07.05.2024, 21:59 ✶
Isaac pił herbatę ze swojej filiżanki i obserwował uważnie Anthony'ego. Uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Mężczyzna zadawał mu pytania, nad którymi Bagshot tak naprawdę na co dzień się nie zastanawiał. Niektóre decyzję dotyczące swojego życia, podejmował w afekcie. Miał jednak zasadę, żeby nie wracać do przeszłości i nie rozmyślać nad tym, że mógł zrobić coś inaczej, albo lepiej. Po prostu robił to, na co w danym momencie miał ochotę.
- Ta… umiejętność, jak to pan ją nazwał, panie Shafiq, nie spala mojej energii. To zawsze przychodziło mi bardzo naturalnie. Taki po prostu jestem, nie muszę o tym myśleć. Widzę osobę i po prostu… wiem co robić, albo co powiedzieć. I nikt nigdy nie nazwał mnie wcześniej wyrachowanym. A słowo “gmin” w pańskich ustach, brzmi dla mnie nieco pejoratywnie.- Patrzył w stalowe oczy Anthony'ego, wiedząc, że tego typu rozmowy przysparzają mu rozrywki. Dla Isaac'a również był to jakiś zastrzyk adrenaliny, ponieważ nikt wcześniej nie “odkrywał” jego sekretów. To było dziwne, że Shafiq tak dużo o nim wiedział.
-Do jakiej pracy potrzebuję pańskiego zaufania? - Powtórzył na głos, żeby móc się nad tym tak naprawdę zastanowić. Odstawił filiżankę na tacę i oparł się o oparcie krzesła. Głowę ułożył na ręku, przyglądając się Anthony'emu.-Może to pana rozczarować, ale nie mam planu zdobycia pańskiego zaufania. Nie staram się niczego zdobyć, po prostu współpracujemy, więc jestem… sobą? A może… kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę potrzebował pańskiej pomocy? Może na to liczę? Że mi pan wtedy pomoże. Nie wiem… bo tak naprawdę moja praca, nie ma z panem nic wspólnego.- Zastanowił się. Nie wiedział dokładnie jakiej pomocy mógłby od mężczyzny oczekiwać, kiedy oraz dlaczego, ale tak po prostu czuł. Nie starał się również wejść w jego łaski, po prostu był Isaac'iem który odpowiadał na pytania tak jak potrafił. I który miał mętlik w głowie, nie mając pojęcia czy uda mu się zrealizować swoje przyszłe plany.
- A dlaczego przyjąłem tę pracę? Pewnie dlatego, że chciałem wrócić do domu, ale potrzebowałem do tego czegoś więcej niż tylko samych chęci. Byłem załamany po napisaniu mojej drugiej książki. Żałuję, że ją napisałem. Chciałem przestać pić i brać narkotyki. No i pojawił się pan, panie Shafiq. Nie mam pojęcia o czym rozmawialiśmy, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.- Westchnął, bo naprawdę nie pamiętał i trochę go to irytowało. Miał jednak pewność, że nawet w takim stanie panował nad swoim językiem, oraz sekretami które miał w posiadaniu - A drugie dno? Ukryty motyw? Hm, nie ma. Nie ma tu też żadnego ostrza, nie jest pan złym człowiekiem.- Ostrze wystawiał tylko czasami, ale nie na ludzi takich, jak Anthony. Isaac westchnął i wyprostował się, uśmiechając nieco smutno.
-Bywam i bywałem krętaczem, robiłem niemoralne i niedozwolone rzeczy, ale to bardziej skomplikowane niż może się wydawać. Zawsze czuje się przez pana atakowany, kiedy zostajemy sami. Ostatecznie to pana decyzja, czy jestem godny zaufania, czy nie. Pan Longbottom jednak nie musi się martwić.- Obiecał.
- Ta… umiejętność, jak to pan ją nazwał, panie Shafiq, nie spala mojej energii. To zawsze przychodziło mi bardzo naturalnie. Taki po prostu jestem, nie muszę o tym myśleć. Widzę osobę i po prostu… wiem co robić, albo co powiedzieć. I nikt nigdy nie nazwał mnie wcześniej wyrachowanym. A słowo “gmin” w pańskich ustach, brzmi dla mnie nieco pejoratywnie.- Patrzył w stalowe oczy Anthony'ego, wiedząc, że tego typu rozmowy przysparzają mu rozrywki. Dla Isaac'a również był to jakiś zastrzyk adrenaliny, ponieważ nikt wcześniej nie “odkrywał” jego sekretów. To było dziwne, że Shafiq tak dużo o nim wiedział.
-Do jakiej pracy potrzebuję pańskiego zaufania? - Powtórzył na głos, żeby móc się nad tym tak naprawdę zastanowić. Odstawił filiżankę na tacę i oparł się o oparcie krzesła. Głowę ułożył na ręku, przyglądając się Anthony'emu.-Może to pana rozczarować, ale nie mam planu zdobycia pańskiego zaufania. Nie staram się niczego zdobyć, po prostu współpracujemy, więc jestem… sobą? A może… kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę potrzebował pańskiej pomocy? Może na to liczę? Że mi pan wtedy pomoże. Nie wiem… bo tak naprawdę moja praca, nie ma z panem nic wspólnego.- Zastanowił się. Nie wiedział dokładnie jakiej pomocy mógłby od mężczyzny oczekiwać, kiedy oraz dlaczego, ale tak po prostu czuł. Nie starał się również wejść w jego łaski, po prostu był Isaac'iem który odpowiadał na pytania tak jak potrafił. I który miał mętlik w głowie, nie mając pojęcia czy uda mu się zrealizować swoje przyszłe plany.
- A dlaczego przyjąłem tę pracę? Pewnie dlatego, że chciałem wrócić do domu, ale potrzebowałem do tego czegoś więcej niż tylko samych chęci. Byłem załamany po napisaniu mojej drugiej książki. Żałuję, że ją napisałem. Chciałem przestać pić i brać narkotyki. No i pojawił się pan, panie Shafiq. Nie mam pojęcia o czym rozmawialiśmy, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.- Westchnął, bo naprawdę nie pamiętał i trochę go to irytowało. Miał jednak pewność, że nawet w takim stanie panował nad swoim językiem, oraz sekretami które miał w posiadaniu - A drugie dno? Ukryty motyw? Hm, nie ma. Nie ma tu też żadnego ostrza, nie jest pan złym człowiekiem.- Ostrze wystawiał tylko czasami, ale nie na ludzi takich, jak Anthony. Isaac westchnął i wyprostował się, uśmiechając nieco smutno.
-Bywam i bywałem krętaczem, robiłem niemoralne i niedozwolone rzeczy, ale to bardziej skomplikowane niż może się wydawać. Zawsze czuje się przez pana atakowany, kiedy zostajemy sami. Ostatecznie to pana decyzja, czy jestem godny zaufania, czy nie. Pan Longbottom jednak nie musi się martwić.- Obiecał.