to kościelny - mag i ochrona przez śmierć...
- Czarna magia, która chroni? - powiedziała powoli, bo przecież żadna magia, która wymagała ofiary z czyjegoś życia, nie była białą. Spaczała duszę. - Może jest tu... coś więcej, co podtrzymywało ten rytuał. Coś w krypcie? Coś w lesie? Przecież nie regularne ofiary, kto by je składał po takim czasie? To wyjaśniałoby, dlaczego ośrodek jest taki... dziwny. Że nie ma tam żadnych umierających roślin, a to ciało... Kurwa, mam prawie nadzieję, że to był Bagshot, bo jeśli nie, to zginął tam ktoś inny - wymamrotała bardzo cicho, rozglądając się po ryneczku, jakby sądziła, że zobaczy tutaj coś jeszcze nadzwyczajnego.
Jeżeli Basilius miał rację, i jeżeli coś podtrzymywało moc tego rytuału, to mogło wyjaśniać, dlaczego zobaczyła scenę sprzed setek lat. To wspomnienie wciąż było częścią tego miejsca: misternej siatki magicznej, która wniknęła w okolicę.
– Nie rozumiem z tego już niczego, oprócz jednego. Mamy tutaj cholernie dziwne miejsce, a jeżeli ty masz rację, to najwyraźniej było tu zaklęcie ochronne, które okropnie się zepsuło. Skoro mamy najmniej jednego trupa, jednego zaginionego, być może nieumarłych i gadające niedźwiedzie – westchnęła, kiedy już wstali i zmierzali w stronę katedry. Mówiła wciąż cicho. A potem przystanęła i zapatrzyła się na jedną z tablic, informujących o historii katedry Carlise. – To by pasowało do twojej teorii – dodała, wskazując na ustęp o atakujących, którzy zginęli w wieży. – W połączeniu z tą czarną śmiercią to faktycznie spory zbieg okoliczności. Albo był tu jakiś czarownik, który to zawalił, albo ta magia atakuje wszystko, co jest agresywne?
Co już nieco lepiej pasowałoby do ewidentnie czarnomagicznego zaklęcia.
– Rozejrzymy się za tą kryptą – powiedziała, odrobinę ponurym, mało brennowym tonem, zanim weszła do katedry. Zamierzała spróbować ustalić, gdzie pochowano szanownego biskupa: czy da się dostrzec ślady używania magii i jakie są szanse, aby się do niej włamać i rozejrzeć w pobliżu, jeżeli nie teraz, to nocą.
Potem pozostawało się wycofać, sprawdzić, czy dwie pozostałe czarodziejki są gdzieś w pobliżu, a następnie wrócić do ośrodka, by przekazać informacje "dalej". I czy była gotowa włamywać się w razie czego do krypty? Jasne, że tak - choć najlepiej to nocą.
Wątpiła, by ten las był legendarną puszczą, mógł jednak nosić w sobie pewną magię. A skoro miała tu być "ostatnia" wiedźma, mogły być także inne, nawet jeśli ta konkretna była zaledwie zwykłą kobietą z lasu.
Kolejne słowa Basiliusa sprawiły, że dość gwałtownie poderwała głowę i przypatrywała się mu z dziwną miną. Ofiara. A więc kobieta miała być ofiarą?
Ale na stos zaprowadził ją biskup.
Na to, że kobieta mogła być ofiarą dla magii, Brenna zwyczajnie nie wpadłaby sama: dla niej nie miało to sensu. Bo oznaczałoby to, że jakiś czarodziej spalił mugolkę na stosie, żeby rzucić ochronne zaklęcie. O ile czarodzieje chętnie krzywdzili mugoli, to kościelny - mag i ochrona przez śmierć...
- Czarna magia, która chroni? - powiedziała powoli, bo przecież żadna magia, która wymagała ofiary z czyjegoś życia, nie była białą. Spaczała duszę. - Może jest tu... coś więcej, co podtrzymywało ten rytuał. Coś w krypcie? Coś w lesie? Przecież nie regularne ofiary, kto by je składał po takim czasie? To wyjaśniałoby, dlaczego ośrodek jest taki... dziwny. Że nie ma tam żadnych umierających roślin, a to ciało... Kurwa, mam prawie nadzieję, że to był Bagshot, bo jeśli nie, to zginął tam ktoś inny - wymamrotała bardzo cicho, rozglądając się po ryneczku, jakby sądziła, że zobaczy tutaj coś jeszcze nadzwyczajnego.
Jeżeli Basilius miał rację, i jeżeli coś podtrzymywało moc tego rytuału, to mogło wyjaśniać, dlaczego zobaczyła scenę sprzed setek lat. To wspomnienie wciąż było częścią tego miejsca: misternej siatki magicznej, która wniknęła w okolicę.
– Nie rozumiem z tego już niczego, oprócz jednego. Mamy tutaj cholernie dziwne miejsce, a jeżeli ty masz rację, to najwyraźniej było tu zaklęcie ochronne, które okropnie się zepsuło. Skoro mamy najmniej jednego trupa, jednego zaginionego, być może nieumarłych i gadające niedźwiedzie – westchnęła, kiedy już wstali i zmierzali w stronę katedry. Mówiła wciąż cicho. A potem przystanęła i zapatrzyła się na jedną z tablic, informujących o historii katedry Carlise. – To by pasowało do twojej teorii – dodała, wskazując na ustęp o atakujących, którzy zginęli w wieży. – W połączeniu z tą czarną śmiercią to faktycznie spory zbieg okoliczności. Albo był tu jakiś czarownik, który to zawalił, albo ta magia atakuje wszystko, co jest agresywne?
Co już nieco lepiej pasowałoby do ewidentnie czarnomagicznego zaklęcia.
– Rozejrzymy się za tą kryptą – powiedziała, odrobinę ponurym, mało brennowym tonem, zanim weszła do katedry. Zamierzała spróbować ustalić, gdzie pochowano szanownego biskupa: czy da się dostrzec ślady używania magii i jakie są szanse, aby się do niej włamać i rozejrzeć w pobliżu, jeżeli nie teraz, to nocą.
Potem pozostawało się wycofać, sprawdzić, czy dwie pozostałe czarodziejki są gdzieś w pobliżu, a następnie wrócić do ośrodka, by przekazać informacje "dalej". I czy była gotowa włamywać się w razie czego do krypty? Jasne, że tak - choć najlepiej to nocą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.