— Ktoś zostanie złożony w ofierze. A my właśnie podstawiliśmy cały ośrodek pełen czarodziejów, jak bufet. Od wyboru do koloru. — Zacisnął usta. Musiał poinformować kogoś z BUM-owców lub Aurorów. Na pewno mieli Brennę, widział ją, nawet jeśli nie wiedział, czy widziała go ona. Wtedy rozpętało się małe, prywatne piekiełko, którego aż tak się nie spodziewał. To znaczy, nie do końca rozumiał relację dziewczyny z Alexandrem, ich zadrę, ale podejrzewał, że czarna aura amplifikowała jej zachowania. Biedna, biedna ptaszyna. Kiedy patrzył na oboje, miał ochotę zamknąć ich w kołyskach dłoni i utulić. Szybko odrzucił te myśli, skupiony na działaniu.
Przejął notes od Mildred, po czym odsunął się do tyłu dwa kroki. Spojrzał na zegarek na swoim zegarku, poczekał aż słowa Millie wybrzmią i dotrą do drugiego Niewymownego. Podniósł głos, nie do krzyku, ale do wyrobionego latami sparowania się w Srebrnych Różdżkach wzmocnionego brzmienia z przepony, które unosiło się nad hałasami. Sztuczka jego ojca, której nauczył się też po wielu próbach Morpheus. Przydawało się, gdy nie chciało się wzbudzać aż tak wiele uwagi, jak w przypadku magicznie wzmocnionego głosu. Podobno tak przekrzykiwali sztormy marynarze. Mówił jednak spokojnie.
— Macie minutę. Później zakładam wam obroże i smycze. Czas start — wyciągnął z talii dwie karty, aby transmutować je w obroże ze smyczami dla dwójki tarocistów. Świetny im ten zjazd wyszedł. O Millie wiedział, o jej problemach z ojcem i jego wiecznej nieobecności. Nie zamierzał jednak mówić ani do jednego, ani do drugiego, że wystarczy ładnie poprosić, nie trzeba się rzucać do gardła, żeby zasłużyć na skórzany pasek. W czasie tej minuty nie miał zamiaru interweniować, chyba że zaczną latać niebezpieczne zaklęcia. Mogli się zerżnąć tu i teraz, jeśli chcieli i im ulży. Po narkotycznych ekscesach pewnie Alexandrowi tyle czasu wystarczyło.
W czasie tej minuty wyrwał ze złożenia notesu czystą kartkę, tak, aby nie niszczyć integralności całości i zaczął pisać do Brenny:
Zamierzał wysłać do Brenny klasyczny samolocik, które wysyłano sobie w ministerstwie. Miał nadzieję, że mu się uda i odnajdzie właścicielkę w innej formie, niż w połowie szalonego rytuału jako ofiara. To byłoby w stylu jego bratanicy.
Wieża
Ósemka Mieczy
Akcja nieudana
Sukces!