07.05.2024, 15:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 15:29 przez Erik Longbottom.)
— Dla ciebie to jedno i to samo, więc raczej znasz odpowiedzieć — odparł, nie łapiąc haczyka w formie tej drobnej gry słów ze strony Anthony'ego. — Butelka wina, winnica... Jedno pochodzi z drugiego, więc dostając jedno, poniekąd smakuje drugiego, czyż nie?
Zmrużył oczy, gdy jego gospodarz powtórzył po nim jego własne słowa. Przedrzeźnianie? Cóż za dziecinna forma prowadzenia konwersacji. Momentalnie poczuł szarpnięcie w sercu, a w głowie zagościły podszepty sugerujące, aby odpowiedział pięknym za nadobne. Och, nic dziwnego, że korzystał z tej techniki, gdy próbował się wykłócać z siostrą. To było nadzwyczaj... prowokujące.
— Jedna odmowa z mojej strony aż tak cię wzburzyła? Miałem ku temu powody i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia — odparł, naśladując ton Anthony'ego. — A tylko dlatego, że raz powiedziałem ''nie'' nie równa się wcale temu, że nie chciałem mieć z tobą nic wspólnego.
Cóż, Longbottom miał naturalny talent do prowokowania ludzi, którzy byli mu bliscy. Tyle że jak do tej pory grono to w dużej mierze ograniczało się do kobiet z rodziny i najbliższych przyjaciółek. Erik doskonale wiedział, gdzie nacisnąć, aby rozsierdzić Brennę, Norę czy kuzynkę Danielle, a wieloletnia znajomość dała mu poniekąd wgląd w to, co było słabym punktem Shafiqa. Teraz jednak nie musiał nawet bazować na tej wiedzy: było to dosyć naturalne, że w obecnym układzie jakakolwiek wzmianka o wspólnej przeszłości doprowadzi do zagotowania wody w garncu emocji.
Nie spodziewał się jednak zaproszenia na randkę. Oferta zaskoczyła go na tyle, że obrócił się całym ciałem w stronę Anthony'ego, jakby sprawdzał, czy nie był to jedynie żart. To było coś innego. Coś odważniejszego. Tak samo, jak odważne było to, jak we Włoszech chwycił go za rękę i poprowadził przez labirynt poznaczonych śladem czasu budynków. Teraz jednak wszystko wskazywało na to, że Shafiq faktycznie chciał.
— W najbliższym tygodniu nie mogę. — Wywrócił teatralnie oczami. — Zaraz Lammas, a potem mam parę innych rzeczy do załatwienia. A chyba oboje możemy się zgodzić, że stać nas na coś większego i ciekawszego niż zwykły festyn miejski. — Westchnął przeciągle, klepiąc się otwartymi dłońmi po okrytym kołdrą brzuchu. — W drugiej połowie miesiąca mam wolniejszy grafik. Słyszałem, że mają grać jakąś dobrą sztukę w tym... teatrze — z trudem powstrzymał się przed określeniem go obrzydliwym — Możemy pójść na spektakl, a potem do londyńskiej przystani. Ja... Kupiłem ostatnio jacht.
Nie chwalił się tym zbytnio. W gruncie rzeczy jedyną osobą, jaka wiedziała o zakupie łodzi była Nora, któa zresztą zobaczyła ją jako pierwsza z grona znajomych. Longbottom nie chciał się chwalić zbytnio tą transakcją: to była jego zachcianka, coś, w co wpakował sporą kasę bez większego zaangażowania, tylko po to, aby móc cokolwiek nazwać prawdziwie ''swoim''.
Z początku wydawało mu się, że Ersa będzie spędzała większość czasu w mieście, jednak powoli odzwyczajał się od tej myśli. Gdyby zadbać o dodatkowe usprawnienia, można byłoby z niej zrobić coś przydatnego, a nie łódkę, na której od czasu do czasu można by było urządzić paroosobową imprezę. Na ten jeden sierpniowy wieczór mogła jednak posłużyć za miejsce wspólnego odpoczynku, a nie mobilną jednostkę pływającą, która mogła służyć zarówno Brygadzie Uderzeniowej, jak i Zakonowi Feniksa.
— Naprawdę jesteś na tyle zdesperowany, żeby iść do baru na frytki? — spytał po dłuższej chwili milczenia, kładąc się na boki i podpierając dłonią głowę. — Czy chciałeś po prostu mi dopiec, że w gorszych momentach nie stołuje się w najdroższych restauracjach w mieście?
Wpatrywał się w niego z kamienną twarzą, jakby oczekiwał, że Shafiq zacznie go przepraszać i zasypywać tłumaczeniami, z których każde zaczynałoby się od słów To nie tak, jak myślisz...!, jednak w swoim obecnym stanie Erik nie potrafił długo grać, więc zaraz jego twarz wygięła się w szerokim uśmiechu. Było coś urokliwego w tym, że Shafiq wyłapał z ich dzisiejszej rozmowy tę jedną informację i próbował wykorzystać ją na swoją korzyść - pokazać, jak bardzo mu zależy.
Zmrużył oczy, gdy jego gospodarz powtórzył po nim jego własne słowa. Przedrzeźnianie? Cóż za dziecinna forma prowadzenia konwersacji. Momentalnie poczuł szarpnięcie w sercu, a w głowie zagościły podszepty sugerujące, aby odpowiedział pięknym za nadobne. Och, nic dziwnego, że korzystał z tej techniki, gdy próbował się wykłócać z siostrą. To było nadzwyczaj... prowokujące.
— Jedna odmowa z mojej strony aż tak cię wzburzyła? Miałem ku temu powody i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia — odparł, naśladując ton Anthony'ego. — A tylko dlatego, że raz powiedziałem ''nie'' nie równa się wcale temu, że nie chciałem mieć z tobą nic wspólnego.
Cóż, Longbottom miał naturalny talent do prowokowania ludzi, którzy byli mu bliscy. Tyle że jak do tej pory grono to w dużej mierze ograniczało się do kobiet z rodziny i najbliższych przyjaciółek. Erik doskonale wiedział, gdzie nacisnąć, aby rozsierdzić Brennę, Norę czy kuzynkę Danielle, a wieloletnia znajomość dała mu poniekąd wgląd w to, co było słabym punktem Shafiqa. Teraz jednak nie musiał nawet bazować na tej wiedzy: było to dosyć naturalne, że w obecnym układzie jakakolwiek wzmianka o wspólnej przeszłości doprowadzi do zagotowania wody w garncu emocji.
Nie spodziewał się jednak zaproszenia na randkę. Oferta zaskoczyła go na tyle, że obrócił się całym ciałem w stronę Anthony'ego, jakby sprawdzał, czy nie był to jedynie żart. To było coś innego. Coś odważniejszego. Tak samo, jak odważne było to, jak we Włoszech chwycił go za rękę i poprowadził przez labirynt poznaczonych śladem czasu budynków. Teraz jednak wszystko wskazywało na to, że Shafiq faktycznie chciał.
— W najbliższym tygodniu nie mogę. — Wywrócił teatralnie oczami. — Zaraz Lammas, a potem mam parę innych rzeczy do załatwienia. A chyba oboje możemy się zgodzić, że stać nas na coś większego i ciekawszego niż zwykły festyn miejski. — Westchnął przeciągle, klepiąc się otwartymi dłońmi po okrytym kołdrą brzuchu. — W drugiej połowie miesiąca mam wolniejszy grafik. Słyszałem, że mają grać jakąś dobrą sztukę w tym... teatrze — z trudem powstrzymał się przed określeniem go obrzydliwym — Możemy pójść na spektakl, a potem do londyńskiej przystani. Ja... Kupiłem ostatnio jacht.
Nie chwalił się tym zbytnio. W gruncie rzeczy jedyną osobą, jaka wiedziała o zakupie łodzi była Nora, któa zresztą zobaczyła ją jako pierwsza z grona znajomych. Longbottom nie chciał się chwalić zbytnio tą transakcją: to była jego zachcianka, coś, w co wpakował sporą kasę bez większego zaangażowania, tylko po to, aby móc cokolwiek nazwać prawdziwie ''swoim''.
Z początku wydawało mu się, że Ersa będzie spędzała większość czasu w mieście, jednak powoli odzwyczajał się od tej myśli. Gdyby zadbać o dodatkowe usprawnienia, można byłoby z niej zrobić coś przydatnego, a nie łódkę, na której od czasu do czasu można by było urządzić paroosobową imprezę. Na ten jeden sierpniowy wieczór mogła jednak posłużyć za miejsce wspólnego odpoczynku, a nie mobilną jednostkę pływającą, która mogła służyć zarówno Brygadzie Uderzeniowej, jak i Zakonowi Feniksa.
— Naprawdę jesteś na tyle zdesperowany, żeby iść do baru na frytki? — spytał po dłuższej chwili milczenia, kładąc się na boki i podpierając dłonią głowę. — Czy chciałeś po prostu mi dopiec, że w gorszych momentach nie stołuje się w najdroższych restauracjach w mieście?
Wpatrywał się w niego z kamienną twarzą, jakby oczekiwał, że Shafiq zacznie go przepraszać i zasypywać tłumaczeniami, z których każde zaczynałoby się od słów To nie tak, jak myślisz...!, jednak w swoim obecnym stanie Erik nie potrafił długo grać, więc zaraz jego twarz wygięła się w szerokim uśmiechu. Było coś urokliwego w tym, że Shafiq wyłapał z ich dzisiejszej rozmowy tę jedną informację i próbował wykorzystać ją na swoją korzyść - pokazać, jak bardzo mu zależy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞