Odpowiedź Morpheusa nie oznaczała jednoznacznej odmowy, jeśli przyjąć to by, że nie stanowi wymówki. Potrafił zrozumieć to, że jego przyjaciel nie ma nastroju do podróżowania albo ma inne plany i chce przez jakiś dłuższy czas pobyć w tym kraju. W grę wchodziły również powody prywatne, których nie powinien dociekać. Sam nie lubił tłumaczyć się z tego rodzaju rzeczy, tak jak nie lubił jak ktoś naruszał jego prywatność. Zdarzało się to nad wyraz często, jeśli wziąć pod uwagę jego popularność i wykonywany zawód.
— Na podróże zawsze przyjdzie czas, jednak za rok to zbyt odległy... moment. Mnie wciąż ciągnie w świat i chwytam każdą okazję, jeśli taka się nadarzy. — Postanowił na razie powstrzymać się od namawiania swojego przyjaciela na taki zagraniczny wypad dla przyjemności - wypełniony zwiedzaniem, wypoczynkiem na plaży, przebywaniem w barze i w luksusowym hotelu. W jego przypadku to także zakładało przygodny seks dla zaspokojenia tego rodzaju potrzeby.
— Przed paroma laty mnie i Lorettę łączył romans. Każdy powód jest dobry - turpizm czy zwykła chuć. — Stwierdził z dozą sarkazmu, zdającym się przeczyć sytuacji, w której się znalazł. Loretta okazała się kamieniem, który zapoczątkował całą lawinę zdarzeń i szereg nowych procesów, zachodzących w nim samym. Nie zmieniało to faktu, że z kobietą, w której wyraźnie pobrzmiewały echa przeszłych penisów, nie wiązał jakiejkolwiek przyszłości. Wspinając się dla niej na ten pal chciał przede wszystkim się zabawić. Gdyby potrafił przewidzieć długofalowe konsekwencje to dwa razy zastanowiłby się nad przyjęciem od niej tego wianka. Potrzebował jedynie wszystko przypieczętować w obecności uzdrowiciela. Z niecierpliwością wyczekiwał tego dnia, wierząc że wszystko wróci do znanej mu normy.
Nie nastąpiła żadna z tych rzeczy, których oczekiwał jego przyjaciel. Philip wzniósł kolejny raz swój kufel, wlewając do gardła złocisty trunek.