Ger chciała dobrze, może jej pomysł nie był specjalnie sprytny, ale naprawdę chciała dla brata jak najlepiej. Zapewniłaby mu wszystko, czego tylko pragnął w tym niebycie, byleby sprawić mu przyjemność. Chociaż nie wyglądał jakby ta idea mu się spodobała. Póki co mieli inne problemy niż jego trzeźwość. Miała wrażenie, że ich rodzina nie ma się ostatnio najlepiej, strasznie ją to martwiło. Ktoś musiał ich trzymać w ryzach, żeby się za bardzo nie mijali, czuła, że to jest jej rola, i chyba nie najlepiej sobie z tym radziła.
- Większość Ślizgonów to byli debile, nie zamierzam udawać, że było inaczej. - Dotarło do niej, że Astaroth również do nich należał, znaczy do Ślizgonów, nie do debilów, ale mniejsza o to. Zabawne, że mimo upływu lat nadal miała w sobie te szkolne uprzedzenia, chociaż wydawało jej się, że te siedem lat w Hogwarcie miało na nią spory wpływ, pewnie stąd to podejście. Jej towarzysze ze szkolnych lat nauczyli ją wyrozumiałości, naprawdę bardzo mocno, tworzyli oczy na wiele spraw. Szkoła ją ukształtowała i co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
- Nie wiem, czy można na to zwalać, w końcu dalej byliśmy blisko, gdzieś później zaczęliśmy się mijać. - Poniekąd tak było, miała wrażenie, że ich drogi zaczęły się rozchodzić po szkole, kiedy ona mocno zaangażowała się w biznes rodziny, Thoran chyba nie do końca chciał zmierzać tą ścieżką, starała się to zaakceptować, nie oceniała go, nie pouczała, nie taka była jej rola, wręcz przeciwnie starała się wspierać w jego wyborach nawet jeśli nie były do końca słuszne.
- Niby zawsze można coś zrobić, skąd wiadomo jednak, że nie zaszkodzimy? - Jasne, mogli zastosować metodę prób i błędów, bała się jednak, że za bardzo by zaszkodzili, a chodziło przecież o ich ojca. Był to jeden z tych nielicznych momentów, kiedy wolała nie ryzykować.
- Cieszę się, dawno tu nie spałam, chętnie spędzę noc w swoim pokoju. - Który nadal wyglądał tak, jak wtedy, gdy opuszczała rezydencję. Jakby rodzice zawsze byli gotowi na to, że może tu wrócić. Dobrze było mieć tą świadomość, że mimo tego, że już dawno była na swoim to zawsze była taka możliwość. Budowało to poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że nie jest sama.
- Cóż, słabo go pilnuje, skoro ojciec jest w stanie wywijać takie numery, powinien bardziej się zaangażować w życie rodzinne, strata konia może by mu to uświadomiła. - Nadal miała żal do bliźniaka o to, że się tak od nich odsunął, czasem potrzebny był mocny wstrząs, który byłby w stanie otworzyć oczy. Strata ulubionego zwierzaka mogłaby być takim bodźcem.
- Teraz już chyba nigdy nie będę miała z tobą szans. - Brakowało jej trochę tego ich wspólnego upijania się do rana i sprawdzania, kto tym razem szybciej odpadnie. W czasach, które nastały to zawsze ona szła spać wcześniej, nieważne, czy była trzeźwa, czy najebana jak szpadel, nie miała szans wygrać z wampirem.
- Dobrze, nie zamierzam się kłócić. - Nie tym razem. Faktycznie była zmęczona, ostatnio wiele się działo w jej życiu, a sen mógłby jej przynieść ukojenie. Wypity alkohol skutecznie zagłuszał te myśli, które ją męczyły, nie będzie potrzebowała eliksiru, żeby zasnąć, ostatnio sięgała po nie coraz częściej.
- Dobrej nocy, czy coś. - Nie wiedziała nawet, czy to pożegnanie było na miejscu, skłoniła się jeszcze bratu na pożegnanie i ruszyła do swojego pokoju.
Dotarła na miejsce. Nic się w nim nie zmieniło, ściany nadal zdobiły plakaty ulubionych graczy quidditcha, którzy już dawno zakończyli swoją karierę, oraz jacyś magiczni wokaliści.
Łóżko było zaścielone, pościel wydawała się być świeża, Triss musiała zadbać o to, żeby ją zmienić. Ta skrzatka była niezastąpiona. Pozwoliła sobie jeszcze zapalić papierosa w oknie, jak wtedy kiedy miała naście lat.
Zdjęła z siebie ubrania i położyła się na łóżku, czekała, aż przyjdzie do niej sen.
!Geraldineidziespać