06.05.2024, 13:04 ✶
Zdawało mu się, że jego umysł zanurza się w głębinach absurdu i czuł wszechogarniającą go bezsilność z tego powodu; chciał rozłożyć ręce, zwrócić twarz ku niebu i pozwolić, aby jego ciałem wstrząsnął śmiech - donośny, lecz pozbawiony radości śmiech człowieka, który przekroczył granicę obłędu. Był w przeklętym Windermere, ponad dwieście mil od domu w Londynie, uwięziony na wyspie na równie przeklętym jeziorze zamieszkiwanym przez zbuntowane trytony, czuł na sobie presję związaną z leczeniem rannej selkie (przez cały czas towarzyszył mu lęk, że przybyli za późno), a jedyne, o czym był w stanie myśleć w tej sytuacji, to błękit, który z dnia na dzień stał się jego ulubionym kolorem. Laurent miał błękitne oczy; patrzyły teraz na niego, analizowały każdy ruch z wrogą nieufnością - zerkał przecież na niego bezustannie i uciekał spojrzeniem, gdy ich wzrok się spotykał - i Perseusowi zdawało się, że niewidzialne ręce rozrywają jego serce jak kawałek materiału - brudnego, zdeptanego prześcieradła, które rozwieszone nad ulicą w dawnej robotniczej dzielnicy stolicy zerwało się ze sznurka w przypływie ekstatycznej wizji wolności i zakończyło swój żałośnie krótki lot pod butami powracających z fabryk mugoli. Tak właśnie postrzegał swą duszę doktor Black.
Drażniła go obecność Victorii, ale nie potrafił odnaleźć źródła swych emocji. Lubił ją przecież - jej uśmiech, i wysokie czoło na które czasem opadały kosmyki włosów, i ciemne brwi wyginające się w łuki, szczególnie gdy czegoś dociekała, i rozmowy przy herbacie, i jej ogród pełen kwiatów. Budziła w nim swego rodzaju lęk, kiedy przyglądała się mu swymi przenikliwymi oczami, a głos z tyłu jego głowy krzyczał rozpaczliwie to koniec, przejrzała mnie, zaraz skuje moje nadgarstki i zaprowadzi do zimnej celi! Ale Victorii nigdy nie udało się odgadnąć, jakie winy Perseus dźwiga na zdezelowanym sumieniu, a nawet jeśli, to nigdy się z tym nie zdradzała. Była nagłym skokiem adrenaliny w smolistej krwi Blacka - uzależniającej jak opium - przez co na swój sposób uwielbiał mieć ją w pobliżu. Teraz jednak była drzazgą wbijającą się pod paznokcie magipsychiatry. Irytował go sposób, w jaki kładła dłoń na ramieniu Laurenta i to, jak sam zainteresowany na to reagował - z wdzięcznym rozluźnieniem, zamiast, jak to bywało w przypadku Perseusa, nerwowym spięciem. Bezsprzecznie łączyła ich jakaś głębsza więź, przed którą Prewett żarliwie się wzbraniał w stosunku do niego i czuł się chory, gdy obserwował ich milczące porozumienie. Był zazdrosny o Laurenta i jednocześnie zbyt dumny, by to przyznać, zatem pochylił głowę i przelał całą swoją uwagę na ranną selkie, zajmując się nią z najwyższą - z pewnością większą, niż była w tym momencie konieczna - troską oraz ostrożnością.
— Dziękuję — zwrócił się do Lestrange, odbierając od niej eliksir oraz łapiąc unoszące się w powietrzu bandaże — Mam nadzieję, że utrzymają się na tyle długo, żeby przetransportować selkie na brzeg.
Brzeg, który był tak niemożliwie daleko. Brzeg po drugiej stronie czarnego jak noc jeziora, w którego wodach czaiło się niebezpieczeństwo w postaci trytonów. Przełknął ślinę. Ostrożnie uniósł głowę foki i przyłożył do jej pyszczka buteleczkę z eliksirem wiggenowym.
— Pij, to cię wzmocni — mówił przy tym uspokajająco, wlewając miksturę powoli, by foka się nią nie zakrztusiła. Jakie to dziwne, myślał, nigdy nie zajmowałem się zwierzęciem. Ale przecież selkie nie była zwierzęciem, tylko magiczną istotą przybierającą formę foki i człowieka, i gdy Perseus zdał sobie z tego sprawę, jego zdumienie stało się jeszcze większe. Tak bardzo bał się, że zrobi jej krzywdę, tak bardzo nie chciał zawieść Laurenta - pragnął pokazać mu, że skoro umie się obchodzić z jego siostrami i braćmi, to i jemu zapewni bezpieczeństwo.
Przyjął wódkę z wdzięcznym skinieniem głowy. Przez moment walczył z chęcią pociągnięcia kilku łyków z piersiówki - usta miał zachęcająco spierzchnięte, jednak w ostatniej chwili się opamiętał i zmoczył alkoholem jednym z bandaży.
— Będzie piekło, ale musimy w miarę możliwości oczyścić rany między innymi z piasku — powiedział do selkie, a potem zwrócił się do Laurenta i Esme — Trzymajcie ją, gdyby zaczęła się rzucać z bólu.
Pomyślał, że mógłby podać selkie kilka kropel wódki, żeby ją znieczulić - zwłaszcza, że według słów Prewetta miały słabą głowę - ale szybko odrzucił ten pomysł. Musisz być dzielna, myślał, przemywając rany foki mokrym bandażem. Później gestem nakazał mężczyznom, by lekko unieśli ciało foki, gdy oplatał je czystymi opatrunkami. Przez cały czas słuchał tłumaczeń Laurenta, opowieści o trytonach, historyku i ruinach, ale nie miał na ten temat żadnego zdania, dlatego milczał, skupiając się na swoim osobliwym pacjenta. Jego brwi uniosły się w zdumieniu, gdy selkie okazał się chłopiec (przez cały czas mówił o niej per ona i zrobiło mu się głupio). Ożywił się dopiero, kiedy Geradline postanowiła się od nich oddalić.
— Pośpiesz się — poprosił, patrząc na nią błagalnie — On musi jak najszybciej znaleźć się w Mungu.
A potem spojrzał na jezioro.
— Myślicie, że możemy wrócić tą samą drogą?
Drażniła go obecność Victorii, ale nie potrafił odnaleźć źródła swych emocji. Lubił ją przecież - jej uśmiech, i wysokie czoło na które czasem opadały kosmyki włosów, i ciemne brwi wyginające się w łuki, szczególnie gdy czegoś dociekała, i rozmowy przy herbacie, i jej ogród pełen kwiatów. Budziła w nim swego rodzaju lęk, kiedy przyglądała się mu swymi przenikliwymi oczami, a głos z tyłu jego głowy krzyczał rozpaczliwie to koniec, przejrzała mnie, zaraz skuje moje nadgarstki i zaprowadzi do zimnej celi! Ale Victorii nigdy nie udało się odgadnąć, jakie winy Perseus dźwiga na zdezelowanym sumieniu, a nawet jeśli, to nigdy się z tym nie zdradzała. Była nagłym skokiem adrenaliny w smolistej krwi Blacka - uzależniającej jak opium - przez co na swój sposób uwielbiał mieć ją w pobliżu. Teraz jednak była drzazgą wbijającą się pod paznokcie magipsychiatry. Irytował go sposób, w jaki kładła dłoń na ramieniu Laurenta i to, jak sam zainteresowany na to reagował - z wdzięcznym rozluźnieniem, zamiast, jak to bywało w przypadku Perseusa, nerwowym spięciem. Bezsprzecznie łączyła ich jakaś głębsza więź, przed którą Prewett żarliwie się wzbraniał w stosunku do niego i czuł się chory, gdy obserwował ich milczące porozumienie. Był zazdrosny o Laurenta i jednocześnie zbyt dumny, by to przyznać, zatem pochylił głowę i przelał całą swoją uwagę na ranną selkie, zajmując się nią z najwyższą - z pewnością większą, niż była w tym momencie konieczna - troską oraz ostrożnością.
— Dziękuję — zwrócił się do Lestrange, odbierając od niej eliksir oraz łapiąc unoszące się w powietrzu bandaże — Mam nadzieję, że utrzymają się na tyle długo, żeby przetransportować selkie na brzeg.
Brzeg, który był tak niemożliwie daleko. Brzeg po drugiej stronie czarnego jak noc jeziora, w którego wodach czaiło się niebezpieczeństwo w postaci trytonów. Przełknął ślinę. Ostrożnie uniósł głowę foki i przyłożył do jej pyszczka buteleczkę z eliksirem wiggenowym.
— Pij, to cię wzmocni — mówił przy tym uspokajająco, wlewając miksturę powoli, by foka się nią nie zakrztusiła. Jakie to dziwne, myślał, nigdy nie zajmowałem się zwierzęciem. Ale przecież selkie nie była zwierzęciem, tylko magiczną istotą przybierającą formę foki i człowieka, i gdy Perseus zdał sobie z tego sprawę, jego zdumienie stało się jeszcze większe. Tak bardzo bał się, że zrobi jej krzywdę, tak bardzo nie chciał zawieść Laurenta - pragnął pokazać mu, że skoro umie się obchodzić z jego siostrami i braćmi, to i jemu zapewni bezpieczeństwo.
Przyjął wódkę z wdzięcznym skinieniem głowy. Przez moment walczył z chęcią pociągnięcia kilku łyków z piersiówki - usta miał zachęcająco spierzchnięte, jednak w ostatniej chwili się opamiętał i zmoczył alkoholem jednym z bandaży.
— Będzie piekło, ale musimy w miarę możliwości oczyścić rany między innymi z piasku — powiedział do selkie, a potem zwrócił się do Laurenta i Esme — Trzymajcie ją, gdyby zaczęła się rzucać z bólu.
Pomyślał, że mógłby podać selkie kilka kropel wódki, żeby ją znieczulić - zwłaszcza, że według słów Prewetta miały słabą głowę - ale szybko odrzucił ten pomysł. Musisz być dzielna, myślał, przemywając rany foki mokrym bandażem. Później gestem nakazał mężczyznom, by lekko unieśli ciało foki, gdy oplatał je czystymi opatrunkami. Przez cały czas słuchał tłumaczeń Laurenta, opowieści o trytonach, historyku i ruinach, ale nie miał na ten temat żadnego zdania, dlatego milczał, skupiając się na swoim osobliwym pacjenta. Jego brwi uniosły się w zdumieniu, gdy selkie okazał się chłopiec (przez cały czas mówił o niej per ona i zrobiło mu się głupio). Ożywił się dopiero, kiedy Geradline postanowiła się od nich oddalić.
— Pośpiesz się — poprosił, patrząc na nią błagalnie — On musi jak najszybciej znaleźć się w Mungu.
A potem spojrzał na jezioro.
— Myślicie, że możemy wrócić tą samą drogą?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory