05.05.2024, 23:14 ✶
Spróbował się uspokoić i przestać powtarzać to, że go przepraszał, ale w głębi duszy czuł, że cokolwiek teraz zrobi, nie będzie wywołane własną chęcią, a potrzebą spełnienia jego oczekiwań. No bo zawiódł znów sam siebie i jego, cokolwiek by mu teraz kazał, choćby i kosztowało go to wiele - zasłużył sobie na to. Wolałby usłyszeć „przeprosiny zostały przyjęte” niż „nie przepraszaj”, ale wolałby też połknąć kłamstwo „nie jestem na to gotowy” niż stanowcze wgniecenie mu w łeb pierdololo o tym, że cyrk mógł być zagrożony ich publicznym wyznaniem miłosnym. Najwyraźniej życie chciało mu pokazać jeszcze raz, że on po prostu nie mógł dostawać wszystkiego, czego chciał, może ubierając tak karę za zachłanność?
Nie był silniejszy od tego zła, które widział w sobie. To zło było częścią niego i nie mógł się go tak łatwo pozbyć. Ba, jakby się nad tym zastanowić, to to zło właśnie było jego siłą... On tak żył. Bił, krzyczał, zastraszał. Brzęczenie łańcuchów i dźwięk wytrychu otwierającego zamek w twoich drzwiach miały być najgorszymi z możliwych dźwięków, jakie spotykały cię na Ścieżkach. To z nimi stał się jednym organizmem. Z korytarzami, które wyrył własnymi narzędziami. Z martwym powietrzem zalegającym na najgłębszych piętrach. Mimo szczerych chęci nie potrafił czuć się częścią tej rodziny. Udawał, ale nigdy nie czuł tego do końca. Flynn był pewny tego, że gdyby Alexander zginął, nic by go tutaj na stałe nie trzymało. Kiedyś wydawało mu się, że utrzyma go tutaj też Layla, ale ona... Nie chciał nawet o tym myśleć.
Pokiwał głową twierdząco. W odpowiedzi na każde z zadanych mu pytań. To było kłamstwo. Za każdym razem. Wciąż, gdyby tylko miał tyle odwagi, pragnął stąd uciec, ale nigdy nie wyrwałby się z jego objęcia, nie zabrałby brody z dłoni, która go trzymała.
- Nie chcę robić tego tutaj - powiedział i rozejrzał się wzrokiem niepewnie, nie poruszając jednak głową, ta bowiem trwała nieruchomo w tej pozycji, w jakiej Alexander ją zostawił.
Krzyki i uderzenia musiały zwrócić na niego uwagę wszystkich wokół. Oglądanie go w takim stanie, słuchanie czegokolwiek co miał do opowiedzenia o swoich dawnych (a może i obecnych?) zajęciach - koszmar. Nie tylko ze względu na bycie samotnikiem, wyrzutkiem. Żaden człowiek nie lubił być wystawiony na pośmiewisko, a tak by się teraz czuł, gdyby ktoś uraczył go choćby minimalnie krzywym spojrzeniem.
- Możemy stąd iść? Proszę? - Nawet nie do wozu. Gdziekolwiek, gdzie mógłby się schować.
Nie był silniejszy od tego zła, które widział w sobie. To zło było częścią niego i nie mógł się go tak łatwo pozbyć. Ba, jakby się nad tym zastanowić, to to zło właśnie było jego siłą... On tak żył. Bił, krzyczał, zastraszał. Brzęczenie łańcuchów i dźwięk wytrychu otwierającego zamek w twoich drzwiach miały być najgorszymi z możliwych dźwięków, jakie spotykały cię na Ścieżkach. To z nimi stał się jednym organizmem. Z korytarzami, które wyrył własnymi narzędziami. Z martwym powietrzem zalegającym na najgłębszych piętrach. Mimo szczerych chęci nie potrafił czuć się częścią tej rodziny. Udawał, ale nigdy nie czuł tego do końca. Flynn był pewny tego, że gdyby Alexander zginął, nic by go tutaj na stałe nie trzymało. Kiedyś wydawało mu się, że utrzyma go tutaj też Layla, ale ona... Nie chciał nawet o tym myśleć.
Pokiwał głową twierdząco. W odpowiedzi na każde z zadanych mu pytań. To było kłamstwo. Za każdym razem. Wciąż, gdyby tylko miał tyle odwagi, pragnął stąd uciec, ale nigdy nie wyrwałby się z jego objęcia, nie zabrałby brody z dłoni, która go trzymała.
- Nie chcę robić tego tutaj - powiedział i rozejrzał się wzrokiem niepewnie, nie poruszając jednak głową, ta bowiem trwała nieruchomo w tej pozycji, w jakiej Alexander ją zostawił.
Krzyki i uderzenia musiały zwrócić na niego uwagę wszystkich wokół. Oglądanie go w takim stanie, słuchanie czegokolwiek co miał do opowiedzenia o swoich dawnych (a może i obecnych?) zajęciach - koszmar. Nie tylko ze względu na bycie samotnikiem, wyrzutkiem. Żaden człowiek nie lubił być wystawiony na pośmiewisko, a tak by się teraz czuł, gdyby ktoś uraczył go choćby minimalnie krzywym spojrzeniem.
- Możemy stąd iść? Proszę? - Nawet nie do wozu. Gdziekolwiek, gdzie mógłby się schować.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.